Natychmiast po decyzji Unionu Berlin o zatrudnieniu Marie-Louise Ety jako pierwszej trenerki klub musiał bronić jej przed potopem seksistowskich komentarzy w internecie. – Zdaję sobie sprawę, co się dzieje w necie, ale odmawiam czytania tych bzdur, nie wspominając o utożsamianiu się z jakimkolwiek z podobnych wpisów i opinii – mówił dyrektor Unionu Horst Heldt na specjalnej konferencji, zwołanej następnego dnia po decyzji klubu o zatrudnieniu Ety w ostatnich pięciu ligowych meczach sezonu. Stanowisko ma charakter tymczasowy. Zgodnie z wcześniejszym planem, po sezonie Eta zacznie trenować pierwszą drużynę kobiecą Unionu.
- Uważam za oburzające, że musimy się zmagać z nienawistnymi wpisami i usprawiedliwiać naszą decyzję. Mówimy tu o niezwykle kompetentnym liderze – powiedział Heldt. - Wszyscy w Unionie Berlin, na trybunach i w klubie, w stu procentach popierają Etę.
Union jest na 11. miejscu w Bundeslidze, ze stratą 20 pkt do miejsca dającego grę w pucharach europejskich i z przewagą 11 pkt nad strefą spadkową, w której znajduje się Wolfsburg. Ale w tym roku Union wygrał tylko trzy mecze i widmo spadku zaczyna zaglądać piłkarzom w oczy.
W akcji są pracownicy PR klubu, którzy odpowiadają na seksistowskie komentarze kibiców, na przykład na platformie X. "Z całym szacunkiem, ale jaki mężczyzna, a co dopiero piłkarz, traktuje poważnie kobietę, gdy ta chce mu powiedzieć coś o taktyce lub piłce nożnej?" – to najczęstsze, najpopularniejsze wpisy, generujące po pół miliona wyświetleń. "Z całym szacunkiem, to jest seksizm" – odpowiada klub.
Przed sobotnim meczem z Wolfsburgiem Eta była niewzruszona powszechnymi negatywnymi komentarzami wobec niej. - Zasadniczo nie przeszkadza mi to. Myślę, że mówi to o wiele, wiele więcej o ludziach, którzy publikują w internecie podobne opinie, niż o osobie, do której są skierowane, niezależnie od tego, czy to ja, czy ktoś inny jest celem – powiedziała na przedmeczowej konferencji. – Nie mam czasu, żeby czytać komentarze, żeby się w nie zagłębiać. Nigdy tego nie robiłam i teraz też tego nie robię. Mówią mi w klubie, że jest też dużo pozytywnych opinii. To wspaniale. One powinny przeważyć nad negatywnymi.
Jej przeciwnikiem na ławce trenerskiej będzie w sobotę 61-letni Dieter Hecking, który w marcu po dekadzie przerwy wrócił na stanowisko, żeby ratować Wolfsburg przed spadkiem. Uchodzi za specjalistę w takich misjach. Jest weteranem niemieckiej piłki, prowadził 791 meczów drużyn - od lig regionalnych do Bundesligi. Jest synonimem piłkarskiego trenera. - Ci, którzy dają upust swojej złości w internecie i serwisach społecznościowych, mają IQ równe zeru – powiedział Hecking. – Znam Marie-Louise osobiście, uważam ją za bardzo kompetentną. Chociaż wciąż obecność kobiet w męskiej piłce nożnej jest rzadkością, jestem przekonany, że jeśli ktoś jest dobry – a Marie-Louise Eta zdecydowanie taka jest – to zasługuje na taką samą szansę jak Dieter Hecking czy ktokolwiek inny.
W Bundeslidze sporo się ostatnio dzieje pod względem równości i różnorodności. Vincent Kompany kończy drugi sezon w Bayernie jako pierwszy w lidze czarny trener, a Eta została pierwszą kobietą na takim stanowisku. W Niemczech jest jeszcze jedna kobieta łamiąca stereotypy w zawodowym futbolu – Sabrina Wittmann trenuje męską, trzecioligową drużynę FC Ingolstadt. W kobiecej Bundeslidze sześć klubów z czternastu prowadzą kobiety.