W bieżącym sezonie ligi portugalskiej układ sił w czołówce jest taki, że wciąż niezwyciężone FC Porto niemal od początku rozsiadło się na fotelu lidera i ucieka przed duetem z Lizbony, czyli Benficą oraz Sportingiem. W tym pościgu jak dotąd lepiej radził sobie Sporting, który w bieżących rozgrywkach przegrał przed 13. kolejką tylko raz, właśnie z Porto i tracił do nich tylko trzy punkty. Z kolei trzy oczka za nimi byli ich sąsiedzi, czyli prowadzona przez Jose Mourinho Benfica. Oni co prawda też jeszcze nie przegrali, ale mają aż pięć remisów, stąd strata.
W piątek 5 grudnia odbyły się derby Lizbony. Sporting, czyli goście, walczyli o doskoczenie w tabeli do Porto (przynajmniej na chwilę), zaś Benfica o zrównanie się punktami z sąsiadem. Z kolei Porto bezsprzecznie trzymało kciuki za remis, który otworzyłby przed nimi szansę na odskoczenie przeciwnikom ("Smoki" grają w niedzielę 7 grudnia o 21:30 na wyjeździe z 16. w tabeli Tondelą).
Wszystko, co najważniejsze w tych derbach wydarzyło się w pierwszej połowie. W 12. minucie fani na stadionie Benfiki oraz trener Mourinho przeżyli szok. Bramkarz Anatolij Trubin podał do Enzo Barrenechei, ale Argentyńczyk zachował się fatalnie i pod naciskiem rywali stracił piłkę blisko własnego pola karnego. Potem sprawy potoczyły się ekspresowo. Morten Hjulmand podał w szesnastkę do Pedro Goncalvesa, a ten płaskim strzałem po ziemi dał Sportingowi prowadzenie. Kamery aż pokazały Jose Mourinho, który był ewidentnie zszokowany tak koszmarną wpadką swoich piłkarzy, ale pokazywał im, by się uspokoili i szykowali na wznowienie gry.
Na jego szczęście Benfica długo tego zdarzenia nie rozpamiętywała i kwadrans po utracie gola sama go strzeliła. Też nieco dzięki fajtłapowatości rywali. Geny Catamo powinien był bowiem wybić zagraną przez Amara Dedicia piłkę z pola karnego, gdyż wyprzedził Hieorhija Sudakowa. Mozambijczyk jednak w ogóle nie trafił w futbolówkę, a w przepychance, jaka w efekcie tego powstała lepiej odnalazł się Ukrainiec, który wbił z kilku metrów piłkę do siatki i dał gospodarzom wyrównanie.
Jak się okazało, ten gol był już ostatnim w tym spotkaniu. Nie jest to jednak zbyt dziwne, bo w drugiej połowie Benfica nawet jak oddawała strzały, to niezbyt groźne, natomiast Sporting... w ogóle przestał strzelać. Nie oddał w niej nawet niecelnego. Benfica kończyła mecz w dziesiątkę, gdyż w 92. minucie czerwoną kartkę za ostre wejście od tyłu w nogi rywala dostał Gianluca Prestianni, ale rywale nie byli w stanie tego wykorzystać. Mecz skończył się remisem 1:1, z którego cieszyć się może wyłącznie Porto. Jeśli ograją w niedzielę Tondelę, to klub Bednarka i Kiwiora będzie mieć w tabeli już 6 punktów przewagi nad Sportingiem oraz 9 nad Benfiką.
Najnowszy Magazyn.Sport.pl już jest! Polscy skoczkowie zaczynają sezon olimpijski, a eksperci Sport.pl opisują różne konteksty nadchodzącej rywalizacji. Pogłębione analizy, komentarze, historie i kapitalne wywiady przeczytasz >> TU.