Mecz Club Brugge z FC Barceloną był istnym rollercoasterem. Wiele osób spodziewało się, że będzie to jedno z mniej wymagających starć dla Katalończyków, a jednak rywale mocno ich zaskoczyli. Jako pierwsi zdobyli gola. Ba, w 90. minucie byli bliscy zdobycia bramki na 4:3. Piłka nawet zatrzepotała w siatce po koszmarnym błędzie Wojciecha Szczęsnego, który próbował kiwnąć Romeo Vermanta, ale ten zabrał mu piłkę i skierował między słupki. Ostatecznie sędzia nie uznał trafienia, bo dopatrzył się faulu na polskim bramkarzu, co wzbudziło szereg kontrowersji. - Club Brugge został okradziony. Tam nie było faulu na Szczęsnym! - grzmiał Marco van Basten. Naszego rodaka w obronę wziął jednak Adam Nawałka. - Dla mnie sędzia podjął słuszną decyzję. (...) To jest chore, jeżeli my tak oczywistą sprawę rozpatrujemy w kategorii kontrowersji - mówił.
Mimo że od tego spotkania minęło już kilkanaście godzin, to wciąż wiele mówi się o Szczęsnym. Dziennikarze "Marki" poświęcili mu nawet cały artykuł. Nie rozpatrywali jednak sposobu, w jaki doszło do błędu, a skupili się na tym, co po wpadce zrobił Polak. "Szczęsny nawet nie drgnął" - brzmi tytuł. "Poważna pomyłka golkipera mogła doprowadzić do przegranej Barcelony, ale VAR nie uznał trafienia. Szczęsny cierpliwie czekał na ostateczną decyzję" - podkreślili dziennikarze. Przytoczyli też słowa Polaka, który nie tak dawno ujawnił, że pracuje nad oddechem i dużo medytuje, by opanować emocje. Nie dał im się ponieść również w środowy wieczór, w odróżnieniu od kolegów z szatni.
"Szczęsny to nietypowy bramkarz. (...) Obraz zawodników Barcelony protestujących przeciwko trafieniu, które arbiter pierwotnie uznał, ostro kontrastował z tym, co robił Szczęsny. Stał spokojnie w obrębie własnej szesnastki, wskazał na murawę i czekał na analizę VAR. Nie denerwował się ani nie próbował kłócić z rozjemcą spotkania. To golkiper, który nie daje się ponieść wielkim sukcesom ani nie przejmuje się nadmiernie błędami. Przyjmuje to wszystko z dystansem, być może nawet zbyt spokojnie" - wskazała wprost redakcja, przypominając, że przecież podobnych błędów w barwach Barcelony Szczęsny popełnił zdecydowanie więcej, szczególnie w poprzednim sezonie, ale reagował na nie w opanowany sposób.
Zobacz też: Oto nowy trener Legii Warszawa?! Zaawansowane rozmowy.
Błąd Szczęsnego nie miał poważnych konsekwencji dla drużyny. W pozostałych sytuacjach bramkowych tego spotkania spisywał się poprawnie i winy za stratę goli przypisać mu nie można. Po czterech meczach Barcelona zajmuje dopiero 11. lokatę w tabeli zbiorczej Ligi Mistrzów z dorobkiem siedmiu punktów. To efekt dwóch zwycięstw, remisu i jednej porażki. Kolejne starcie w europejskich rozgrywkach rozegra 25 listopada. Jej przeciwnikiem będzie Chelsea. Najpewniej w bramce Szczęsny wówczas się nie pojawi. Nie jest to jednak efekt błędu z meczu z Club Brugge, a faktu, że wkrótce między słupki powinien wrócić Joan Garcia. To numer jeden Barcelony i to jego kontuzja spowodowała, że Polak zagościł ponownie w bramce.