Po porażce Finlandii z Maltą wiedzieliśmy już, że Polska nie zajmie miejsca niższego niż drugie. To oznaczało, że podopieczni Jana Urbana mieli już zapewniony minimum udział w barażach. O więcej ciężej było jednak myśleć o czymś więcej, bo jedyną drogą do bezpośredniego awansu było zwycięstwo z Holandią oraz odrobienie aż 13 bramek w poniedziałkowym meczu z Maltą.
Mecz na Stadionie Narodowym rozpoczął się tuż przed godz. 21. i przez większość pierwszej połowy można było mówić o tym, że Polska gra z Holandią jak równy z równym. Rywale nieco przeważali, ale więcej konkretów zaprezentowali podopieczni Jana Urbana. Pod koniec pierwszej połowy jedną z wypracowanych sytuacji wykorzystał Jakub Kamiński.
Niestety, chwilę po przerwie Holendrzy odpowiedzieli - Memphis Depay dobił strzał Malena. Jednak Polacy wciąż walczyli do upadłego. Choć widać było, że to goście są lepsi piłkarsko, to pełne zaangażowanie gospodarzy minimalizowało różnice w umiejętnościach. Nie udało się jednak przechylić szali zwycięstwa na korzyść Biało-Czerwonych. Maurizio Mariani zagwizdał po raz ostatni, a spotkanie zakończyło się remisem 1:1.
Sytuacja w tabeli jest dość prosta - Polska ma zapewnione drugie miejsce i udział w barażach. A jeśli chce marzyć o pierwszym, to w poniedziałkowym, wyjazdowym meczu z Maltą musi wygrać i liczyć na sensacyjną i mało prawdopodobną porażkę Holandii z Litwą. Gdyby to takich rozstrzygnięć doszło, to Polacy muszą spełnić jeszcze jeden, także mało prawdopodobny warunek - odrobić 13 bramek straty, które mają do Holendrów właśnie w bilansie goli.
Bramki: Kamiński (43.) - Depay (47.)