Szesnaście miejsc na tegorocznych mistrzostwach świata czekało na europejskie drużyny. Dwanaście reprezentacji już zapewniło sobie bilety na mundial. Niemcy, Szwajcaria, Szkocja, Francja, Hiszpania, Portugalia, Holandia, Austria, Norwegia, Belgia, Anglia oraz Chorwacja - to te zespoły zwyciężyły w swoich grupach eliminacyjnych.
Pozostałych czterech uczestników amerykańskiego mundialu wyłoniono w barażach. W jednym barażowym finale zagrała reprezentacja Polski. W dramatycznym spotkaniu, pełnym zwrotów akcji, lepsi okazali się Szwedzi.
Był to prawdziwy horror, ale happy endu Polacy nie doczekali. Dwukrotnie udawało się odrabiać straty. Na bramkę Elangi odpowiedział Zalewski, a po trafieniu Lagerbielkego stan meczu wyrównał Świderski. Niestety, trafienie Gyokeresa z 88. minuty zapewniło Szwedom zwycięstwo i wyjazd na mistrzostwa świata. Spore pretensje można mieć do postawy defensywy, ale również laurki nie można wystawić sędziemu tego meczu.
"Sędzia wiele dużo bardziej oczywistych zagrań puścił, a tu taki drobiażdżek gwizdnął. Jest bardzo nierówny. Nie wiadomo, jak grać. Tę samą sytuację raz gwiżdże, raz nie. Na pewno możemy się czuć w tym momencie pokrzywdzeni" - powiedział Sport.pl Michał Listkiewicz. Jego zdaniem Polsce należał się rzut karny, a rzutu wolnego przed bramką dla Szwedów być nie powinno. A jak wyglądały pozostałe trzy spotkania?
W ostatnim spotkaniu spotkały się kadry Kosowa i Turcji. "Dla wielu krajów na świecie nie są niepodległym państwem. Za ich terytoria przelano hektolitry krwi, a kadra to potomkowie uchodźców. Reprezentacja Kosowa zaszokowała w półfinale baraży i jest krok od awansu na mundial. I ma szansę pokazać się światu bez tragicznego tła" - pisał na naszych łamach Bartosz Królikowski.
W pierwszej połowie nie działo się wiele. Turcy przeważali, jednak nie potrafili przełożyć większego posiadania piłki na groźne sytuacje. Gospodarze natomiast mocno walczyli, już do przerwy zanotowali kilkanaście skutecznych interwencji w defensywie. Z przodu jednak było podobnie anemicznie. Przez pierwsze 45 minut oddano zaledwie jeden celny strzał.
Kerem Akturkoglu w 53. minucie stał się bohaterem całej Turcji. Goście przeprowadzili bardzo szybki atak. Kenan Yildiz wrzucił piłkę prosto pod nogi Orkuna Kokcu. Ten oddał strzał, który już przyniósłby trafienie, jednak Akturkoglu na wszelki wypadek dobił piłkę do pustej bramki. To jedno trafienie zadecydowało, choć Kosowo szukało swoich okazji do samego końca.
Pozostałe dwa mecze - Bośnia i Hercegowina oraz Czechy - Dania rozstrzygną się najwcześniej w dogrywce.