Konflikt na linii Tomasz Hajto - Marek Koźmiński ciągnie się od 28 marca 2024 roku. Wówczas na łamach "Prawdy Futbolu" były obrońca stwierdził, że byli działacze PZPN pobierali wysokie premie, co nie spodobało się Koźmińskiemu pełniącemu w latach 2012-2021 funkcję wiceprezesa związku.
- Cezary Kulesza nie pobiera żadnej pensji z PZPN-u. Nie pobiera żadnych pieniędzy. Robi to kompletnie społecznie. Zibi Boniek też pracował społecznie, ale premie w PZPN-ie wszyscy brali sobie potężne. Nie wezmę sobie cały rok pensji, a wezmę później dwa miliony premii. To nie jest branie pieniędzy? - grzmiał były reprezentant Polski w rozmowie z Romanem Kołtoniem.
- Maciej Sawicki, oprócz tego, że miał dużą pensję, też brał potężne premie. Marek Koźmiński również. Nie mówimy o premiach w wysokości 200 tysięcy złotych. To są premie na poziomie 800 tysięcy do miliona złotych. Sekretarz generalny miał pensję na poziomie 70 tysięcy. Za co jeszcze miał tę premię dostawać? - pytał.
Te słowa sprawiły, że Koźmiński postanowił pozwać Hajtę o zniesławienie. Były obrońca miał nie stawiać się na kolejnych rozprawach, ale w środowe popołudnie 11 marca postanowił przemówić za pośrednictwem wpisy na portalu X. Okazało się, że sąd umorzył sprawę.
- Marek Koźmiński mijał się z prawdą zarzucając mi, że w jednym z programów pomówiłem go publicznie, gdy mówiłem o jego słynnej pracy „pro bono" dla PZPN. Sąd nie dał wiary jego fantazjom i umorzył sprawę z braku dowodów. Pro bono 1,4 mln PLN - napisał Hajto.
O komentarz do całej sprawy został poproszony również Marek Koźmiński. Były wiceprezes PZPN stwierdził na łamach "Przeglądu Sportowego", że to jeszcze nie koniec.
Zobacz też: Niespodzianka w meczu Bayer - Arsenal w Lidze Mistrzów