Po pierwszej odsłonie kobiecego El Clasico w ćwierćfinale Ligi Mistrzyń losy dwumeczu były praktycznie rozstrzygnięte. FC Barcelona rozbiła Real Madryt 6:2 na wyjeździe i chyba nikt nie był w stanie sobie wyobrazić scenariusza, w którym stołeczna ekipa odwraca losy rywalizacji. Dominacja katalońskiej ekipy w kobiecej wersji tej rywalizacji jest bardzo znacząca. Zanosiło się, że o ile Katalonki nie zagrają nieco na większym luzie, dwumecz skończy się pogromem totalnym.
Dla Ewy Pajor to spotkanie miało w sobie dodatkową rywalizację. Polka, a także jej koleżanka z zespołu Alexia Putellas, to dwie najlepsze strzelczynie w historii żeńskiego El Clasico. Hiszpanka ma na koncie 14 goli, Polka 13. Po pierwszym meczu w Lidze Mistrzyń był remis, ale w międzyczasie Barcelona zagrała z Realem też w lidze i tam do siatki trafiła tylko Putellas (3:0). Nasza reprezentantka miała więc szansę ją dogonić, choć Hiszpanka też znalazła się w pierwszym składzie.
Zawodniczki Realu chciały zacząć odważnie, mocno naciskały rywalki. Jednak Barcelona ani myślała spanikować. Szybko ukarała ambitne przeciwniczki. W 8. minucie Pajor pomogła nieco Putellas w ich rywalizacji, bo Polka nie wykorzystała szansy sam na sam z bramkarką, ale Hiszpanka dobiła jej strzał do pustej bramki! Sześć minut później Putellas do gola dorzuciła asystę. Dośrodkowała wprost na głowę Caroline Graham Hansen, która wygrała pojedynek fizyczny z rywalką i pewnym uderzeniem podwyższyła na 2:0.
Energiczny start Realu zwiastował, że może powalczą. Nic z tych rzeczy. Barcelona szybko je rozniosła. W 27. minucie na 3:0 głową po wrzutce z rzutu rożnego trafiła Irene Paredes. Taka strzelanina, że aż szkoda by było, gdybyśmy nie zobaczyli gola Ewy Pajor. Polka też tak pomyślała. W 34. minucie uderzenie głową naszej reprezentantki obroniła Misa, lecz Pajor dopadła do dobitki i mimo obecności dwóch rywalek wokół siebie, wpakowała piłkę do siatki!
Po przerwie wiele się nie zmieniło. Barcelona w pełni dominowała, a kolejne gole były tylko kwestią czasu. Dublet ustrzeliła Graham Hansen. W 55. minucie Norweżka zdobyła niezwykłego gola. Była tyłem do bramki na skraju pola karnego, miała rywalkę na plecach, a mimo to obróciła się i tak podcięła piłkę przy strzale, że kompletnie zaskoczyła bramkarkę Realu. 5:0!
Nawet jeśli Katalonkom to wystarczyło, to zawodniczki Realu maksymalnie ułatwiały im pracę. Na przykład w 74. minucie, gdy zostawiły Brugts kompletnie niepilnowaną w polu karnym. Miała mnóstwo miejsca i jak dostała podanie, pewnie strzeliła szóstego gola dla gospodyń. Szóstego i ostatniego. Barcelona nasyciła się "sześciopakiem", a cały dwumecz wygrała 12:2! W półfinale LM zmierzą się z Bayernem Monachium.