Ronald Araujo nabawił się kontuzji jeszcze w pierwszej połowie ćwierćfinału Copa America, w którym Urugwaj pokonał Brazylię po rzutach karnych. Obrońca opuścił boisko na noszach i bardzo szybko stało się jasne, że nie zagra już na turnieju.
Kontuzja mięśnia dwugłowego uda okazała się dość poważna. Nowy trener FC Barcelony, Hansi Flick, ma problem, bo nie będzie mógł na początku sezonu skorzystać z jednego z najważniejszych zawodników zespołu.
Jak donosił dziennik "Mundo Deportivo" w poniedziałek, udo Araujo "wciąż jest opuchnięte, więc na razie nie ma sensu przeprowadzać kolejnych badań". Sytuacja nie zmieniła się do dzisiaj.
Jak podaje Javi Miguel z madryckiej gazety "AS", sztab medyczny kadry Urugwaju wciąż nie jest w stanie określić zakresu urazu stopera. Z tego powodu w Barcelonie panuje wściekłość, mówi się o niekompetencji i braku profesjonalizmu ze strony urugwajskich lekarzy. Określa się ich podejście jako amatorskie.
"To nowa wojna medyczna pomiędzy Urugwajem a FC Barceloną, z Araujo w roli głównej. W tej chwili nikt nie ma odwagi podać dokładnej, jaki jest to uraz" - przekazał hiszpański dziennikarz.
W tym momencie trudno podać dokładnie, ile Araujo będzie pauzował, ale mówi się o co najmniej kilku tygodniach. W najbardziej optymistycznym scenariuszu wróciłby do gry za dwa miesiące, ale nie może dojść do uszkodzenia ścięgna. Jeśli będzie ono uszkodzone, konieczna będzie operacja. Wtedy pauza może wynieść aż pół roku. Straci zatem prawie całą fazę zasadniczą Ligi Mistrzów. To jest najgorszy możliwy scenariusz.
Pewne jest zatem, że Barcelona dostanie odszkodowanie od FIFA za kontuzję Araujo na turnieju międzynarodowym. Za dwa miesiące pauzy Urugwajczyka otrzyma prawie 720 tys. euro (ponad 3 mln zł). Aby światowa federacja mogła wypłacić odszkodowanie, zgodnie z regulaminem przerwa zawodnika w grze i treningach z powodów zdrowotnych musi wynieść co najmniej 28 dni.
Ronald Araujo ma ważny kontrakt z FC Barceloną do końca czerwca 2026 r. Transfermarkt wycenia go na 70 mln euro.