Media: Infantino wyrzekł się własnej ojczyzny

W 2027 roku Gianni Infantino rozpocznie swoją prawdopodobnie ostatnią kadencję szefa FIFA. 26 lutego 2026 minęło równe 10 lat, odkąd pełni tę najbardziej eksponowaną funkcję w światowej piłce nożnej. Dziennikarze ze Szwajcarii postanowili opisać, dlaczego Infantino nie jest w swoim kraju ani lubiany, ani tym bardziej podziwiany.
SOCCER-CONMEBOL/INFANTINO
Fot. REUTERS/Cesar Olmedo

Infantino jest osobą powszechnie krytykowaną. Zwłaszcza w Europie zarzuca mu się przede wszystkim wielką chciwość. To, że uwielbia poklask, najlepiej w towarzystwie potężnych ludzi z ogromnymi wpływami oraz przepastnymi portfelami. Co stoi za takimi, a nie innymi decyzjami Gianniego Infantino? Na to w obszernym artykule spróbowali odpowiedzieć szwajcarscy dziennikarze. 

Zobacz wideo Kosecki o reprezentancie Polski: Urban uratował mu karierę. Nie dało się go przejść

Infantino wyrzekł się Szwajcarii?

"W 2027 roku [Infantino] zostanie prawdopodobnie wybrany na swoją ostatnią czteroletnią kadencję. Całkiem możliwe, że spróbuje wykreślić ograniczenie liczby kadencji ze statutu. Pasowałoby to do niego, ale wywołałoby też bezprecedensowy sprzeciw w Europie Zachodniej" - czytamy na portalu watson.ch.

"Tylko czy patrząc na to na chłodno, byłoby to aż takie złe? Z każdymi mistrzostwami świata zwiększa obroty o około dwa miliardy dolarów. Gdyby był dyrektorem generalnym firmy, z takimi wynikami zdobyłby tytuł 'Menedżera Roku'. Kogoś takiego zazwyczaj nie wyrzuca się za drzwi" - konkludują szwajcarscy dziennikarze. Choć wcześniej rysują dość ponury obraz przewodniczącego FIFA

Gianni Infantino czuje się "niekochany" przez Zachód. Jego decyzje są zazwyczaj bardzo mocno krytykowane, tak jak i to, co mówi i robi publicznie. Przykład? Wręczenie Pokojowej Nagrody FIFA Donaldowi Trumpowi ze słowami: "Razem uratowaliśmy miliony istnień". 

"Być może Infantino czuje się tak, jak musiał czuć się jego ojciec Vincenzo w Brig, gdzie Gianni przyszedł na świat: niechciany. (...) Infantino dorastał w kraju, w którym prawie połowa rodowitych mieszkańców uważała, że on tu nie pasuje. Żył w skromnych warunkach". Jego sytuacji nie poprawiało to, że miał rude włosy, piegi, nie potrafił grać w piłkę nożną i był obcokrajowcem, bo urodził się we włoskiej rodzinie. "Można by pomyśleć: klasyczny outsider. On jednak miał inne zdanie. Zdał maturę, założył klub piłkarski, ukończył prawo we Fryburgu" - podkreślili Szwajcarzy. 

Ci z jego miasteczka, czy nawet "jego" kantonu Wallis, nie postrzegali Infantino jako "jednego z nich". Dziś 55-latek z kolei nie czuje więzi nie tylko z ciągle krytykującym go Starym Kontynentem, ale przede wszystkim z miejscem urodzenia. Niedawno zresztą otrzymał paszport Libanu - jego żona pochodzi z tego kraju. Dziennikarze na potwierdzenie zerwania kontaktu Infantino ze Szwajcarią przytoczyli pewną historyjkę: 

"Doszło do tego, że nawet ludzie z Wallis, którzy byli z nim blisko związani, zdystansowali się od niego. Infantino miał rzekomo w małym gronie wyciągnąć szwajcarski paszport i powiedzieć: 'Weź go, już go nie potrzebuję'. To nie była tylko kokieteria" - piszą Szwajcarzy. 

Zobacz też: Kartel kontra FIFA. Czy Meksyk naprawdę może stracić mundial?

Co gorsze, przewodniczący FIFA jako postać, która bezustannie domaga się szacunku i uznania, nie ma wokół siebie nikogo z krytycznym, nieco bardziej zdystansowanym oglądem sytuacji.

"Należy się obawiać, że on naprawdę wierzy w to, co mówi (...) Jest emocjonalny, otacza się niemal wyłącznie potakiwaczami. I stracił kontakt z rzeczywistością" - sugerują dziennikarze.

"Poniekąd jest to zrozumiałe. Bo on, rudowłosy Gianni z Brig, 'Secondo' (potomek imigrantów - przyp. red) z dwiema lewymi nogami, które nie pozwoliły mu nawet na grę w podstawowym składzie piątej ligi, 'Piccolino' [co w języku włoskim znaczy: "malutki"], jak nazywały go siostry, jest teraz jednym z najpotężniejszych ludzi na świecie? To przerosło wszelkie marzenia" - czytamy na portalu watson.ch

Więcej o: