Hiszpanie nie mogą doczekać się tego spotkania. "Z zapachem końca. A ponadto z aurą i atmosferą najważniejszego meczu sezonu. A nawet ostatnich 4-5 lat" - przekazał "Sport". Najważniejszą informacją dla fanów FC Barcelony jest oczywiście to, że w kadrze meczowej znalazł się Robert Lewandowski, który w ostatnich dniach zmagał się z urazem mięśniowym. Nie ma co spodziewać się, że wybiegnie we wtorek w podstawowym składzie, ale nie można wykluczyć, że jeśli będzie taka potrzeba, wejdzie z ławki.
Rewanżowe spotkanie Interu z FC Barceloną wzbudza gigantyczne zainteresowanie. Nie ma co się dziwić, zwłaszcza że stawką jest finał Ligi Mistrzów. Trudno nawet określić to słowami, zwłaszcza że na San Siro prawdopodobnie nie będzie nawet wolnego miejsca. Aby wybrać się na ten mecz, trzeba było jednak sporo zapłacić. Jeden z kibiców Olivier Laval opublikował dokładne ceny i porównał je do wydarzenia sprzed 15 lat.
20 kwietnia 2010 miał miejsce pierwszy półfinał Ligi Mistrzów między Interem a Barceloną. Bilety na to spotkanie można było kupić już za 22 euro (ok. 95 zł). Teraz, by móc wybrać się na stadion w Mediolanie, trzeba zapłacić co najmniej 120 euro (515 zł). Tym samym nastąpił wzrost ceny o aż 545 proc. "RIP Football" - podsumował gorzko kibic (RIP, z angielskiego "rest in peace", spoczywaj w pokoju - red.)
Dziennik "AS" przekazał we wtorek, że na stronie internetowej Interu pozostały jeszcze pojedyncze bilety, natomiast ich ceny wahają się od 299 (1200 zł) do 470 euro (2 tys. zł).
Portal Amala podał, że w pewnym momencie wejściówki były dostępne w dużo przystępniejszych kwotach. Na sektory Curva Nord i Sud można było kupić bilety już za 140 euro, natomiast na górne sektory zielone nawet za 100 euro. "Najniższa cena w historii" - czytamy.
Piłkarze Hansiego Flicka odbyli w poniedziałek po południu ostatni trening na San Siro. Dziennikarze "Sportu" zaznaczają, że na tym obiekcie właśnie "rozegra się walka, która będzie miała epicką intensywność i zaciętość".
Inter nie przegrał meczu na własnym stadionie w Lidze Mistrzów od prawie trzech lat, natomiast będzie musiał radzić sobie bez Benjamina Pavarda, który na poniedziałkowym rozruchu musiał przedwcześnie zejść z boiska. Simone Inzaghi może mieć jednak powody do zadowolenia, gdyż dostępny będzie Lautaro Martinez.