Trzy miesiące do mundialu, a Amerykanie już boją się katastrofy

Michał Kiedrowski
Donald Trump
Fot. REUTERS/Nathan Howard

Na mniej niż sto dni przed piłkarskimi mistrzostwami świata Amerykanie zaczynają się zastanawiać: po co nam to było? Dociera do nich fakt, że FIFA zrobiła z nich największą w historii dojną krowę. Uświadamiają sobie, że to nie oni zarobią na imprezie, którą organizują, a piłkarska centrala położyła łapę nawet na przystadionowych parkingach.

Nie ma wątpliwości. To będą największe mistrzostwa świata w historii. I nie chodzi tylko o to, że po raz pierwszy weźmie w nich udział 48 drużyn. Rekordowe będą przede wszystkim przychody FIFA. Na dziś nie wiadomo jeszcze, czy będzie to 11 czy 14 miliardów dol. Jednak już samo to, że "widełki" obejmują kwotę, za którą można byłoby wybudować sześć Stadionów Narodowych, mówi, jak gigantyczny skok na kasę wykonała FIFA. Cztery lata temu w Katarze zarobiła "tylko" 5,8 mld dolarów. 

Zobacz wideo

Gianni Infantino odkrył legendarne El Dorado

Takich kwot jak w USA federacja pod wodzą Gianniego Infantino nie dostanie prawdopodobnie ani za cztery, ani za osiem lat, nawet przy wysokiej inflacji. To, co wyróżnia turniej w USA, to kibice. Owszem, amerykańscy fani sportu są w Europie raczej nielubiani. Nie robią przecież kilkusektorowych opraw ani nie tworzą takiej atmosfery. Mają jednak coś innego. Płacą za oglądanie sportowego widowiska więcej niż ktokolwiek inny na świecie. Dużo więcej. Dlatego trzy najbogatsze sportowe ligi na świecie to NFL, NBA i MLB. I choć podobno europejskie kluby piłkarskie mają setki milionów fanów na całym świecie, to przychody wszystkich drużyn na Starym Kontynencie (razem z reprezentacjami krajowymi) są w sumie dużo niższe niż trzech wymienionych lig.  

To przyczyna, dla której ceny biletów na amerykański mundial wystrzeliły w kosmos. Nagle, gdy trzeba głębiej sięgnąć do kieszeni, okazało się, że jest jednak cena, której wielu kibiców w Europie nie zapłaci za swoją miłość do piłki nożnej. 

Zresztą astronomiczne ceny dotyczą nie tylko biletów. Niemal co czwarty dolar, który FIFA zarobi na transmisjach telewizyjnych, też będzie pochodził z USA. Telewizje Fox i Telemundo, które pokażą mundial Amerykanom anglojęzycznym (ta pierwsza) i hiszpańskojęzycznym (ta druga), zapłaciły w sumie za ten zaszczyt 945 mln dol. 

Tysiąc złotych za zaparkowanie pojazdu!

Po losowaniu kibice w Europie zaskoczeni zostali też cenami parkingów przy stadionach. Korzystanie z nich w wielu miejscach będzie koniecznością. Amerykańskie stadiony są najczęściej położone na przedmieściach i właściwie niemożliwe jest dotarcie do nich komunikacją miejską (wyjątkiem jest np. Seattle). Zresztą tego rodzaju "luksusy" w USA raczej źle działają. Każdy podmiejski stadion ma jednak gigantyczne parkingi. One również na czas mistrzostw zostały przejęte przez FIFA. I na start kibice dowiedzieli się, że do ceny biletów trzeba doliczyć 75 dolarów za miejsce na parkingu. Te 276 złotych w przeliczeniu na złotówki było jednak tylko ceną wyjściową. W tym wypadku też zastosowano "ceny dynamiczne". Dziś najniższa cena za parking na mecz grupowy to 99 dolarów na spotkanie Wyspy Zielonego Przylądka - Arabia Saudyjska w Houston. Wszystkie inne kosztują już ponad 100 dolarów. Najdroższe są na MetLife Stadium w New Jersey (830 złotych w przeliczeniu) i na Hard Rock Stadium w Miami na największy hit fazy grupowej Kolumbia – Portugalia (920 złotych). Mecze fazy pucharowej są oczywiście dużo, dużo droższe.  

Jak pisze amerykański serwis sportowy The Athletic, FIFA na długo przed mistrzostwami świata zapewniła sobie prawo wynajmu parkingów przy stadionach. I dotyczyło to nie tylko tych w pobliżu obiektów, ale również wszystkich okolicznych. Podpisywała umowy z lokalnymi dysponentami tych miejsc. Parkingi będą nie tylko miejscem do parkowania samochodów, ale również do różnego rodzaju działalności komercyjnej, która ma przyciągnąć fanów, zmuszonych do pozostania na stadionie przez długie godziny.  

FIFA, zapytana przed The Athletic o ceny parkingów, odpowiedziała: "Ceny różnią się w zależności od podaży i popytu oraz ogólnych warunków rynkowych. Jest to zgodne z powszechną praktyką na dużych wydarzeniach na żywo".

Tyle tylko, że to nieprawda. Na stadionach NFL cena parkingu jest stała (od 30 do 100 dolarów), a są nawet miejsca, gdzie niepełnosprawni parkują za darmo (np. Gillette Stadium w Foxborough). FIFA jednak i na takich kibicach postanowiła zarobić i zaserwować im dynamicznie zmieniające się ceny. 

Miasta nie dostały pieniędzy. "Będzie katastrofa"

Do Amerykanów dociera już fakt, że FIFA zrobiła z nich największą w historii dojną krowę. Uświadamiają sobie, że to nie oni zarobią na imprezie, którą organizują. Najbardziej widać to po tym, jak miasta rezygnują lub rozważają rezygnację z wielkich stref kibica, które były tak popularne podczas mistrzostw świata i Europy w ostatnich dwudziestu latach. 

I tu też FIFA stoi na przeszkodzie. Organizatorzy nie kwapią się, żeby wydawać dziesiątki milionów dolarów z publicznych pieniędzy na strefy kibica. Chętniej sfinansowaliby je z przychodów od sponsorów. Tyle że na tym polu ogranicza ich FIFA. Ma ona sponsorów w każdej branży, więc sponsorami stref kibica nie mogą być np. lokalne sieci sklepów spożywczych czy restauracji, bo FIFA podpisała już umowę z McDonald's i nie pozwoli na naruszenie swoich interesów i uszczuplenie dochodów. W rezultacie padł pomysł, żeby wejście do strefy kibica było płatne. Tak miało być np. w Nowym Jorku. Miało być, ale nie będzie, bo miasto wycofało się w ogóle z organizacji jednej wielkiej strefy kibica. Podobny krok rozważa również San Francisco i Boston.  

Na problemy z FIFA nakładają się też kwestie związane z tzw. częściowym zamknięciem rządu. Ustawy budżetowe wciąż nie zostały podpisane przez prezydenta Donalda Trumpa. A one przewidywały 625 mln dolarów dla 11 miast gospodarzy na zapewnienie bezpieczeństwa. Te pieniądze, które i tak w miastach gospodarzy uważa się za niewystarczające, nie zostały wypłacone i trudno powiedzieć, kiedy w ogóle trafią do lokalnych władz.  

– Musimy zacząć podejmować trudne decyzje począwszy od naszej strefy kibica - powiedział cytowany przez USA Today Ray Martinez, dyrektor operacyjny Komitetu Organizacyjnego Mistrzostwa Świata w Miami. – Brak tych pieniędzy będzie miał katastrofalne skutki, jeśli chodzi o nasze plany i koordynację działań. Mecze się odbędą, ale organizacja wszystkich imprez towarzyszących, na które wszyscy liczyliśmy, będzie zagrożona. 

Amerykanie mogą prawie nie zauważyć mundialu?

Nie jest też pewne, że na organizacji mistrzostw świata zarobi lokalny biznes. Restauratorzy i hotelarze co prawda już wyśrubowali ceny, ale nie do końca wiadomo, ile osób skorzysta z ich usług. Podobny przypadek mieliśmy już we Francji w 1998 r. Podczas mundialu do kraju wina i serów przybyło o wiele mniej turystów niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Odstraszyła ich wizja tłumów kibiców na ulicach i wysokie ceny. Teraz może być podobnie. Amerykańscy właściciele hoteli już narzekają, że FIFA przejmuje stadiony na cały miesiąc, a zorganizuje na nich tylko kilka wydarzeń. Ceny będą więc wysokie, ale okazji do zarobku niewiele. Gdyby mundialu nie było, marże nie byłyby co prawda tak wysokie, ale liczba ważnych wydarzeń na stadionie i w mieście byłaby większa. 

Na te obawy nakładają się również problemy z wizami, które będą mili kibice przed mundialem. Co prawda Departament Stanu obiecał tzw. szybką ścieżkę dla posiadaczy biletów na mecze, ale to wcale nie znaczy, że surowe procedury wizowe zostaną dla nich złagodzone.  

Oczywiście te wszystkie amerykańskie obawy nie zmienią faktu, że mundial okaże się ogromnym sukcesem dla FIFA i tzw. piłkarskiej rodziny. Infantino wiedział co robi, gdy dawał Pokojową Nagrodę FIFA Donaldowi Trumpowi. Zyskał przychylność kibica nr 1, który dał mu koncesję na wielki biznes. Stadiony będą pełne lub prawie pełne (ostatnio okazało się, że szef FIFA minął się z prawdą, mówiąc tydzień temu, że bilety zostały wyprzedane), a widownia telewizyjna najważniejszych meczów będzie liczona w setkach milionów. Z drugiej jednak strony może być tak – jak ostrzega Henry Bushnell z The Athletic – że wielu Amerykanów – zwłaszcza w miastach, gdzie mecze odbędą się daleko od centrum – mistrzostwa świata ledwie zauważy: "Wielu Amerykanów zainteresuje się turniejem co najwyżej na tydzień przed startem, jeśli w ogóle. Tam cały czas bardzo dużo się dzieje. Każdego dnia jest mnóstwo koncertów, mnóstwo okazji, by się rozerwać". A przecież na tym Infantino najbardziej zależało, aby piłka nożna stała się w USA sportem pierwszoplanowym. Jeśli się nie uda - na co wiele wskazuje - na otarcie łez pozostaną mu rekordowe zyski z turnieju. 

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...