Mateusz Bogusz w 2024 roku kapitalne spisywał się w barwach Los Angeles FC. Zaowocowało to debiutanckim powołaniem do reprezentacji Polski prowadzonej przez Michała Probierza, a na początku 2025 r. transferem do Cruz Azul za 8,5 mln euro. Kolejne miesiące aż tak dobre nie były.
Początkowo pobyt w meksykańskim klubie całkiem nieźle układał się dla pomocnika, który grał sporo i miał znaczący wkład w wygranie Pucharu Mistrzów CONCACAF (północnoamerykański odpowiednik Ligi Mistrzów), zdobywając nawet gola w finale z Vancouver Whitecaps (5:0). W tamtym okresie dalej też był w kadrze - w marcowych meczach eliminacji mistrzostw świata 2026 zagrał z Litwą (1:0, z ławki) i Maltą (2:0, od początku), a w czerwcu wystąpił przeciwko Mołdawii (2:0), natomiast klęskę z Finlandią (1:2) śledził z ławki.
Problemy pojawiły się po letniej przerwie. Po tym, jak na ławce trenerskiej Cruz Azul Vicente Sancheza zastąpił Nicolas Larcamona, Polak zaczął grać coraz mniej. Przez to nie znalazł uznania w oczach Jana Urbana, który zastąpił Probierza w polskiej kadrze, a coraz głośniej mówiło się o zmianie klubu. Pod koniec roku doszło do sytuacji, że gracz nie stawił się na starcie przygotowań, rzekomo nie informując o niczym klubu. Już wtedy było jasne, że pobyt w Meksyku nie ma dalszego sensu - w styczniu Bogusz wrócił do MLS, podpisując kontrakt z Houston Dynamo, które zapłaciło 5,5 mln euro.
O kulisach zmiany klubu 24-latek opowiedział "Przeglądowi Sportowemu" Onetowi. - Już pod koniec zeszłego sezonu wiedziałem, że czas na zmianę otoczenia. To było pewne, choć nie wiedziałem jeszcze, dokąd trafię. Oferta z Houston pojawiła się jakoś w połowie grudnia. Przedstawiciele Dynama od początku byli mną bardzo zainteresowani. Mieliśmy kilka spotkań, omówiliśmy sobie wszystko i zapadła decyzja. Potem pozostała już tylko kwestia dogadania się między klubami - wytłumaczył.
Bogusz liczy na nowe otwarcie w miejscu które nie jest mu zupełnie obce. - Fajnie jest wrócić do MLS, do kraju i do ligi, które znam. Przyszedłem tu zdeterminowany i podekscytowany nowym wyzwaniem - stwierdził. Celem jest odbudowanie się po niezupełnie udanym pobycie w Meksyku.
- Ostatnie miesiące w mojej karierze były dość skomplikowane. Najbardziej zależało mi, aby przenieść się gdzieś, gdzie będę mógł grać i się spełniać. Chcę bowiem wrócić do najlepszej dyspozycji. Kiedy występowałem w Los Angeles FC, spędziłem tam wspaniałe dwa lata. Bardzo fajnie mi się grało w tym klubie i żyło w tym mieście. Dlatego wierzę, że MLS i Houston na pewno pomogą mi w powrocie do wysokiej, stabilnej formy - wyjaśnił. Być może dobrymi występami w amerykańskiej lidze zapracuje nawet na powrót do kadry? Na razie Urban nie miał wielu powodów do powołania zawodnika, który zapewne jest pod obserwacją sztabu i mógłby dostać szansę w czerwcowych sparingach lub jesiennej Lidze Narodów.
Zobacz także: Tabela Ekstraklasy może zostać wywrócona do góry nogami. "Sprytna strategia"
Houston było przemyślanym wyborem Bogusza. Konsultował on ten ruch z Sebastianem Kowalczykiem, który występował tam przez 2,5 roku - w styczniu na zasadzie wolnego transferu przeszedł do Zagłębia Lubin.
- Usłyszałem od (Kowalczyka - red.) same pozytywy odnośnie do miasta i klubu. On też był tutaj szczęśliwy. Wiem od niego, iż latem są tu nieprawdopodobne upały. Trzeba będzie się więc przyzwyczaić - wyjawił Bogusz.
Na razie 24-latek nie może narzekać w kwestii wymiaru minut na murawie. W pięciu pierwszych meczach sezonu ani na chwilę nie zszedł murawy (w starciu z Portland Timbers miał gola i asystę), dopiero w nocy z 11 na 12 kwietnia zagrał trochę mniej, bo 86 minut. Problemem są jednak wyniki - ostatni mecz Houston Dynamo przegrało 2:6 z Colorado Rapids. A z pięciu wcześniejszych dwa wygrało i trzy przegrało, przez co obecnie zajmuje 12. miejsce, czwarte od końca, w tabeli Konferencji Zachodniej.