Niemcy boją się jednego przed Euro 2024. Szokujące dane. "35 procent"

Dawid Szymczak
To ma być nowa "letnia bajka" - oblany piwem i przesiąknięty zapachem grilla turniej, w którym najważniejsza będzie sama piłka. Zamknięty w jednym kraju, który ani nie szuka wyprania wizerunku, ani nie zagonił na budowy niewolników. Niemcy znów mają się uśmiechnąć i czuć dumę, a reszta Europy dobrze się bawić. Tylko to wszystko nie będzie takie proste.

Niemcom marzy się turniej jak w 2006 r. Inni też stęsknili się za normalnością, piłką postawioną w centrum wydarzeń, atmosferą święta trwającego miesiąc w kraju autentycznie kochającym futbol. Katarski mundial na każdym kroku pachniał sztucznością i był rozpolitykowany do granic. Jeszcze mocniej powiązał sprawy społeczne i polityczne ze sportowymi - z oczywistą stratą dla tych ostatnich. Wcześniej, w 2018 r., uwagę od boiska odciągał Władimir Putin witając wszystkich gości w "otwartej, gościnnej i przyjaznej Rosji", która - drobny szczegół - dokonała już wtedy aneksji Krymu. A pomiędzy było jeszcze Euro rozsiane po całym kontynencie, z atmosferą doszczętnie zdeptaną przez pandemię koronawirusa. Tyle za nami.

Zobacz wideo Kibice ściągali buty, żeby Lewy im podpisał

Za rogiem czai się już mundial rozciągnięty na 4,5 tysiąca kilometrów - od Guadalajary po Vancouver. I kolejny w Maroku, Portugalii i Hiszpanii, ze specjalnymi meczami w Urugwaju, Argentynie i Brazylii. I jeszcze następny w Arabii Saudyjskiej, który może zniesmaczyć i zasmucić bardziej niż ten w Katarze. Następne Euro zostanie rozegrane w pięciu krajach – Anglii, Szkocji, Walii, Irlandii Północnej i Irlandii. Niemiecki turniej wypada w tym zestawieniu nadzwyczaj normalnie – stadiony już stały i wystarczyło je odświeżyć, nie trzeba też było budować całej infrastruktury i zaplecza wokół, organizatorzy poprosili reprezentacje, by na mecze dojeżdżały autobusami lub pociągami, a nie latały samolotami. Pochwalili się nawet, że karty, na których piłkarze mogą rozdawać autografy, zostały wyprodukowane z trawy skoszonej na turniejowych stadionach. Ale wbrew marzeniom działaczy UEFA, nie uda się całkowicie uciec od polityki, która wprosiła się na turniej wraz z awansem pogrążonej w wojnie Ukrainy i broniącej się przed rosyjskimi wpływami Gruzji. Do Kataru i dyskusji, które rzadko dotyczyły tego co działo się na boisku, wciąż jednak daleko. Symbolem może być decyzja albańskiego parlamentu, który na czas Euro zawiesił obrady. 

Słusznie - śpieszmy się cieszyć tak normalnym turniejem. Nie dość, że szybko się skończy, to jeszcze nieprędko powtórzy.

"Letnia bajka". Przełomowy turniej, podczas którego Niemcy porzucili strach przed śpiewaniem hymnu i machania flagą

Wygląda to na jakąś obsesję. Dziennik "Sueddeutche Zeitung" wyliczył, kto w ostatnich dniach wyraził nadzieję, że podczas Euro powtórzy się "letnia bajka" z 2006 r. Wyszło, że prezydent, kanclerz, politycy rządzącej koalicji, premier Bawarii, liczni socjologowie, sponsorzy i sami kibice odpytywani podczas ulicznych sond. Dzień przed rozpoczęciem turnieju można odnieść wrażenie, że gdzie nie zrobi się kroku, tam można potknąć się o "letnią bajkę". O co więc chodzi?

Pierwsza była "Baśń Zimowa", czyli satyra wypuszczona spod ręki Heinricha Heinego w 1844 r., gdy przecinał Niemcy wzdłuż i wszerz po latach spędzonych na emigracji w Paryżu. Pełnymi ironii zdaniami punktował dawnych znajomych, wykładowców i pomnikowe postaci z historii Niemiec. Odmitologizowywał zdarzenia i obśmiewał dochodzonych do głosu nacjonalistów. Przedstawiał kraj w krzywym zwierciadle i wytykał przywary jego mieszkańców. Heine był za to wyzywany od zdrajców ojczyzny, a jego publikację zdeptano jako „antyniemiecką broszurą". Mianem kontrowersyjnych określa się ją do dziś.

„Letnia bajka" była symboliczną kontrą wyprowadzoną przez Soenke Wortmanna, który w 2006 r. wyreżyserował film dokumentalny o drodze Niemców do mundialowego brązu. Dla odmiany - on pokazał kraj uśmiechnięty i otwarty na innych. Dobrze zorganizowany na boisku i poza nim. Termin wyszedł później daleko poza ekrany, a „letnia bajka" stała się opowieścią o mistrzostwach udanych pod każdym względem.

- Władze widziały w zorganizowaniu mistrzostw świata szansę na to, że Niemcy otworzą się na świat i pokażą sympatyczną, uśmiechniętą, bardzo różnorodną twarz – mówi dr Agnieszka Łada-Konefał, wicedyrektorka Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich w Darmstadt. - Powstało wtedy hasło „świat gościem u przyjaciół", które miało pokazać, jak bardzo Niemcy chcą wszystkich u siebie powitać i o wszystkich się zatroszczyć. Cała symbolika turnieju kręciła się wokół tego. Mieszkałam wtedy w Niemczech i pamiętam, jak wyglądały miasta. Przy drogach stały donice pomalowane w barwy drużyn, które miał tam swoje bazy albo grały mecze grupowe. Przygotowania były bardzo skrupulatne, wszystko musiało się udać, ale i tak najważniejsze było, co ten turniej po sobie pozostawi.

- Sami Niemcy zmienili się wtedy jako społeczeństwo. Niemiecka drużyna zaczęła odnosić sukcesy i nagle kibicowanie, machanie niemiecką flagą, śpiewanie narodowego hymnu i odnoszenie się do patriotycznej dumy, stało się czymś normalnym. Niemcom jeszcze przez dziesięciolecia po II wojnie światowej towarzyszyła obawa, że będą z powrotem wepchnięci w ramiona nacjonalizmu. Przełamali ten strach dopiero podczas mistrzostw. My w Polsce do końca tego nie rozumiemy, bo dla nas to oczywiste, że jesteśmy dumni z polskiej flagi i umiemy śpiewać hymn. Uczą nas tego w szkołach. U Niemców tego wszystkiego nie było. Dopiero podczas tego turnieju przestali bać się wywiesić flagę na swoim balkonie - tłumaczy dr Łada-Konefał.

- Poświęciłam temu swój doktorat. Mieszkałam w Niemczech i badałam, jak zmienia się poczucie dumy i tożsamości narodowej w dyskursie publicznym. Po mistrzostwach, jak grzyby po deszczu wyrastały publikacje, co to znaczy być Niemcem, czym jest niemieckość, na czym się opiera, jakie są cechy charakterystyczne dla Niemców. Zaczęli używać takich określeń jak patriotyzm, duma narodowa, świadomość narodowa, wcześniej tych haseł w debacie publicznej nie słyszeliśmy. Samo słowo „naród" zyskało pozytywny albo przynajmniej neutralny wydźwięk, bo przestało kojarzyć się z narodowym socjalizmem – wyjaśnia i podsumowuje: - I to wszystko razem określa się „letnią bajką". Bajką, w której niemiecka drużyna daleko zaszła. Bajkę, w której wszystko było doskonale zorganizowane. Bajkę, w której Niemcy odkryli, że świat ich lubi i nie wypomina im starych grzechów, gdy tylko chwycą za swoją flagę.

Znów potrzeba letniej bajki

Niemcy potrzebują kolejnej „letniej bajki". Widzą wiele podobieństw do 2006. Wtedy też podchodzili do turnieju z dużymi obawami. Też mieli zespół, któremu do końca nie ufali i selekcjonera, który nie bał się podejmować drastycznych kroków. W społeczeństwie również nie działo się najlepiej – trwała gorąca dyskusja o migrantach, która dzisiaj zatacza już siódme kółko. Były obawy o zamach terrorystyczny i teraz też ludzie się boją. A jednak wszystko potoczyło się wspaniale, na co i tym razem liczą.

Zaczęło się w piątek w Monachium od gola Phillipa Lahma i teraz też pierwszy mecz odbędzie się na tym stadionie, a Lahm będzie tam w roli dyrektora całego turnieju. Wtedy mundial przyniósł radość i wlał między ludzi optymizm. Teraz też bardzo tego potrzebują. Socjolog Thomas Druyen w wywiadzie dla Deutche Welle przekonuje wręcz, że losy niemieckiego społeczeństwa i niemieckiego futbolu są zsynchronizowane. Tam pandemia, wojny i imigrancki kryzys, tu odpadnięcie z mistrzostw świata już w fazie grupowej, porażki młodzieżowych kadr, spadająca oglądalność meczów i coraz chłodniejsze relacje kibiców z federacją.

Ostatnie badania pokazują negatywizm w nastrojach społecznych. Wojna, pandemia, napływ migrantów – to wszystko powoduje, że nastroje społeczne w Niemczech nie są najlepsze. Niemcy pokazują w sondażach, że są zestresowani, że się martwią. Samym turniejem także: by nie doszło do zamachu terrorystycznego, by ich reprezentacja spełniła oczekiwania. Te nie są zresztą specjalnie wysokie: tylko 13 proc. kibiców wierzy w zdobycie mistrzostwa. A to i tak znacznie więcej niż jeszcze kilka miesięcy temu, zanim na czele kadrowej rewolucji stanął Julian Nagelsmann. Dla porównania - zamachu terrorystycznego w czasie Euro obawia się 35 proc. Niemców.

- Nastroje w Niemczech są dzisiaj gorsze niż były te kilkanaście lat temu. Gotowość do wspólnego świętowania jest mniejsza. Nie wiem choćby, jak wyjdą w tym roku strefy kibica, gdzie przed jednym, gigantycznym ekranem potrafiło gromadzić się kilkadziesiąt tysięcy kibiców. Służby na pewno będą miały bardziej rygorystyczne podejście, więc może być trudniej o luźne, bardzo swobodne i przyjemne świętowanie. Wśród Niemców istnieje poczucie, że w każdym momencie można oczekiwać jakiegoś zamachu w tłumie ludzi. Były tego przykłady. Nie zniknęła pamięć o ciężarówce, która wjechała w Weihnachtsmark. Może to więc pójść w stronę oglądania meczów w gronie najbliższych, w zapraszanie się na grilla i mecz albo wspólne oglądanie w barach i knajpkach, ale nie w tłumie na placu - przewiduje dr Agnieszka Łada-Konefał.

Niemcy są dziś daleko od poczucia wspólnoty z 2006 r. Żywy jest problem rasizmu. 21 proc. kibiców zgodziło się ze stwierdzeniem, że byłoby lepiej, gdyby w reprezentacji Niemiec ponownie zagrało więcej białych zawodników. Badanie zostało przeprowadzone na zlecenie radiowo-telewizyjnego nadawcy WDR. Komentowali je wszyscy – od socjologów, przez polityków, po samych piłkarzy i selekcjonera. Jedni krytykowali samo przeprowadzenie takiego badania, inni jego wyniki. Druyen komentuje: - Gdyby "letnia bajka" wydarzyła się raz jeszcze, miałaby jednoczącą moc. Żadna grupa nie mogłaby uznać swojej wyższości nad innymi. Poczucie wspólnoty, kibicowanie, cieszenie się z sukcesu, zbliżyłoby ludzi do siebie. Reprezentacja narodowa, która jest tak etnicznie zróżnicowana, nadaje się do tego idealnie.

- Rasizm to bardzo mocne słowo. Ale na pewno jest coś w tym, że nastroje antyimigranckie są wystarczająco silne, by pochylić się nad tą sprawą i się o nią troszczyć. Widać nawet w ostatnich wyborach do Europarlamentu, że partia, która jest antyimigrancka, czyli AfD, odniosła bardzo duży sukces. Oczekuje się, że w następnych wyborach landowych wygra w landach wschodnich. Nie znaczy to, że utworzy rząd, ale będzie do tego predysponowana. Nie da się też ukryć, że ostatnie zamachy, ataki i przestępstwa mają tło migracyjne. Atakują migranci, ale też migranci są atakowani - mówi dr Łada-Konefał i podsumowuje: - Turniej w 2006 poprawił Niemcom samopoczucie, dowartościował ich. Uwierzyli, że mogą być dobrze postrzegani, sympatyczni, uśmiechnięci i otwarci. Że świat ich lubi. Teraz też tego potrzebują. Pamiętając, jak ważną rolę odgrywa piłka w Niemczech, jest to możliwe. Podstawą jest to, żeby ich kadra zaszła jak najdalej. Wtedy znów będzie szansa, by wybuchło to letnie szaleństwo. Ale czy w takim stopniu jak wtedy?

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.