Neymar pod koniec stycznia dołączył do brazylijskiego Santosu, gdzie rozpoczynał wielką piłkarską karierę. To właśnie z tego klubu w 2013 r. ściągnęła go do siebie FC Barcelona, w której grał przez kolejne cztery sezony. Jego kariera mogła potoczyć się jednak zupełnie inaczej. Jak sam przyznał, niewiele brakowało, a zamiast do stolicy Katalonii, trafiłby do... Bayernu Monachium.
Piłkarz opowiedział o tym w podcaście Podpah w rozmowie z Crisem Guedesem. Okazuje się, że w 2012 r. w jego domu odwiedził go sam Pep Guardiola. Słynny szkoleniowiec wówczas dopiero co zrezygnował z pracy w FC Barcelonie i miał rok przerwy od trenowania. Już wtedy wiedział jednak, że w kolejnym sezonie dołączy do Bayernu. Dlatego też do Monachium chciał zabrać ze sobą Neymara.
Hiszpan zjawił się u niego wczesnym rankiem, czego ten kompletnie się nie spodziewał. - Miałem na sobie jedynie bieliznę i koszulkę, otworzyłem drzwi i zobaczyłem tam mojego ojca, Guardiolę i tłumacza. Założyłem krótkie spodenki i usiadłem w swoim pokoju. W tym czasie Guardiola nie miał drużyny. Mówił mi: "Chcę zabrać cię do klubu, do którego idę. Uczynię cię najlepszym na świecie" - opowiadał Neymar.
Wtedy też Guardiola przeszedł do konkretów. - Pokazał mi swoje notatki, otworzył laptopa i powiedział: "Będziesz tak grał, robił to i to. Jeśli w tym roku nie strzelisz 60 goli, zmienię nazwisko" - ciągnął opowieść Brazylijczyk. Nadmienił również, że początkowo Guardiola nie chciał mu zdradzić, dokąd właściwie się wybiera, tłumacząc, że sprawa nie jest jeszcze przesądzona. Ostatecznie po naciskach ujawnił, że chodzi o Bayern.
Taka opcja samemu Neymarowi nie bardzo jednak przypadła do gustu. - Wiem, że tam jest zimno, ale będę się tobą opiekował - zapewniał go Guardiola. Ten jednak pozostał przy swoim i ostatecznie zdecydował się na transfer do FC Barcelony, z którą w 2015 r. sięgnął po Ligę Mistrzów. Z Pepem Guardiolą później już nigdy nie miał okazji współpracować.