Polska piłka w żałobie - to nieustannie przewijające się w piątek 10 kwietnia hasło na długo utkwi w pamięci opinii publicznej. Śmierć Jacka Magiery, asystenta Jana Urbana w reprezentacji Polski zupełnie zdruzgotała ten dzień. Szok, jakiego doznał cały "piłkarski światek" jest po prostu nie do opisania.
Szkoleniowiec ze znakomitym warsztatem, z osiągnięciami, ale i także z porażkami - mniej więcej w ten sposób definiował swojego współpracownika Jan Urban, proponując mu pracę w roli asystenta w kadrze narodowej. Ten duet miał nam uratować eliminacje na mundial i przywrócić wiarę w drużynę narodową. Biletu do USA, Kanady oraz Meksyku nie dał, ale szacunek i wiarę na przyszłość przywrócił.
Trudno się zatem dziwić, dlaczego będący niejako "szarą eminencją" w sztabie Urbana Magiera zasłużył sobie na ogromny szacunek i podziw. Wszystko to do tego stopnia, iż po jego śmierci mamy do czynienia z "wylewem" żalu i rozpaczy z powodu utraty fachowca w swojej dziedzinie. I trudno się dziwić, wszak przed 49-latkiem w przyszłości mogły otworzyć się drzwi do bycia pierwszym trenerem kadry.
Jacka Magierę pożegnało już wielu, na czele z prezesem PZPN Cezarym Kuleszą, kapitanem reprezentacji Robertem Lewandowskim oraz wieloma klubami i osobami ze świata sportu. Do tego grona dołączył także Prezydent RP, Karol Nawrocki, który zamieścił na portalu "X.com" wymowne zdjęcie z szatni po jednym z meczów drużyny narodowej, okraszając to słowami: "Z głębokim żalem przyjąłem informację o śmierci trenera Jacka Magiery. Żegnaj, Polska Ci dziękuje" - napisał.
Jacek Magiera zmarł w piątkowy poranek 10 kwietnia 2026 roku. 49-latek zasłabł podczas treningu biegowego. Pomimo szybkiej reanimacji i przetransportowania do szpitala życia trenera nie udało się uratować. Pozostawił on żonę Magdalenę oraz dwójkę dzieci: Małgorzatę i Jana.