Neymar od czasu transferu do Al-Hilal przeżywa prawdziwy koszar. Po dołączeniu do saudyjskiego klubu rozegrał dla niego raptem pięć meczów, po czym zerwał więzadła krzyżowe. Groźna kontuzja wykluczyła go z gry na równo rok. Niedawno Brazylijczyk wrócił do gry. Wystąpił w dwóch spotkaniach i znów doszło do tragedii. W starciu z Estaghal w Azjatyckiej Lidze Mistrzów wystarczyło 29 minut, by Neymar doznał urazu uda i znów wypadł ze składu.
W tej sytuacji władze saudyjskiego klubu, które wydały na niego 90 mln euro, niemal straciły cierpliwość i są gotowe oddać napastnika. Według brazylijskiego UOL niedługo może dojść do historycznego powrotu Neymara do Santosu, w którym rozpoczynał wielką karierę. Prezydent klubu Marcelo Pirilo Teixeira miał już otrzymać zgodę od Neymara na przygotowanie przenosin. Podpisanie umowy miałoby nastąpić w styczniu lub lipcu przyszłego roku, w zależności od rozwiązania sprawy w Al-Hilal.
Powrót Neymara do Brazylii wzbudza w kraju ogromny entuzjazm. Nie wszyscy go jednak podzielają. Ostrą szpilkę wbiła ostatnio piłkarzowi prezeska innego brazylijskiego giganta - Palmeirasu - Leila Pereira. Kobieta pytana była o niego w rozmowie z UOL. - Świetny zawodnik, ale odchodzi do Santosu. Nie wiem, trzeba zapytać władz Santosu, a nie tutaj. Ja bym na pewno nie chciała, żeby przyszedł - stwierdziła wprost.
Tak jasna deklaracja była wręcz zaskakująca. Pereira szybko jednak wytłumaczyła, skąd takie stanowisko. - Chcę inwestować w kogoś, kto może przyjść od razu, kogoś, kto mógłby zagrać jutro, jeśli trener tak zdecyduje. Palmeiras to nie placówka medyczna. Nie zaakceptuję transferu zawodnika, który nie może grać od razu - wyjaśniła.
Neymar w ekipie Santosu występował do 2013 r., kiedy to za 50 mln euro przeniósł się do FC Barcelony. W brazylijskim klubie rozegrał 225 meczów, w których strzelił 136 goli i miał 64 asysty.