Oscar swego czasu był uznawany za ogromny talent w skali światowej. W 2012 roku Brazylijczyk trafił do Chelsea z Internacionalu, a ten szybko stał się czołowym piłkarzem "The Blues" i kadry narodowej. Dwa lata później zagrał udany mundial w swojej ojczyźnie i nikt nie spodziewał się, że jego kariera potoczy się w taki sposób, jak ostatecznie się stało.
Pomocnik spędził w Londynie pięć lat. Wówczas pojawiła się lukratywna oferta z Chin, a konkretnie z Shanghai SIPG. Zaledwie 24-letni zawodnik podjął szokującą decyzję o zmianie barw klubowych i odszedł z Chelsea za około 60 milionów euro.
- Aspekt finansowy był ważny, ale nie chodzi tylko o pieniądze - przekonywał w rozmowie z FourFourTwo i dodał: - Bardzo ważne jest miasto, w którym się mieszka. Nie jadę sam, mam żonę i dzieci, więc miasto musi być przyjemne. Szanghaj ma wszystko, czego potrzebujemy. Ostatnio nie grałem zbyt często w Chelsea, więc kiedy usłyszałem o zainteresowaniu SIPG, ucieszyłem się, że mogę tam pojechać.
Tym samym Oscar stał się jedną z twarzy ligi chińskiej. W tamtejszej Superlidze spędził aż osiem lat, a w barwach SIPG rozegrał 248 spotkań, w których zdobył 77 bramek i zanotował 142 asysty. Stał się niekwestionowaną ikoną rozgrywek w Państwie Środka, gdzie trzykrotnie sięgał po krajowe mistrzostwo.
W styczniu tego roku Brazylijczyk podjął decyzję o powrocie do ojczyzny. Trafił do swojego macierzystego klubu, Sao Paulo FC, z którym związał się kontraktem obowiązującym do 2027 roku. Niestety, życie miało dla Oscara inne plany...
W zeszłym roku jego kariera stanęła pod znakiem zapytania. Piłkarz zasłabł na jednym z treningów i został przewieziony karetką do szpitala. Tam zdiagnozowano u niego omdlenie wazowagalne - zasłabnięcie wskutek spadku ciśnienia i tętna.
Mimo zapewnień lekarzy, że zawodnik nie będzie musiał kończyć kariery, brazylijskie "Globo" informuje, że klamka zapadła. Oscar nie chce ryzykować zdrowiem i poinformował już swój klub o chęci rozwiązania umowy za porozumieniem stron.