Inter Miami w nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu pokonał na wyjeździe Houston Dynamo aż 4:1 w drugiej kolejce MLS. Znakomity występ zanotował były napastnik FC Barcelony Luis Suarez, który zaliczył trzy asysty, na koniec sam trafił do siatki. - Urugwajczyk stał się absolutnym bohaterem, mając udział przy każdym trafieniu własnej drużyny. W protokole meczowym zapisał się aż czterokrotnie - pisała na Sport.pl Agnieszka Piskorz. Po spotkaniu głośno zrobiło się jednak nie tylko o Suarezie. W samej końcówce mieliśmy niezbyt przyjemny polski akcent.
Cały mecz w barwach przegranej ekipy rozegrał były skrzydłowy Pogoni Szczecin - Sebastian Kowalczyk. Polak dał o sobie znać w doliczonym czasie gry, gdy w brutalny sposób potraktował inną byłą gwiazdę FC Barcelony - Jordiego Albę.
Panowie starli się przy linii bocznej. Gdy Hiszpan odegrał piłkę, Kowalczyk wpadł na niego, objął, a następnie nadepnął mu na stopę. Lewy obrońca momentalnie padł na murawę jak rażony piorunem.
Jaka była reakcja sędziego? Arbiter Joseph Dickerson raczej nie miał dobrego dnia, bo tylko ze znanych sobie powodów pokazał żółtą kartkę... Jordiemu Albie. Kowalczykowi zaś kompletnie się upiekło. Sytuacja miała jednak swoje konsekwencje, które jeszcze bardziej pogrążają sędziego.
Chwilę później pomiędzy zawodnikami obydwu drużyn doszło do lekkich przepychanek. Były one wywołane wcześniejszą niesprawiedliwą decyzją. W pewnym momencie obrońca Interu Miami poszarpał się z Ethanem Bartlowem, za co Dickerson pokazał mu czerwoną kartkę. Na szczęście nie miało to większego wpływu na wynik, bo niedługo później mecz się zakończył.
Inter Miami po dwóch kolejkach z kompletem sześciu punktów zajmuje trzecie miejsce w Konferencji Wschodniej.