Niemcy na skraju wojny kulturowej. Kroos wywołał burzę. "Dość"

Dominik Senkowski
Toni Kroos przyznał, że woli, aby jego córka wychowywała się w Hiszpanii, a nie w Niemczech. Część niemieckich mediów oburzyła ta wypowiedź. Ale gdy opadł kurz, dziennikarze i fani zgadzają się z Kroosem. - Niemcy nie stali się nagle znów rasistami. Jesteśmy raczej społeczeństwem, które jest na wskroś tolerancyjne. Przyczyna jest inna - wiele osób ma dość źle pojętej tolerancji połączonej z częściową utratą kontroli przez państwo - mówi Sport.pl dziennikarz Ben Krischke.

Toni Kroos to jedna z największych gwiazd niemieckiego futbolu. Przed startem Euro 2024 zapowiedział, że to ostatni turniej w jego karierze. Słowa dotrzymał, a w piątek po ćwierćfinale z Hiszpanią (1:2) pożegnał się z zawodową piłką.

Zobacz wideo Anglia marnuje swój potencjał! Latające kufle, awantury

Zanim jednak Kroos zszedł z murawy, zdążył pojawić się jako gość w podcaście "Lanz&Precht". W pewnym momencie rozmowa zeszła na temat podejścia miejscowych mediów do reprezentacji narodowej i jak drużyna Juliana Nagelsmanna jest odbierana w kraju. 

Kroos porównuje Hiszpanię do Niemiec

- Wciąż mam rodzinę w Niemczech. Pytaliście mnie wcześniej, gdzie zamierzam mieszkać. Uważam, że Niemcy to wspaniały kraj, bardzo lubię tu przebywać. Ale to nie są te same Niemcy, co 10 lat temu - mówił były już piłkarz. W 2014 r. Kroos przeniósł się z Bayernu do Realu, z którym święcił największe sukcesy.

Dopytywany, co się zmieniło w ojczyźnie, powiedział: - To tylko moje odczucie, bo nie mogę wskazać nic innego. Gdybym miał to porównać z Hiszpanią, to dam przykład mojej siedmioletniej córki. Jeśli będzie miała 13-14-15 lat i chciałaby wyjść z domu o godzinie 23, to wolałbym, żeby zrobiła to w Hiszpanii niż w dużym niemieckim mieście. Nie uważam, że w Hiszpanii nic złego się dzieje, ale myślę jedynie o świadomym przeczuciu z mojej strony.

Mniej pozytywni Niemcy i migracyjne problemy

Kroos uważa, że Hiszpanie są też dziś bardziej pozytywnie nastawieni do życia niż Niemcy. - Może nie wszyscy Niemcy, ale czuję, że czasami nam tego brakuje - radości z życia. Teraz przez kilka tygodni ludzie mieli futbol, którym mogli żyć. Kiedyś patrzyliśmy na życie bardziej optymistycznie - wskazuje. 

Wtedy rozmowa zeszła na temat migracji, o której w Niemczech dyskutuje się od dawna. - Pokazaliśmy się jako kraj otwartych ramion. I myślę, że to rewelacyjne, naprawdę świetne. Ale jednocześnie uważam, że po prostu pozostawało to [polityka migracyjna - red.] zbyt niekontrolowane. Oczywiście wśród tych, którzy przyjechali, jest pewien procent - tak samo wśród Niemców - osób, które nie są dla nas dobre. Jeśli nie potrafisz rozdzielić tych, którzy nie są dla nas dobrzy, to na końcu to staje się trudne. I wtedy oczywiście podejście Niemców do tego też zaczyna być podzielone - zakończył były gwiazdor reprezentacji Niemiec i Realu Madryt

Jako Sport.pl skontaktowaliśmy się z niemieckim dziennikarzem politycznym Benem Krischke, który na co dzień pracuje dla magazynu opinii "Cicero". Jak patrzy na wywiad Kroosa? Jak wypowiedzi gwiazdy futbolu zostały przyjęte w Niemczech?

- Generalnie rozmowa Toniego Kroosa z Richardem Davidem Prechtem - znanym niemieckim filozofem - oraz Markusem Lanzem, czyli znanym niemieckim gospodarzem talk-show, nie budzi wielkich kontrowersji. Kroos wypowiadał się bardzo ostrożnie i wielokrotnie podkreślał, że jego słowa to tylko rodzaj "przeczucia". Przecież mieszka w Madrycie od 10 lat i śledzi wydarzenia w Niemczech głównie z daleka. To, co powiedział na temat poczucia bezpieczeństwa w Niemczech, nie było więc jakimś przygotowanym twardym oświadczeniem politycznym, ale rodzajem ostrożnego stwierdzenia - ocenia dziennikarz.

Badania pokazują niemieckie obawy 

Czy Niemcy są zaskoczeni wywiadem byłego sportowca? - Jego wypowiedzi - szczególnie te dotyczące córki - zostały odnotowane. Pisały o tym różne media. Ale z tego, co widzę, wokół jego wywiadu nie było większego zamieszania. Większość mediów jedynie go cytowała, nie krytykując ani nie chwaląc. Dzieje się tak zapewne także dlatego, że Kroos wypowiadał się bardzo ostrożnie. Nie powiedział nic w stylu "sytuacja dotycząca bezpieczeństwa w Niemczech jest zła". Raczej podkreśli, iż jego zdaniem poziom bezpieczeństwa w Hiszpanii jest nieco wyższy - podkreśla nasz rozmówca. 

Toni Kroos kilkukrotnie wskazywał, iż z jego perspektywy Niemcom brakuje dziś optymizmu. Czy rzeczywiście tak jest? - Wszystkie znane mi badania pokazują, że wielu mieszkańców Niemiec pesymistycznie ocenia teraźniejszość i przyszłość. W Niemczech można to prześledzić za pomocą różnych powtarzających się analiz. Jedną z nich jest ankieta "Deutschlandtrend", a ostatnia edycja badań pokazała, że poczucie bezpieczeństwa w Niemczech drastycznie spadło - wskazuje dziennikarz.

Na początku lipca wnioski z raportu "Deutschlandtrend" opisał magazyn "Die Welt". Wynika z nich, że 14 procent Niemców czuje się "bardzo bezpiecznie", a 43 proc. "raczej bezpiecznie" w przestrzeni publicznej. Jednocześnie aż 40 proc. populacji nie odczuwa tego bezpieczeństwa, z czego 31 "w pewnym stopniu", a dziewięć "w zdecydowanym zakresie". Pytano ankietowanych m.in. o poruszanie się po placach, ulicach i parkach oraz korzystanie z transportu publicznego. Z badań wynika, że zagrożonych czuje się więcej kobiet niż mężczyzn (43 procent do 36).

Jednocześnie znacznie wzrosła na przykład liczba ataków nożem: w 2023 r. było ich prawie 14 tys, w 2022 12 tysięcy, a rok wcześniej 10. Federalne Biuro Policji Kryminalnej prowadzi podobne statystyki dopiero od trzech lat. 

Ben Krischke zauważa: - W przestrzeni publicznej wielokrotnie dochodzi do aktów przemocy. Sprawcy często mają przodków-uchodźców lub sami przybyli do Niemiec jako uchodźcy. Ale one nie ograniczają się do dużych miast, bo obecnie odbywają się także w małych miasteczkach. W Bad Oyenhausen zmarł niedawno młody mężczyzna po ataku uchodźcy.

26 czerwca portal 1.wdr.de [WDR - niemieckojęzyczny publiczny regionalny nadawca telewizyjny - red.] informował, że do ataku doszło po ceremonii zakończenia szkoły średniej. Bad Oyenhausen leży w Nadrenii Północnej-Westfalii. 

Agresja na ulicy, agresja słowna

- Nic dziwnego, że poczucie bezpieczeństwa spada. Powiedziałbym jednak, że statystyki pokazują, że nie jest to tylko "odczucie", ale że sytuacja w zakresie bezpieczeństwa rzeczywiście się pogorszyła. Zwłaszcza od czasu kryzysu migracyjnego w latach 2015/2016, gdy setki tysięcy osób przedostały się do kraju bez kontroli. Kilka tygodni temu w Hamburgu tysiące islamistów demonstrowało na rzecz kalifatu. Wcześniej nie odważyliby się tego zrobić - wskazuje niemiecki dziennikarz.

Jego zdaniem poziom bezpieczeństwa w Niemczech zależy od konkretnego landu. W Berlinie, stolicy kraju, jest bardziej niebezpiecznie, ale w jego rodzinnym Monachium sytuacja wygląda lepiej. - Nie jest też tak, że na niemieckich ulicach panuje anarchia. Ale "indywidualnych przypadków" jest coraz więcej i rozumiem, że Toni Kroos woli pozostać z córką w Hiszpanii. Poza tym, politycznie mamy do czynienia z burzliwymi czasami - przyznaje Krischke.

"Niemcy nie stali się nagle znów rasistami"

Jak zauważa, partia AfD w czerwcowych sondażach poparcia zajmuje drugie miejsce. - W nadchodzących wyborach regionalnych w Brandenburgii, Saksonii i Turyngii mogą nawet wygrać. Powodem nie jest to, że Niemcy nagle znów stali się rasistami. Myślę, że jesteśmy raczej społeczeństwem, które jest obecnie na wskroś tolerancyjne. Przyczyna jest inna - wiele osób ma dość źle pojętej tolerancji połączonej z częściową utratą kontroli przez państwo. To nie przypadek - wskazuje nasz rozmówca. 

Czy w Niemczech rzeczywiście jest więcej agresji niż wcześniej, jak wskazuje Toni Kroos? Niemiecki dziennikarz uważa, że tak. - Agresja w postaci bójek na festiwalu Oktoberfest tu w Monachium istniała zawsze. Jednak masowe starcia między grupami migrantów, marsze islamistów czy przestępstwa z użyciem noża to zdecydowanie nowe zjawiska - podkreśla Ben Krischke. 

Zmienić miał się także dyskurs polityczny w Niemczech. Stał się bardziej agresywny, gdy rozmawiają ze sobą politycy, dziennikarze czy zwykli ludzie o odmiennych poglądach. Nasz rozmówca uważa, że to wszystko zmierza w kierunku takim, jaki kilka lat temu obrały Stany Zjednoczone. 

Wojna kulturowa jak w USA?

- Istnieje w Niemczech ogromna nieufność do ustalonej polityki i wszystkiego, co znajduje się w głównym nurcie. Zasadniczo doświadczamy tutaj podobnej wojny kulturowej jak w USA, chociaż nie jest ona jeszcze tak zauważalna. Myślę jednak, że to tylko kwestia czasu, zanim będziemy świadkami publicznych bójek między różnymi grupami politycznymi. Mam wrażenie, że teraz pod powierzchnią dużo się gotuje. Jak wulkan, który w każdej chwili może wybuchnąć - mówi.

I tłumaczy jeszcze dokładniej: - Musicie zrozumieć jedno - Niemcy nie mają charakteru rewolucjonistów w przeciwieństwie do np. Francuzów. Nadal lubią podążać za tłumem i się nie wyróżniać. Myślę jednak, że jeśli sytuacja będzie dalej szła w podobnym kierunku, to i u nas będziemy świadkami warunków podobnych do tych we Francji, gdzie widzieliśmy ostatnio zamieszki w Paryżu. Takich scen może nie będzie w Monachium, ale pojawią się w Berlinie - mówi. W ostatnich dniach w stolicy Francji doszło do zamieszek po przedterminowych wyborach parlamentarnych.  

Na koniec pytamy rozmówcę, czy słowa Toniego Kroosa zmienią coś w debacie publicznej. Ben Krischke nie ma takiego przekonania. - Problemy są znane od dawna, podobnie jak wszystkie statystyki, które przytoczyłem. W większości mediów wielokrotnie powtarza się, że należy włożyć jeszcze więcej wysiłku w integrację. Niemcy jednak strukturalnie i finansowo nie są już w stanie poradzić sobie z dużą liczbą migrantów. Krótko mówiąc: tak, Niemcy nie są już Niemcami sprzed 10 lat, jak wskazał Kroos - kończy dziennikarz.

Kto wygra Euro?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.