Jest wyrok sądu ws. PZPN i głośnego śledztwa! Kulesza już wie...

Jest wyrok ws. głośnego tekstu serwisu Goniec "Polski Związek Wódki Nożnej. Tak się bawią włodarze polskiej piłki". Sąd Okręgowy w Warszawie właśnie oddalił powództwo PZPN i przyznał rację portalowi. Wyrok nie jest prawomocny.
Cezary Kulesza
Screen

W pierwotnej wersji artykułu, który opublikowaliśmy o godz. 15.38, znajdowały się informacje niezgodne z prawdą. Tekst został zaktualizowany, za pomyłkę przepraszamy.

Sąd Okręgowy w Warszawie, rozpoznając pozew złożony przez PZPN, oddalił powództwo i przyznał rację serwisowi. To oznacza, że portalu Goniec.pl nie musi publikować sprostowania informacji zawartych w artykule z 2 lipca 2025 r. pt. "Śledztwo Gońca: Polski Związek Wódki Nożnej. Tak się bawią włodarze polskiej piłki", czego początkowo domagał się PZPN. 

Zobacz wideo Cezary Kulesza nie dostał się do Komitetu Wykonawczego UEFA. Kosecki: Szkoda, bo dobrze mieć tam swojego człowieka

W toku postępowania redaktor naczelny twierdził, że brakuje podstaw do publikacji sprostowania i sąd ostatecznie przyznał mu rację. Czy to koniec sprawy? Wyrok nie jest prawomocny, a PZPN wraz z reprezentującą ją kancelarią zapowiadają zaskarżenie wyroku. - Wydany wyrok zapadł z naruszeniem prawa. Uważamy, że stanowisko zajęte przez Sąd jest błędne, a odmowa publikacji sprostowania nie znajduje podstaw w przepisach. Wyrok będzie zaskarżony - tłumaczy Agnieszka Chrzanowska, pełnomocnik PZPN z Kancelarii ZP Zackiewicz&Partners.

Jest wyrok ws. głośnego tekstu o PZPN 

Przypomnijmy, że na początku lipca tego roku portal goniec.pl opublikował tekst, według którego działacze PZPN mieli bawić się z politykami Prawa i Sprawiedliwości (PiS) w mieszkaniu skompromitowanego posła Łukasza Mejzy. To tam mieli śpiewać wspólnie "Barkę" i sprawdzać swoje bokserskie umiejętności. Informatorzy "Gońca" opisują też inne historie. Choć pozostali w tekście anonimowi, to zapewniali, że powtórzyliby swoje słowa w sądzie. Redakcja "Gońca" była też w posiadaniu nagrania z jednego z takich spotkań.

PZPN bronił się, zarzucał zadawanie pytań pod tezę, a w artykule znalazły się też odpowiedzi z biura prasowego. "Niemal w każdym pytaniu sugeruje Pan zdarzenia, które nie miały miejsca. Co więcej, nie przedstawia Pan nawet cienia dowodów, które by uzasadniały zadanie takich pytań. Nie przedstawił Pan żadnych faktów, które można byłoby skomentować, jedynie wystosował Pan szereg niczym niepodpartych zarzutów" - odpowiadała federacja autorowi. Pod koniec lipca PZPN podjął kroki prawne, zażądał sprostowania, ale na początku grudnia sąd oddalił powództwo federacji.

W pierwotnej wersji artykułu, który opublikowaliśmy o godz. 15.38, znajdowały się informacje niezgodne z prawdą. Tekst został zaktualizowany, za pomyłkę przepraszamy.

Więcej o: