We Włoszech nie milkną echa upokarzającej porażki z Bośnią i Hercegowiną po rzutach karnych w finale baraży o tegoroczny mundial. Piłkarze z Półwyspu Apenińskiego opuszczą już trzecie mistrzostwa świata z rzędu, co sprawia, że w kraju zapadło jasne przekonanie - winni muszą odejść.
Jednym z winowajców jest Gabriele Gravina, który od 2018 roku nieprzerwanie pełni funkcję szefa FIGC (Włoski Związek Piłki Nożnej - red.). Po spotkaniu Graviny w rzymskiej siedzibie związku z przedstawicielami tamtejszej Rady Federalnej podjęto kluczową decyzję.
Z drużyną narodową pożegnają się również dotychczasowy koordynator kadry Gianluigi Buffon i, co jeszcze nie zostało ogłoszone, trener Gennaro Gattuso. 48-letni szkoleniowiec poprowadził ekipę Italii w ośmiu meczach, przegrywając zaledwie dwa - ale jakże ważne, bo w grupie eliminacyjnej przeciwko Norwegii (1:4), a także baraż z Bośniakami. W związku z tym Włosi sondują sprowadzenie nowego selekcjonera, a o sensacyjnym kandydacie na to stanowisko poinformowała "La Gazzetta dello Sport".
Pep Guardiola, bo o nim mowa, póki co wciąż związany jest z Manchesterem City, ale to nie przeszkadza włoskiej federacji w robieniu pod niego podchodów. Oprócz niego w gronie potencjalnych opiekunów ekipy "Azzurri" znaleźli się Robert Mancini, Antonio Conte czy Massimiliano Allegri. Federico Albrizio z "Calciomercato" postanowił jednak rozbić kwestię możliwego zatrudnienia Guardioli na czynniki pierwsze.
Jak podkreśla dziennikarz, zagraniczna opcja na tym stanowisku nie jest normą dla Włochów. Wcześniej tylko raz zdarzyło się, by człowiek innej narodowości poprowadził Italię - w latach 1953-1954 funkcję tę pełnił Węgier Lajos Czeizler.
Nie jest to jednak nic takiego, co Włosi mogliby odrzucić. Wcześniej zresztą, tuż przed zatrudnieniem Gattuso, rozważano kandydaturę Jose Mourinho, ale wówczas rozmowy rozbiły się o ogromny kontrakt Portugalczyka w Fenerbachce, a także pozycja Buffona, który zawetował podpisanie umowy z "The Special One", wyrażając wsparcie dla "Rino".
Przy Guardioli teoretycznie może być łatwiej. Katalończyk ma wprawdzie ważny przez jeszcze ponad rok kontrakt z Manchesterem City, ale od dłuższego czasu przebąkuje na temat możliwości odejścia z klubu z Anglii. Z tym, że były trener Barcelony zarabia olbrzymie pieniądze - najprawdopodobniej zbyt duże jak na standardy piłki reprezentacyjnej.
W tej kwestii pomóc mogą sponsorzy, którzy mają sprzyjać przeprowadzeniu transakcji. Podobnie było, gdy zespół obejmował Antonio Conte - wówczas Puma wyłożyła 3 mln euro rocznej pensji. Teraz takowe zadanie spoczywałoby na Adidasie.
Zobacz też: 22-letni Polak rewelacją Ekstraklasy. Podpisał kontrakt z gigantem