20-krotny reprezentant Polski pauzował od 9 listopada. Powodem była kontuzja uda, jakiej Skorupski doznał w ligowym spotkaniu przeciwko Napoli. Powrót do bramki ósmej ekipy Serie A okazał się koszmarem.
Media o Skorupskim. "Nie można sobie było wyobrazić gorszego powrotu"
Dramat polskiego bramkarza odbył się już w 5. minucie starcia z Celtikiem, a Skorupski sam był jego prowodyrem. Przy wyprowadzeniu piłki oddał ją wprost pod nogi Japończyka Daizena Maedy, a ten nie miał problemów, by podać do swojego rodaka Reo Hatate, który bez wysiłku wyprowadził swój zespół na prowadzenie.
Jeszcze przed przerwą Szkoci zdobyli kolejnego gola. Tym razem Auston Trusty nie dał żadnych szans Skorupskiemu, trafiając w lewy górny róg jego bramki. Co ciekawe, Celtic grał już wtedy w "10" po drugiej żółtej i w konsekwencji czerwonej kartce dla strzelca pierwszego gola.
Po przerwie zawodnicy trenera Vincenzo Italiano zdołali doprowadzić do remisu. Najpierw w 58. minucie gola kontaktowego zdobył Thijs Dallinga, a następnie w 72. minucie do remisu 2:2 doprowadził Jonathan Rowe. Kasper Schmeichel nie mógł obronić tego strzału.
55-krotni mistrzowie Szkocji mieli aż 32 próby, ale tylko przy 9 z nich musiał interweniować polski bramkarz. Gracze FC Bolognii byli znacznie bardziej skuteczni: 6 z 7 ich strzałów było celnych.
Co o występie Łukasza Skorupskiego napisały włoskie media?
Paolo Ciarravano ze Sky Sport Italia przyznał Polakowi najniższą (5) ocenę w zespole Bolognii: "Jego błąd na początku meczu dał Celtikowi prowadzenie".
"Błąd w ustawieniu dał Celtikowi bramkę otwierającą wynik meczu. Był groteskowy i zarazem niezwykle poważny. Nie można było sobie wyobrazić gorszego powrotu. Kilka sekund później świetnie interweniował przeciwko Yangowi" - czytamy na bolognasportnews.it, który także przyznał Polakowi najniższą notę w zespole (4,5).
Portal calciomercato.com także nie oszczędził reprezentanta Polski. Ocenił go, a jakże, najniżej spośród graczy Bolognii (4,5): "Po powrocie: gotowy, start, katastrofa. Błąd, który wpłynął na cały wieczór, mimo że zaraz potem uratował wynik po strzale Yanga".