To był krótszy niż się spodziewano, za to bardzo trudny wieczór dla Jana Bednarka. FC Porto rywalizowało na wyjeździe ze Sportingiem Lizbona w ramach pierwszego starcia dwumeczu w półfinale Pucharu Portugalii. Polak miał za zadanie pilnować napastnika rywali Luisa Suareza. Kolumbijczyk (nie mylić z byłym napastnikiem Barcelony z Urugwaju) jednak dwukrotnie zachował się względem niego chamsko i brutalnie. Najpierw z dużym impetem zdzielił Bednarka łokciem po żebrach. Nasz rodak potrzebował sporo czasu, by się pozbierać, a Suarez nie zobaczył za to nawet żółtej kartki, nie mówiąc o czerwonej.
Zaś pod koniec pierwszej połowy Kolumbijczyk w polu karnym wepchnął Bednarka na drogę wyskakującego do piłki bramkarza Diogo Costy, co Polak przypłacił nokautem. W dodatku Suarez zrobił to kolanami, ponownie uderzając Jana w okolice żeber. Mimo tych zachowań napastnik Sportingu skończył ten mecz bez kartki, a nawet zdobył w drugiej połowie zwycięskiego gola dla Lizbończyków. Bednarek za to zszedł z murawy w 44. minucie (zastąpił go Jakub Kiwior). Po spotkaniu trener Porto Francesco Farioli informował, że Polaka czeka rezonans magnetyczny, by sprawdzić, co z jego żebrem, bowiem to właśnie to dokucza mu najmocniej.
Oczywiście wszystko to budzi duży niepokój względem barażów reprezentacji Polski o awans na mundial. Dziennik "Fakt" przekazał najnowsze informacje w tej sprawie. Są one pozytywne. Według ich doniesień uraz środkowego obrońcy nie jest poważny. Na pewno nie zagra on w niedzielę, 8 marca, z Benficą Lizbona, niewykluczone, że minie go więcej spotkań (do przerwy na kadrę "Smoki" rozegrają ich jeszcze 5). Jednak jego udział w zgrupowaniu nie jest zagrożony.
Dla Jana Urbana to rzecz jasna bardzo dobre wieści. Półfinałowe starcie barażowe z Albanią już 26 marca o 20:45 na PGE Narodowym w Warszawie. Jeśli wygramy, to finał czeka nas 31 marca na wyjeździe z lepszym z pary Szwecja - Ukraina. W przypadku awansu na mundial Polacy w grupie zmierzą się z Tunezją, Holandią i Japonią.