Arsenal od początku sezonu imponuje, jednak wydaje się, że w ostatnich tygodniach złapał zadyszkę. Chociaż jest na dobrej drodze do wygrania Premier League, a w Lidze Mistrzów wszedł do ćwierćfinału (z Bayerem Leverkusen w 1/8 finału miał jednak trochę problemów - było 1:1 i 2:0), to w krajowych rozgrywkach pucharowych mu nie idzie.
Dokładnie dwa tygodnie temu Londyńczycy przegrali finał Pucharu Ligi Angielskiej z Manchesterem City (0:2). Po przerwie reprezentacyjnej także przypadł im mecz pucharowy, tym razem w ćwierćfinale FA Cup z drugoligowym Southampton.
Zobacz także: Świetne wieści dla Urbana. Potulski znów błysnął w Bundeslidze
Na Emirates Stadium skończyło się sensacyjnym zwycięstwem drużyny z Championship. Na gola Rossa Stewarta (35. minuta) odpowiedział ostatni kat reprezentacji Polski, czyli Viktor Gyokeres (68.), lecz niedługo przed końcem czasu podstawowego kwestię awansu przesądził Shea Charles (85.).
Po zakończeniu spotkania z porażki musiał tłumaczyć się trener Arsenalu Mikel Arteta, który zdecydował się dać odpocząć kilku podstawowym zawodnikom - na ławce zaczęli m.in. William Saliba, David Raya, Martin Zubimendi i wspomniany Gyokeres (weszli wszyscy poza Rayą). Mimo niekorzystnego wyniku szkoleniowiec nie załamywał rąk po meczu, a niektórych słów trudno było się spodziewać.
Na pytanie reportera TNT Sports, co poszło źle, Hiszpan odpowiedział zaskakująco krótko: - Rezultat. Zwłaszcza te dwa stracone gole. Jednak dziennikarz dalej dopytywał: - Co się stało, co według ciebie poszło źle? - Nic, dominowaliśmy, mieliśmy wiele sytuacji w polu karnym - odparł 44-latek. - Straciliśmy pierwszego gola w nietypowy dla nas sposób w obronie pola karnego (Ben White źle obliczył tor lotu piłki przy wyskoku - red.), drugiego też z gry - kontynuował. Dopiero wtedy ostrzej ocenił grę swojego zespołu.
- Musisz wykorzystywać okazje. W innym wypadku, jeśli popełniasz w obronie błędy takie jak my tym razem, trudno awansować do półfinału - powiedział. Przy tym docenił postawę Southampton. - Nie jestem zaskoczony. Są bardzo dobrą drużyną, mają bardzo dobrą serię i trzeba im pogratulować - podkreślił. Mimo wszystko porażka z drugoligowcem musi boleć lidera Premier League.
Reporter dopytywał Artetę o różne problemy, jakie mógł mieć jego zespół w tym spotkaniu. Nie tylko z licznymi kontuzjami, ale także choćby z warunkami. - Jakimi warunkami? - Wiatrem - odparł dziennikarz, na co Hiszpan sugestywnie zakręcił głową, jakby trochę nie dowierzając w to, co usłyszał.
- Musisz się dostosować do wiatru, kontuzji, czegokolwiek. Chcesz być w każdych rozgrywkach [...], trzeba się dostosować do trudnych sytuacji w sezonie. [...] Teraz musimy pokazać, kim naprawdę jesteśmy - dodał. Według niego trudno szukać wymówek, dlaczego Arsenal nie pojedzie na Wembley. - To nasza odpowiedzialność - skwitował.
Hiszpański trener oraz jego zespół teraz walczą już tylko na dwóch frontach. We wtorek 7 kwietnia zagrają ze Sportingiem w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów. Natomiast w sobotę 11 kwietnia wrócą do rywalizacji w Premier League i podejmą Bournemouth. W ligowej tabeli na siedem kolejek przed końcem mają 70 pkt, o dziewięć punktów więcej niż drugi Manchester City, który rozegrał jeden mecz mniej.