Przyzwyczailiśmy się już do tego, że portugalscy kibice zachwycają się duetem obrońców Bednarek-Kiwior. Wciąż jednak trudno uwierzyć w to, jak dobrze gra w nowej drużynie Oskar Pietuszewski. Były piłkarz Jagiellonii co chwila udowadnia, że był wart każdego wydanego na niego euro.
FC Porto niemalże od samego początku "O Classico" było lepsze od Benfiki. Piłkarze Jose Mourinho przez całą pierwszą połowę - nie licząc samej końcówki - największe zagrożenie sprawiali ze stałych fragmentów gry. Już w 10. minucie FC Porto wyszło na prowadzenie. Akcja zaczęła się od zagrania Jana Bednarka do przodu. Następnie szybka klepka i obrona Benfiki była w lesie. Victor Froholdt zdobył bramkę na 1:0, choć nie oddał najlepszego strzału. Zawiódł jednak Trubin, który odbił przed siebie to uderzenie. Ukrainiec nie miał szans z dobitką.
Potem widzieliśmy głównie walkę. Ale w 40. minucie stało się to, na co czekał każdy polski kibic. Piłkę z obrony do Pietuszewskiego zagrał Veiga. Polak, który do tej pory grał raczej przeciętnie, teraz miał dużo miejsca. I z niego skorzystał. Pietuszewski ośmieszył Nicolasa Otamendiego. 129-krotny reprezentant Argentyny, mistrz świata z 2022 roku, został położony na ziemi niczym junior. I Polak zdobył kolejną bramkę w lidze portugalskiej.
Gospodarze po przerwie weszli całkiem nieźle w mecz, ale trwało to bardzo krótko. FC Porto kontrolowało wydarzenia boiskowe, choć głównie się broniło. Nie była to jednak defensywa panikująca. Piłkarze Benfiki byli zmuszani do biegania za piłką i nic z tego nie wynikało.
Zmieniło się to dopiero wtedy, gdy Mourinho zdecydował się zareagować i wprowadzić zmienników. W 65. minucie na boisku pojawili się Lukebakio i Ivanovic. Ten pierwszy już po kilku minutach mógł zdobyć bramkę na 1:2, ale trafił w słupek. Benfice dopisało szczęście, bo futbolówka odbiła się do Schjelderupa, który trafił do siatki. Gol kontaktowy na 20 minut przed końcem? Zapowiadało się na widowisko.
I Benfica w kolejnych minutach miała zdecydowaną przewagę. Tylko że długo nie dawało to efektów. FC Porto ma najlepszą obronę w lidze. Ta defensywa zazwyczaj odbiera chęć do gry swoim przeciwnikom i dziś długo było tak samo. Do końca meczu gospodarze walczyli o bramkę na 2:2. I się doczekali! W 89. minucie Barreiro trafił do siatki po wrzutce Ivanovicia.
Po tym golu doszło do sporego zamieszania. Z trybun została rzucona zapalniczka, która trafiła jednego z piłkarzy. Czerwoną kartkę otrzymał Mourinho oraz siedzący od kilkunastu minut na ławce rezerwowych Otamendi. Gra została wznowiona dopiero po kilku minutach. Benfica walczyła o kolejną bramkę, ale gospodarzom zabrakło już czasu.
Z remisu zdecydowanie bardziej zadowolona może być Benfica, która już powoli żegnała się z marzeniami o mistrzostwie. Po remisie wciąż pozostają one żywe. Drużyna Mourinho dalej nie przegrała żadnego meczu w lidze. A FC Porto? Pozostaje liderem ligi portugalskiej, ale nie skorzystało z szansy do powiększenia przewagi nad drugim miejscem do sześciu punktów.