Jak to się stało, że w Polsce, gdzie dryblerzy od lat są gatunkiem zagrożonym wyginięciem, nagle pojawił się zawodnik, który najchętniej nie przestawałby się kiwać? Pojechaliśmy do Białegostoku, żeby się tego dowiedzieć od pierwszych trenerów i nauczycieli Oskara Pietuszewskiego. Wyjechaliśmy jeszcze bardziej ciekawi tego, co będzie dalej.
- W styczniu 2025 roku byłem w Manchesterze u rodziny i poszedłem na mecz City. Stałem przed Etihad Stadium, zrobiłem zdjęcie i wysłałem Oskarowi. Napisałem: "Życzę Ci, żebyś kiedyś tu zagrał". Odpisał: "Dziękuję trenerze, ale wolę na Camp Nou" - opowiada Rafał Muczyński, który trenował Pietuszewskiego przez siedem lat, między 2014 a 2021 rokiem. - Ja to odebrałem tak, że chłopak ma marzenia i jest bardzo pewny siebie. Pewnie napisał to z uśmiechem, mrugnięciem oka, ale wiem, że niektórzy mają taką blokadę, że boją się marzyć o wielkich rzeczach. A już na pewno wolą o nich nie mówić! A Oskar? Nigdy tak nie miał. To nie żadna poza, on naprawdę w siebie wierzy. Mocno stąpa po ziemi i zna swoją wartość. Mam tę wiadomość, może kiedyś będzie okazja, by wrzucić screen.