Jeszcze dekadę temu Leicester City był na szczycie, świętując historyczne mistrzostwo Anglii. Jego historia przypominała piłkarską wariację Kopciuszka, jednak każda bajka kiedyś się kończy. Dziś na King Power Stadium przyszła północ i okazało się, że tłuste lata są już przeszłością. "Lisy" lada moment obudzą się w trzeciej lidze.
Jeżeli pojechalibyśmy autostradą M1 to 105 mil, a jeśli M40 to nieco dłużej - 130 mil. To odległości, które dzielą dwa piłkarskie stadiony: położony w Leicester King Power Stadium, a także londyński Stamford Bridge. 2 maja 2016 roku wszyscy regularnie uczęszczający na pierwszy z nich nasłuchiwali wieści z tego drugiego. Gdy w 83. minucie meczu Chelsea z Tottenhamem piłka wpadała do siatki po strzale Edena Hazarda, w Leicester zapanowało szaleństwo. Wynik 2:2 utrzymał się w Londynie do końcowego gwizdka i stało się jasne, że Tottenham nie wyprzedzi Leicester, które na dwie kolejki przed końcem zostało najbardziej sensacyjnym mistrzem Anglii w historii. Aż trudno w to uwierzyć, że dekadę po tych wydarzeniach klub z największego miasta regionu East Midlands jest już tylko o krok od trzeciej ligi.
Bajka o Kopciuszku z King Power Stadium
Lata 2014-23 były złotą dekadą w historii Leicester City. Mistrzostwo kraju (2016), ćwierćfinał Ligi Mistrzów (2017), wygrana w FA Cup (2021), półfinał Ligi Konferencji (2022) - lista takich osiągnięć musiała budzić respekt. "Lisy" były Kopciuszkiem na balu piłkarskiej Anglii. Dziś już wiadomo, że bajka dobiegła końca. Przyszła północ, dwa spadki z elity (2023 i 2025) i kibice Leicester wkrótce mogą obudzić się w trzecioligowej rzeczywistości, którą przez całą swoją historię poznali tylko w jednym sezonie - 2008/09.
Na trzy kolejki przed końcem sezonu Leicester traci aż osiem punktów do będącego na ostatnim bezpiecznym miejscu Blackburn Rovers. Szanse na utrzymanie są więc wręcz iluzoryczne, a w weekend zespół Gary'ego Rowetta przegrał kluczowy mecz z Portsmouth (0:1). W tym miejscu należy przypomnieć, że Leicester - wobec problemów, o których piszemy poniżej - odjęto sześć punktów.
Jak to się stało, że klub, który aspirował do bycia stałym bywalcem czołówki, spadł na samo dno? Odpowiedzi na to pytanie poszukaliśmy wraz z Krzysztofem Bieleckim - dziennikarzem portalu Angielskie Espresso, który Championship zna jak własną kieszeń.
- Leicester chciało grać w lidze z największymi, a jak się okazało, długofalowo po prostu nie było w stanie. I pewnie udałoby im się prześlizgnąć, gdyby nie ten katastrofalny spadek z Premier League, który przyszedł przecież z ogromnym zaskoczeniem. To, co działo się później, to już równia pochyła - diagnozuje nasz rozmówca, podając za przykład kolejne batalie sądowe. Mowa zwłaszcza o sytuacji finansowej klubu.
- Khun Srivaddhanaprabha [właściciel klubu, syn tragicznie zmarłego Vichaia, twórcy mistrzowskiego Leicester - red.] twierdzi, że dramatycznie na sytuację finansową klubu wpłynęła pandemia, oczywiście ma pewnie sporo racji, ale "overspending" i złe decyzje w pionie zarządzającym odegrały tutaj jeszcze ważniejszą rolę - dodaje Bielecki.
"Overspending", czyli w wolnym tłumaczeniu - "życie ponad stan". Tak można byłoby określić ostatnie lata Leicester City. Mowa tu o raportach dotyczących PSR (Profit and Sustainability Rules), czyli zasad, które pozwalają klubom na stratę do 105 milionów funtów w ciągu trzech lat. Jak podaje The Athletic - już w 2022 roku klub "żeglował na krawędzi bankructwa". Wydatki przewyższały dochody, a strata wynosiła 92,5 miliona funtów.
W Leicester zaryzykowano, ale przeszacowano. - Kiedy byliśmy w Europie, w tamtym czasie, presja ze strony kibiców i ambicje klubu były ogromne - mówił wspominany wyżej Khun Srivaddhanaprabha, cytowany przez The Athletic. W styczniu tego roku media informowały o restrukturyzacji gabinetowej na King Power Stadium. Pożegnano między innymi dyrektorkę generalną Susan Whelan.
- Według wszystkich dostępnych analiz, finanse klubu są w fatalnym stanie. Były takie jeszcze w Premier League, kiedy Brendan Rodgers alarmował, że kadra wymaga przebudowy. Lawirowanie między Premier League, a Championship też nie pozwoli ich uzdrowić, a spadek do League One będzie kolejnym bolesnym ciosem - stwierdza Bielecki.
Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę problemy związane z kontraktami wciąż obowiązującymi w Leicester. Jak zauważa Bielecki - w klubie nadal są zawodnicy inkasujący niewspółmiernie wysokie tygodniówki do prezentowanych umiejętności. - Klub znalazł się w błędnym kole, gdzie oczekiwania i jego pozycja napędzają często głupie i paniczne ruchy, które później ciążą na liście płac - diagnozuje nasz rozmówca.
Tylko tego lata wygasną umowy Jordana Ayewa, Ricardo Pereiry, Harry'ego Winksa i Patsona Daki. To czwórka, która w teorii powinna stanowić o sile zespołu - łącznie rozegrała bowiem 643 mecze na poziomie Premier League. Rok później wygasają kontrakty innych zawodników ogranych w angielskiej elicie: Jannika Vestergaarda, Bobby'ego De Cordovy-Reida i Hamzy Choudury'ego.
Wspomniany już The Athletic bardzo trafnie stwierdza: "Dopiero gdy w Leicester zrzucą kajdany poprzednich umów i zostanie powołany nowy zespół kierownictwa strategicznego, klub będzie mógł wreszcie zacząć iść naprzód".
Aby tak się stało, potrzebna będzie stabilizacja. W jej budowaniu nie pomogły też kolejne zmiany trenerów. Od kiedy klub w kwietniu 2023 roku opuścił Brendan Rodgers, drużynę prowadziło już sześciu różnych menedżerów, a w tej wyliczance i tak jesteśmy łaskawi i nie wymieniamy opcji tymczasowych - Adama Sadlera (dwa mecze), Bena Dawsona (jeden mecz) i Andy'ego Kinga (cztery mecze).
Co najistotniejsze - nietrafiony okazał się też ostatni wybór. - Obserwując wszystkie drużyny, które grają o utrzymanie, Leicester wygląda po prostu najsłabiej. Zatrudnienie Rowetta, choć bardzo przeze mnie chwalone, zwyczajnie nie zagrało - analizuje Bielecki.
W Leicester City można odnaleźć też polski wątek. I nie mówimy tu o udanej (Marcin Wasilewski) i mniej udanej (Bartosz Kapustka) przeszłości, ale teraźniejszości. Jakub Stolarczyk od 2023 roku rozegrał 56 spotkań w barwach "Lisów". Czy po spadku znajdzie dla siebie miejsce wyżej niż na trzecim poziomie rozgrywkowym?
- W ostatnim czasie spadło na niego trochę krytyki, ale moim zdaniem to bramkarz zdecydowanie na poziom Championship. Kilka klubów z zaplecza latem pewnie będzie rozglądało się za nowymi bramkarzami, więc na wypadek spadku może pojawić się zainteresowanie. Leicester będzie musiało czyścić kadrę, a Stolarczyk może być takim zawodnikiem, z którym klub pożegna się bez większego żalu, kiedy otrzyma odpowiednią ofertę - mówi nam Bielecki.
Kibice mają dość. "Poproście Winksa i innych najemników..."
Skalę chaosu i degrengolady, w jakiej pogrążył się klub z King Power Stadium, dobrze pokazuje też nastawienie kibiców i zachowanie... działu medialnego. W poniedziałek, 20 kwietnia, na profilu Leicester City na portalu X pojawiła się informacja o zbliżającym się meczu charytatywnym, który będzie pretekstem do świętowania 10. rocznicy zdobycia mistrzostwa Anglii. Komentarze kibiców pod tym wpisem mówią wiele.
"Robienie tego, żeby zamaskować nadciągający spadek, jest niewiarygodnie zabawne" - napisał jeden z rozemocjonowanych komentujących.
"Znowu! Media i PR w Leicester City… kto prowadzi media społecznościowe klubu, musicie wyczuć atmosferę!!! Dzień przed meczem z Hull, w którym potrzebujemy cudu, publikujecie to. Nie macie pojęcia, jak czują się kibice. To bezmyślne" - dodał kolejny.
"Może poproście Harry'ego Winksa i innych najemników, żeby przekazali swoje pensje na cele charytatywne i wpuścili kibiców za darmo. Stan tego klubu piłkarskiego" - pisał następny. Zresztą - fakt, że wspomniał akurat nazwisko tego zawodnika, nie jest przypadkowy. Harry Winks po ligowym meczu z Portsmouth (0:1) starł się słownie z wściekłymi kibicami.
"Zespół charytatywny prawdopodobnie pokonałby pierwszą drużynę w tej chwili" - dodawał kolejny. "Będziemy w League One w na dziesięciolecie tego osiągnięcia. Nie zapomnimy tego" - podsumował.
Leicester City oficjalnie może spaść z Championship już we wtorek 21 kwietnia. Matematyczne szanse na utrzymanie zachowa tylko w przypadku jednoczesnej wygranej w swoim meczu z Hull City, a także porażki Blackburn Rovers z Sheffield United.