Bednarek skasowany, nie dokończył meczu. Porto zaskoczone

Pierwsza odsłona hitowego dwumeczu dla Sportingu! FC Porto rozegrało jedno ze słabszych spotkań w ostatnim czasie i przegrało w Lizbonie 0:1 w pierwszym starciu półfinału Pucharu Portugalii. Sam mecz był brzydki, pełen ostrych fauli, o czym boleśnie przekonał się Jan Bednarek, który najpierw dostał w żebra, a potem został znokautowany i obolały zszedł z boiska w pierwszej połowie. Zastąpił go Jakub Kiwior. Oskar Pietuszewski wszedł z ławki w drugiej części spotkania.
Sporting - FC Porto
fot. Screen: TVP Sport (x2)

Sporting i Porto to w tym sezonie dwie zdecydowanie najmocniejsze drużyny w Portugalii. Obie mają tylko po jednej porażce w lidze. Przy czym ci pierwsi mają też więcej remisów, stąd 4 pkt przewagi "Smoków". Jednak we wtorkowym starciu nie chodziło o punkty do tabeli, tylko o walkę w półfinale Pucharu Portugalii. W tym sezonie do tej fazy dotarły Sporting, Porto, a także sensacyjnie trzecioligowe Fafe oraz drugoligowe Torreense. W dodatku los skojarzył w pary właśnie mocniejszy zespół z mocniejszym i słabszy ze słabszym. Było zatem pewne, że w finale zagra ktoś spoza najwyższej klasy rozgrywkowej. 

Zobacz wideo Kosecki o transferze Kapuadiego: To po prostu pokaz siły Widzewa. Ale przepłacili

Miało być trzech, a znalazł się tylko jeden

Sensacje oczywiście się zdarzają i zwycięzcy dwumeczu Sporting - Porto nie należało wręczać trofeum już po półfinale. Jednak można to było uczciwie nazwać przedwczesnym finałem. Z perspektywy polskich kibiców liczyliśmy na to, że trener Francesco Farioli zrobi to samo, co w ostatnim meczu ligowym z Aroucą (3:1) i wystawi w wyjściowej jedenastce "Smoków" wszystkich trzech Polaków. Niestety zdecydował się tylko na Jana Bednarka. Nawet Oskar Pietuszewski zasiadł na ławce, mimo debiutanckiego gola przeciwko w poprzednim spotkaniu. 

Brutalność zamiast finezji. Bednarek zszedł jeszcze w pierwszej połowie 

Ostrzyliśmy sobie zęby na hit, a tymczasem w pierwszej połowie przez 45 minut zobaczyliśmy zero celnych strzałów. W dodatku łącznie. Oba zespoły do okolic pola karnego radziły sobie nieźle z rozegraniem, ale im bliżej bramki, tym gorzej z jakością. Najgroźniejszy strzał FC Porto, autorstwa Pepe Aquino ze skraju pola karnego, w ostatniej chwili przyblokował Hidemasa Morita. Za to po drugiej stronie boiska blisko był zza szesnastki Francisco Trincao. Lizbończycy szukali też rzutu karnego po potencjalnym faulu na Luisie Suarezie, lecz ani sędzia główny, ani sędziowie VAR przewinienia się nie dopatrzyli. 

Błyszczeli obrońcy, ale mimo to Jan Bednarek nie miał łatwego wieczoru. Najpierw Luis Suarez zdzielił go łokciem po żebrach (nie dostał nawet żółtej kartki za to), przez co mocno go przytkało. Zaś pod koniec pierwszej połowy ten sam piłkarz wepchnął go pod wychodzącego do piłki bramkarza. Impet był taki, że nawet ktoś tak twardy został znokautowany. Bednarek musiał opuścić murawę (zastąpił go Kiwior). O własnych siłach, ale łapał się też za okolice żeber i podbrzusza, więc niewykluczone, że coś tam się poważniejszego stało przy pierwszym starciu. Oby nie, bo do barażów o mundial został niecały miesiąc.

"Skasował" Bednarka, a potem strzelił gola

Brzydka połowa. Emocji nie brakowało, ale nie z uwagi na piękne akcje, a awantury oraz ostre wejścia. Trzeba było liczyć na to, że w drugiej będzie znacznie lepiej. I faktycznie było. Piłkarze zamiast siebie nawzajem postanowili obijać... słupki. Najpierw zza szesnastki potężnie huknął Alan Varela i był o centymetry od radości. Sporting odpowiedział strzałem Ivana Fresnedy w zamieszaniu w polu karnym też w słupek. Jednak w tamtej akcji stało się coś ważniejszego. Seko Fofana sfaulował w polu karnym Kaspera Hjulmanda, za co Lizbończycy dostali rzut karny. W 62. minucie wykorzystał go Suarez pewnym strzałem w dolny róg bramki. 

Pietuszewski nie uratował Porto. Pierwsze starcie dla Sportingu

Porto musiało ruszyć do ataku, więc liczyliśmy, że trener Farioli wpuści Oskara Pietuszewskiego. Tak stało się w 73. minucie. Polak w swoim stylu starał się być aktywny. Szybko popisał się idealnym przerzutem na drugie skrzydło do Williama Gomesa, który jednak w banalny sposób stracił piłkę. To był właśnie problem. Porto wyglądało kiepsko jako cały zespół w tym spotkaniu. Do końca spotkania nie zobaczyliśmy w wykonaniu "Smoków" strzału, który byłby w stanie choćby zestresować kibiców Sportingu. Lizbończycy zwyciężyli i mają małą zaliczkę przed rewanżem. Ten odbędzie się dopiero 22 kwietnia na Estadio do Dragao w Porto. 

Sporting - FC Porto 1:0 (Suarez 62'(K)) 

  • Sporting: Rui Silva - Fresneda, Diomande, Inacio, Araujo - Hjulmand, Morita (66. Simoes) - Guilherme (66. Goncalves), Trincao (85. Santos), Catamo (85. Braganca) - Suarez
  • Trener: Rui Borges
  • Porto: Diogo Costa - Alberto Costa (46. Froholdt), Bednarek (44. Kiwior), Rosario, Moura - Varela, Fofana (73. Pietuszewski) - Gomes, Mora (63. Veiga), Pepe - Moffi (63. Gul)
  • Trener: Francesco Farioli
  • Sędzia: Claudio Pereira
  • Żółte kartki: Catamo, Hjulmand (Sporting) - Costa, Varela (Porto)
Więcej o: