Sensacyjna porażka Arsenalu. Katastrofa w Londynie

Arsenal po raz kolejny negatywnie zaskakuje swoich fanów. "Kanonierzy", którzy byli faworytem sobotniego starcia z AFC Bournemouth zanotowali sensacyjną porażkę 1: 2 przed własną publicznością. Czy to potknięcie może w końcowym rozrachunku odebrać im szansę na walkę o tytuł?
SOCCER-ENGLAND-ARS-BOU/
Andrew Boyers / Action Images via Reuters

Ostatnie tygodnie nie należą do zbytnio udanych dla piłkarzy Mikela Artety. Nastroje w klubie z północnego Londynu wyraźnie siadły po porażkach w finale Carabao Cup z Manchesterem City 0:2 oraz w ćwierćfinale Pucharu Anglii z występującym na poziomie Championship Southampton 1:2. Wymęczone zwycięstwo ze Sportingiem Lizbona w ćwierćfinale Ligi Mistrzów po bramce Kaia Havertza w doliczonym czasie gry drugiej połowy niejako przysłoniło słabą dyspozycję piłkarzy z Emirates Stadium.

Zobacz wideo Karol Urbanowicz: "Przyzwyczailiśmy kibiców, że końcówki są na noże"

Utrzymać przewagę nad Manchesterem City. "Kanonierzy" zaskoczeni

W tabeli Premier League przewaga nad drugim Manchesterem City przed sobotnim starciem z Bournemouth wynosiła dziewięć punktów - z tym wyjątkiem, że "The Citizens" mą do rozegrania zaległe spotkanie. "Kanonierzy" mogli optymistycznie patrzeć w kierunku spotkania, które rozpoczęło się o godzinie 13:30, gdyż w ośmiu ostatnich pojedynkach ligowych nie zaznali porażki, dwukrotnie remisując mecze wyjazdowe. Dość rzec, iż podopieczni hiszpańskiego szkoleniowca przegrali na własnym stadionie w obecnej kampanii zaledwie jedno spotkanie (2:3 z Manchesterem United).

Początek spotkania przeciwko Bournemouth, które w ligowym zestawieniu okupowało pozycję w drugiej części tabeli, przybrał dość nieoczekiwany obrót. Już w 17. minucie podanie Adriena Trufferta z lewej strony pola karnego na tyle niefortunnie odbiło się od stopy Williama Saliby, że trafiło wprost na nogę zamykającego akcję Eli Juniora Kroupiego, który pewnie skierował ją do bramki Davida Rai.

Na odpowiedź gospodarzy czekaliśmy ponad kwadrans. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego w wyniku zamieszania przed bramką gości piłkę ręką dotknął Ryan Christie. Po chwili namysłu sędzia Michael Oliver wskazał na 11. metr. "Jedenastkę" na bramkę zamienił Victor Gyokeres.

Druga porażka w sezonie

Do przerwy wynik nie uległ zmianie. W drugich 45 minutach wydawało się, że mający przewagę "Kanonierzy" dopną swego i zdobędą bramkę, która dam im prowadzenie, lecz los dla nich okazał się przewrotny. Wszystko zaczęło się od złego wybicia piłki przez Gabriela, którą przechwycili w środkowej części boiska goście. Po zawiązaniu składnej, acz w końcowej fazie przypadkowej akcji do sytuacji sam na sam z Rayą wybiegł Alex Scott, który pewnym uderzeniem zupełnie zmylił Hiszpana dając prowadzenie swojemu zespołowi.

Trudno powiedzieć, by piłkarze Artety dwoili się i troili w końcowym kwadransie, by doprowadzić do wyrównania. Nawet jeśli w jakimś stopniu miało to miejsce, to defensywa Bournemouth znakomicie odpierała te ataki. Po przeszło pięciu minutach doliczonego czasu gry Michael Oliver zakończył "męki" dla kibiców "The Gunners", którzy w ostatnich tygodniach musieli przełknąć trzecią gorycz porażki.

Arsenal - AFC Bournemouth 1:2 (1:1), bramki: 35' Victor Gyokeres (rzut karny) - 17' E.J. Kroupi, 74' Alex Scott

Przewaga Londyńczyków nad Manchesterem City utrzymała się na poziomie dziewięciu "oczek", z tą jednak różnicą, iż piłkarze Pepa Guardioli mają na swoim koncie o dwa rozegrane spotkania mniej. Pierwszą szansą na odrobienie części strat będzie niedzielny (12 kwietnia) mecz na Stamford Bridge z Chelsea. Pierwszy gwizdek o godzinie 17:30.

"Kanonierzy" chcąc marzyć o pierwszym od 22 lat mistrzostwie Anglii muszą w pierwszej kolejności pokonać "The Citizens" w ich bezpośrednim starciu w ramach 33. kolejki Premier League. Ten pojedynek odbędzie się w niedzielę 19 kwietnia o godzinie 17:30.

Więcej o: