Piłkarki dostały azyl w Australii. Iran rzuca oskarżeniami. "Zakładniczki"

Irańskie piłkarki podczas Pucharu Azji zaprezentowały przeciwko sytuacji w ich kraju, co może sprowadzić na nie kłopoty. Z tego powodu część reprezentacji zaczęła ubiegać się o azyl w Australii, a gdy go uzyskały, nagle jedna kobieta zmieniła zdanie. To wykorzystały władze Iranu, które oskarżają Australię o branie "zakładniczek".
IRAIN-CRISIS/TURKEY
Fot. REUTERS/Kemal Aslan

Irańskie piłkarki podczas Pucharu Azji zwróciły na siebie uwagę całego świata, nie śpiewając hymnu przed meczem z Koreą Południową (0:3). Stały one w zupełnej ciszy w ramach protestu przeciwko władzy w ich kraju. A po ostatnim grupowym spotkaniu, z Filipinami (0:2), które był dla nich ostatnim na turnieju, pięć z nich zdecydowało się uciec, bowiem w ojczyźnie cała drużyna została uznana za zdrajczynie i mogą ponieść konsekwencje swoich działań. - Zdrajców w czasie wojny należy traktować surowiej - mówił reżimowy prezenter Mohammad Reza Shahbazi.

Zobacz wideo Kosecki o reprezentancie Polski: Urban uratował mu karierę. Nie dało się go przejść

Irańskie piłkarki nie wróciły do kraju i otrzymały azyl od Australii. Potem taki zwrot

W poniedziałek 9 marca oficjalnie ogłoszono, że "uciekinierki" otrzymały azyl od Australii. Świat obiegło ich symboliczne zdjęcie z ministrem spraw wewnętrznych Tonym Burkiem, gdzie nie mają one na głowie chust (według obowiązującego w Iranie prawa wyznaniowego muszą je nosić praktycznie cały czas). To jednak nie był finał sprawy.

Potem dwie kolejne osoby - piłkarka Mohaddeseh Zolfi oraz pracująca przy drużynie Zahra Soltan Meshkeh Kar - otrzymały od Australii wizę humanitarną, lecz jedna z nich zdecydowała się wrócić do ojczyzny. 

- Poinformowano mnie, że jedna z dwóch kobiet, które zeszłej nocy podjęły decyzję o pozostaniu, rozmawiała z kilkoma koleżankami z drużyny, które wyjechały, i zmieniła zdanie. W Australii ludzie mogą zmienić zdanie, mogą podróżować. Dlatego szanujemy kontekst, w jakim podjęła tę decyzję - powiedział w środę Burke.

To wykorzystały irańskie władze. "Iran oskarżył Australię o branie sportowców jako 'zakładników', ponieważ okazało się, że jedna z kobiet, która ubiegała się o azyl, zmieniła zdanie i zamierza wrócić na Bliski Wschód" - przekazał portal news.au.com.

Iran zachęca piłkarki do powrotu. Cios w Australię. "Chcą wziąć nasze zawodniczki na zakładniczki"

Głos zabrał Esmail Baghaei Hamaneh, irański dyplomata i obecny rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych, który uderzył w Australię. - Zamordowali ponad 165 niewinnych irańskich uczennic w ataku tomahawkami w mieście Minab, a teraz chcą wziąć nasze zawodniczki na zakładniczki w imię ich 'ratowania'? Ta bezczelność i hipokryzja są porażające - powiedział.

Sprawdź również: Zmiana trenera w I lidze. To było nieuniknione

Następnie zwrócił się do zawodniczek. - Do irańskiej reprezentacji kobiet w piłce nożnej. Nie martwcie się - Iran czeka na was z otwartymi ramionami. Wracajcie do domu - przekonywał, choć trudno zakładać, aby po aferze na Pucharze Azji oraz po wybuchu wojny z Izraelem i USA w ojczyźnie mogło je spotkać coś dobrego.

"Reżim w Iranie próbuje zmienić sportowców w bezwolne narzędzia, ale coraz częściej ta maszyna się zaciera. Piłkarki nazywane "zdrajczyniami" przez reżimowe media dla wielu Irańczyków są bohaterkami, zwłaszcza tych, którzy mieszkają poza granicami kraju. Każdy gest - brak hymnu, czarna opaska na nadgarstku, czy odmowa uścisku dłoni z dygnitarzem - jest aktem najwyższego bohaterstwa. Bohaterstwa, którego jednak nie można wymagać, bo niewiele jest dziś już krajów na świecie, które tak surowo potrafią traktować swoich sportowców, bez względu na ich sukcesy" - pisał Dominik Senkowski, dziennikarz Sport.pl.

Więcej o: