Futbolowi bogowie niejednokrotnie pisali niesamowite historie. Dla jednych tak piękne, które będą z rozrzewnieniem wspominać latami, a dla innych brutalne, wywołujące smutek, żal, złość i płacz. Taka historia napisała się 31 marca 2026 roku w Zenicy, gdzie reprezentacja Bośni i Hercegowiny pokonała Włochy w finale baraży o awans na tegoroczny mundial.
Po 120 minutach na tablicy wyników widniał remis 1:1, a losy meczu rozstrzygnęły się dopiero w rzutach karnych. Tam skuteczniejsi okazali się podopieczni Sergeja Barbareza, którzy bez najmniejszych problemów byli w stanie pokonać Gianluigiego Donnarummę czterokrotnie. "Azzurri" z kolei pudłowali dwukrotnie - w bramkę nie trafił Francesco Esposito, a Bryan Cristante uderzył w poprzeczkę.
Donnarumma po meczu był wyraźnie wściekły. Jak się okazało, w trakcie serii jedenastek zabrano mu kartkę, na której włoski golkiper miał rozpisaną ściągę ze sposobami wykonywania karnych przez Bośniaków. Niespodziewanie znalazła się ona w rękach 14-letniego chłopca do podawania piłek, Afana Cizmicia.
- W trakcie meczu myślałem o tym, jak mogę pomóc swoim idolom. To było skomplikowane wyzwanie. Przy pierwszym karnym wykonywanym przez Tahirovicia widziałem, jak bramkarz patrzy na kartkę i zostawia ją na krawędzi pola karnego. Pobiegłem na boisko, żeby ją zabrać. To był instynktowny wybór. Nie myślałem o konsekwencjach i ocenach. Po prostu chciałem zrobić coś pożytecznego dla mojego kraju - relacjonował 14-latek na łamach "La Gazetta dello Sport".
- Donnarumma myślał, że winowajcą jest steward, więc zaczął krzyczeć na jednego z nich. Wyszedł z siebie. Potem próbował rozerwać kartkę Vasilja (bośniacki bramkarz - red.), więc sędzia był zmuszony interweniować i go powstrzymać. Nie był spokojny, dlatego źle interweniował przy naszych rzutach karnych. Jest jednym z najlepszych bramkarzy na świecie, ale w tej sytuacji był zbyt wściekły, by się skupić - dodał.
Co ciekawe, kartka wcale nie zostanie pamiątką rodzinną w domu Cizmiciów. 14-letni chłopak zdradził włoskiej gazecie swój plan na to, co zrobić ze skalpem ściągniętym z golkipera Manchesteru City.
- Z pomocą mojego taty chciałbym zlicytować tę kartkę. Chcielibyśmy zebrać fundusze na cele charytatywne, szczególnie dla dzieci, które cierpią na choroby. Te, które najbardziej potrzebują tych pieniędzy - przyznał.
Cizmić spotkał się z wieloma skrajnymi komentarzami po swoim czynie - w Bośni uznano go za wielkiego bohatera, zaś Włosi odbierają to, co zrobił, niezwykle negatywnie. 14-latek postanowił zwrócić się do kibiców z Półwyspu Apenińskiego.
- Chciałbym zaznaczyć, że mam ogromny szacunek dla kadry narodowej i dla Włoch. Nie sądziłem, że krzywdzę w taki sposób "Azzurrich". Byłem oceniany i przykro mi z tego powodu, ale stąpam twardo po ziemi. Jestem Afan. Zwykły, 14-letni chłopiec, który przestrzega zasad. Najpierw w życiu, potem w piłce nożnej. Moim celem jest zrobić wielką karierę, może w topowym klubie w Europie. Moim idolem jest Cristiano Ronaldo. Jego styl gry i podejście do pracy są wzorem. Pewnego dnia chciałbym założyć bośniacką koszulkę - powiedział grający w juniorskiej drużynie Celiku Zenica 14-latek.
- Podopieczni Gennaro Gattuso byli wyjątkowi, nie oskarżali mnie o porażkę. Naprawdę to doceniam. Reprezentacja Włoch ma niesamowitą historię, szanowaną i znaną przez nas wszystkich. Mam nadzieję, że "Azzurri" znów będą mieli powody do radości. Może za cztery lata również będę na tym samym boisku - zakończył.
Reprezentacja Bośni i Hercegowiny na nadchodzącym mundialu zagra w grupie B. Rywalami Edina Dzeko i spółki będą Szwajcarzy, Katarczycy oraz współgospodarze - Kanadyjczycy.
Zobacz też: Ten kraj może zniknąć z mapy piłkarskiego świata. Wielka ucieczka