Tydzień po trzecim z rzędu nieudanym awansie na mundial, włoska federacja przedstawiła raport na temat tamtejszego futbolu. Wyłania się z niego obraz wielopoziomowej klęski całego systemu. Ale to i tak problemy piłkarskiego pierwszego świata.
Jeśli widziałeś Włochy na mundialu, jesteś dorosły. Jeśli pamiętasz je, wychodzące z grupy, urodziłeś się najpóźniej w latach 90. Niepostrzeżenie wyrosło pokolenie kibiców, które opowieści o Włochach jako wielkiej piłkarskiej nacji może przyjmować tak, jak kiedyś o tym, że Węgrzy są mocni. "A poza tym, dziadku, napijesz się herbaty?".
W 2018 roku zatrzymała ich Szwecja. Cztery lata później - Macedonia Północna. Teraz Bośnia i Hercegowina. Ostatni Włoch kopnął piłkę w fazie pucharowej mundialu 20 lat temu. Ostatnim wychowanym we Włoszech piłkarzem z pola w czołowej piątce Złotej Piłki był Andrea Pirlo w 2007 roku. Później do tego grona dostał się już tylko Jorginho, który do Włoch przyjechał z Brazylii jako 15-latek. Żadnej włoskiej drużyny nie ma już w Lidze Mistrzów, a w pozostałych europejskich pucharach Włosi też raczej nie przebrną ćwierćfinału. Po porażce reprezentacji w barażach pracę stracili selekcjoner Gennaro Gattuso, Gianluigi Buffon, który go wybrał, i prezes FIGC Gabriele Gravina. Na odchodne szef federacji zostawił raport, przedstawiający obraz totalnej klęski.