Chyba nikt na stadionie w Krakowie nie był w stanie uwierzyć w to, co zrobił Konrad Forenc w 31. minucie meczu z Hutnikiem. Bramkarz Podbeskidzia najpierw podał w banalnej sytuacji wprost pod nogi Kacpra Prusińskiego, a potem, gdy ten oddał bardzo słaby strzał, w znany tylko sobie sposób przepuścił piłkę do siatki. Wideo z tego gola szybko stało się viralem w sieci. Obejrzało je już ponad 500 000 osób na portalu X. Krakowianie ostatecznie wygrali ten mecz właśnie po tym trafieniu, które zostanie zapamiętane na długo.
Kuriozalne błędy bramkarskie się oczywiście zdarzają. Jednak Forenc zachował się koszmarnie dwa razy w jednej akcji. W gruncie rzeczy jego "interwencja" przy uderzeniu zaskoczyła jeszcze mocniej niż to, że podał rywalowi pod nogi (bo to i wielu topowym bramkarzom świata się w karierze zdarzało). Całość zdarzenia wyglądała na tyle dziwnie, że sprawą zainteresował się... PZPN.
Maksymilian Dyśko z TVP Sport poinformował, że Polski Związek Piłki Nożnej przyjrzy się całemu zdarzeniu pod kątem potencjalnego ustawienia wyniku spotkania pod zakłady bukmacherskie. - Według moich informacji PZPN będzie chciał uzyskać informacje od firmy Sportradar oraz od polskich firm bukmacherskich. Na podstawie tych danych w przyszłym tygodniu ma zapaść ewentualna decyzja dotycząca dalszych działań - napisał Dyśko na portalu X.
Kilka dni temu właśnie PZPN poinformował, że pięciu piłkarzy ze szczebla centralnego w Polsce zostało zawieszonych za obstawienie u bukmacherów ponad pięciu tysięcy spotkań. Ich nazwisk nie podano, ale poinformowano, że istnieje obciążający ich materiał dowodowy. Związek później skazał jednego z nich na pięcioletnie zawieszenie.
Jednym z obstawionych spotkań było starcie Rekordu Bielsko-Biała z Sokołem Kleczew (2:1) w sierpniu zeszłego roku. Rekord wygrał 2:1, a decydujący gol padł w końcówce pierwszej połowy po koszmarnym błędzie bramkarza Sokoła. Na azjatyckich giełdach bukmacherskich odnotowano duży wzrost zakładów na to, że w pierwszej połowie padną dwa gole, co zostało spełnione właśnie dzięki tamtej bramce. PZPN chce zapewne teraz upewnić się, iż trafienie w Krakowie było po prostu przypadkiem. Maksymilian Dyśko dodał także, że nikt z otoczenia Podbeskidzia nie sądzi, by Konrad Forenc mógł być w coś takiego zamieszany.