Oskar Pietuszewski zaliczył bardzo udany występ przeciwko Estoril. Co prawda tym razem nie zdobył bramki, ani nie zaliczył asysty, ale popisał się kilkoma efektownymi rajdami. Po jednym z nich był nawet blisko strzelenia gola. Dzięki temu zapracował na wysokie oceny. Mimo to z boiska zeszedł już w 60. minucie i jak odnotował portugalski "Record", "opuścił mecz wściekły". Dlaczego?
Wszystko przez sytuację, jaka wydarzyła się w 51. minucie. Wtedy to 17-latek był faulowany przez Joao Carvalho. Pomocnik rywali przewrócił go na ziemię, a potem zachował się wobec niego bardzo nieelegancko. Przechodząc, uderzył go kolanem w głowę. To kompletnie wybiło Pietuszewskiego z równowagi. Polak postanowił mu oddać. Obaj zarobili więc po żółtej kartce.
Skrzydłowy Porto długo nie mógł się uspokoić. Groziła mu nawet druga żółta kartka. Dlatego też trener Francesco Farioli zdecydował, że zainterweniuje. W 60. minucie ścignął Pietuszewskiego z boiska i wprowadził Borję Sainza. Polak był tym oczywiście mocno niepocieszony. - Pomimo dobrego występu, Pietuszewski zszedł z boiska bardzo zły, uderzając nawet w ławkę rezerwowych - zauważyli dziennikarze "Recordu".
Zobacz też: Oto największy dylemat Flicka przed wielkim rewanżem. Chodzi o Lewandowskiego
Po spotkaniu Pietuszewskiego czekała więc rozmowa wychowawcza. - Młody zawodnik przyznał się do faulu i nie krył niezadowolenia, dając upust swojej frustracji. Nastawienie nie pozostało niezauważone i po rozmowie z prasą Francesco Farioli spędził kilka minut na boisku, rozmawiając z młodym zawodnikiem, podobnie jak Bednarek i Castro zaraz po końcowym gwizdku - mogliśmy przeczytać.
O zachowaniu Jana Bednarka rozpisywało się także portugalskie "O Jogo". - Po meczu Jan Bednarek podszedł do swojego młodego rodaka, przytulił go i powiedział kilka słów do ucha - relacjonowano. Cały mecz zakończył się pewną wygraną Porto 3:1.