Adrian Siemieniec i Łukasz Masłowski nie zamieniają wody w wino. Skoro ostatnie niepowodzenia transferowe i rozczarowujące wyniki pozwoliły to ustalić, w Jagiellonii zaczyna się najciekawszy czas. Dłubania, poprawiania, wykorzystywania doświadczeń. Pozostanie trenera w Białymstoku to szansa, by na Podlasiu dalej uczyli się, jak funkcjonować w gęstym powietrzu blisko szczytu.
Adrian Siemieniec i Łukasz Masłowski ozłocili Jagiellonię Białystok. Teraz wchodzą w fazę odbrązowienia. Zaczęło się od dyrektora sportowego. Już rok temu zaczęto wątpić, czy faktycznie czyni cuda. Trener jeszcze zachowuje tę aurę. Jeśli jednak nie zdobędzie mistrzostwa, po raz pierwszy nie tylko nie przesunie sufitu z wcześniejszego sezonu, ale wręcz do niego nie doskoczy. To znakomicie, że Jagiellonia ogłosiła przedłużenie z nim kontraktu akurat przed ważnym dla walki o tytuł meczem z Lechem Poznań. Jakby sugerując, że jeden wynik nie zmieni ogólnego zamysłu żadnej ze stron.