Leo Messi rozpoczął trzeci sezon gry w barwach Interu Miami. Argentyńczyk dotychczas wygrał z zespołem z Florydy dwa trofea, ale dalej nie udało mu się najważniejszego, a więc zwyciężyć w rozgrywkach Major League Soccer. Messi i spółka w środku mijającego tygodnia wygrali 1:0 ze Sportingiem Kansas City w Pucharze Mistrzów CONCACAF po bramce Argentyńczyka.
Teraz przyszła pora na grę w MLS. W pierwszej kolejce nowego sezonu Inter Miami podjął na swoim stadionie New York City FC. Gospodarze już w piątej minucie objęli prowadzenie po golu Tomasa Avilesa, przy którym asystował Messi. Jednak w 23. minucie strzelec bramki wyleciał z boiska po ujrzeniu czerwonej kartki. To sprawiło, że już w 55. minucie ekipa z Nowego Jorku prowadziła 2:1. Inter grał do końca i w dziesiątej minucie doliczonego czasu gry doprowadził do wyrównania. Znowu asystował Messi, a na listę strzelców wpisał się Telasco Segovia.
W tym spotkaniu nie brakowało więc emocji, które mocno udzieliły się Leo Messiemu. Jeszcze w pierwszej połowie Argentyńczyk mocno starł się z arbitrem przy wyniku 1:1, gdy zwracał uwagę, że sędzia pobłaża rywalom z Nowego Jorku. Jednak już na sam koniec meczu całkowicie puściły nerwy Messiemu. Po końcowym gwizdku ostro ruszył do sędziego, za co zobaczył żółtą kartkę.
Messi nie starł się jedynie z arbitrem. Dosłownie złapał za kark jednego z asystentów trenera New York City FC, co jednak nie zostało uwzględnione, więc Argentyńczyka nie powinna spotkać żadna kara.
Zobacz też: Wystarczyło 25 minut. Oto jak Włosi podsumowali Zielińskiego
W pewien sposób symboliczne jest to, że wybuch Messiego nastąpił niewiele ponad dzień później po tym, jak Cristiano Ronaldo także nie mógł pogodzić się z decyzją sędziego w meczu Al-Nassr - Al-Ettifaq. Dwaj wybitni piłkarze i rywale, chociaż znajdują się na uboczu futbolu na najwyższym poziomie, to dalej pokazują, że im zależy. I to czasem może aż za bardzo.