Szara eminencja piłki nożnej grzmi. Nagle te słowa o żonach zawodników

Rafaela Pimenta jest jedną z największych postaci w świecie futbolu. Reprezentuje wielu znanych piłkarzy, w tym Erlinga Haalanda. Ostatnio opowiedziała w rozmowie z BBC o realiach rynku transferowego i jak kluby traktują zawodników. Przypomniała też, jak wyglądało to wcześniej i kto potrafił mieć decydujący wpływ na zmianę otoczenia piłkarza. Nie zawsze było kolorowo.
Erling Haaland, Rafaela Pimenta
Screen z Reuters/Peter Cziborra i BBC

Agenci piłkarscy, choć zwykle są w cieniu, to zdaniem wielu ekspertów i kibiców, mają często decydujący wpływ na kierunek kariery swoich klientów. Jednak Rafaela Pimenta, menedżerka reprezentująca interesy wielu gwiazd, wskazała, że są takie osoby, które miały i nadal mają duży wpływ na transfery zawodników.

Zobacz wideo Czy Legia utrzyma się w Ekstraklasie? Kosecki: Prędzej zdobędzie mistrzostwo

Rafaela Pimenta ujawnia. Żony z kluczową rolą w transferach piłkarzy

53-letnia Włoszka pierwotnie pracowała pod okiem słynnego Mino Raioli, który potrafił trząść rynkiem transferowym, a po jego śmierci przejęła interes. Co za tym idzie przejęła jego klientów. Obecnie reprezentuje m.in. Erlinga Haalanda, Matthijsa de Ligta czy Marco Verrattiego. Zajmuje się również karierą kilku trenerów, w tym Arne Slota. Doskonale zna realia futbolu, dlatego też wie, jak zawiłe bywają sytuacje transferowe. Nie zawsze zmiany otoczenia chce piłkarz czy jego agent. - Muszą być zmiany w systemie transferowym. Kluby mają zbyt dużą moc, piłkarze czasami są zakładikami. 

 - Muszą być zmiany w systemie transferowym. Kluby mają zbyt dużą moc, piłkarze czasami są zakładnikami - zaczęła w rozmowie z BBC Sport. Obecna sytuacja jest według niej znaczniej gorsza, niż było to w przeszłości. Chociaż posłużyła się niezwykle zaskakującym przykładem.

- W przeszłości piłka nożna była bardziej ludzka. W jakim sensie? Dyrektorzy sportowi, właściciele, mieli wyjątkowe relacje z zawodnikami. W niektórych klubach nadal tak jest. [Piłkarze, przyp. red.] przychodzili wystraszeni do dyrektorów i mówili: "Proszę, muszę zmienić otoczenie. Jeśli tego nie zrobię, żona się ze mną rozwiedzie". Były takie przykłady. Myślę, że to ważny powód, by zmienić klub - ujawniła. Wskazała więc, że to partnerki sportowców często "wymuszały" na nich i klubie transfer. Stwierdziła, że w takich sytuacjach działacze najczęściej znajdowali rozwiązanie i dogadywali się z potencjalnym kolejnym pracodawcą piłkarza.

Zobacz też: Papszun uderzył pięścią w stół! Podjął decyzję ws. gwiazdy po blamażu Legii. 

Wiele osób nie ma nic do powiedzenia ws. własnego transferu. Ale nie Haaland 

Teraz zdaniem Pimenty jest inaczej - liczy się przede wszystkim biznes. Relacje międzyludzkie (w tym małżeńskie) schodzą na dalszy plan, a zawodnicy traktowani są jak aktywa. Wyjątki, jak niektórzy piłkarze współpracujący z Włoszką, są nieliczne.

- Ktoś powie: "Przecież jest Erling Haaland". Ale on nie jest przykładem. To co innego. W 99 procentach piłkarze tracą szanse, bo kluby są zbyt ambitne i chcą zbyt dużo (odrzucają szanse na sprzedaż zawodnika, bo inny klub oferuje mniej niż oczekują, przyp. red.). [...] Dla mnie wyzwanie na przyszłość to znaleźć balans między potrzebą, by piłkarz był aktywem, a po prostu człowiekiem - podkreślała.

Więcej o: