Kluczowa decyzja ws. Lewandowskiego. Sąd nakazał

Kacper Sosnowski
Jak dowiedział się Sport.pl, prokuratura w Warszawie przekazała telefony Roberta Lewandowskiego kolejnym ekspertom. To przez polecenie sądu, który zobowiązał prokuraturę do ponownego przebadania nagrań pod kątem fonoskopijnym. Tym razem analizie mają być poddane pliki z urządzeń źródłowych. Co to oznacza dla sprawy, w której o szantaż oskarżony jest Cezary Kucharski?

Sport.pl ustalił, że jednym z ważniejszych dowodów w sprawie rzekomego szantażu, jakiego na Robercie Lewandowskim miał dopuścić się Cezary Kucharski, zajmie się teraz Biuro Ekspertyz Sądowych w Lublinie. To tam wysłano trzy telefony piłkarza, które od niemal roku krążą między instytucjami i ekspertami. 

Zobacz wideo Rozprawa Lewandowski - Kucharski. Pierwsze spotkanie w sądzie

Telefony Lewandowskiego w Lublinie na kluczowe badania

"Zgodnie z poleceniem sądu, Prokuratura Regionalna w Warszawie wysłała w dniu 9 maja 2024 roku oryginały nośników, czyli zabezpieczone telefony z rozmowami, do badania do Biura Ekspertyz Sądowych w Lublinie celem uzyskania ekspertyzy fonoskopijnej"- przekazał nam prok. Mirosław Jerzy Iwanicki.  

To reakcja na wydaną pod koniec marca decyzję sądu, który wskazał "istotne braki postępowania przygotowawczego" i dał prokuratorowi termin do 31 października na przeprowadzenie działań. Chodzi o uzyskanie opinii biegłego z zakresu fonoskopii, który będzie mógł rozstrzygnąć, czy nagrania rozmów są autentyczne i nie były modyfikowane.  

Czasu na dokonanie badań nie jest dużo, tym bardziej że prokuratura dostała postanowienie sądu miesiąc po jego wydaniu. Dopiero wtedy mogła podjąć działania. Po otrzymaniu telefonów, szybko wysłała je do Lublina, gdzie obiecano wartko zająć się sprawą.    

"Termin wyznaczony przez sąd, czyli do końca października 2024 roku, wg BES w Lublinie jest możliwy do dochowania" - dodał prokurator Iwanicki. To ważna dla sprawy informacja. Niedotrzymanie tego terminu mogłoby być kłopotliwe dla oskarżyciela, o czym informuje jeden z paragrafów artykułu 396a. kpk: 

§ 4. Jeżeli oskarżyciel publiczny w wyznaczonym terminie nie przedstawi stosownych dowodów, sąd rozstrzyga na korzyść oskarżonego wątpliwości wynikające z nieprzeprowadzenia tych dowodów. 

To oznacza, że jeśli do 31 października prokurator nie dostarczy opinii fonoskopijnej dotyczącej autentyczności nagrań, sąd nie będzie ich uważał za autentyczne. Do tego czasu eksperci mają też m.in. dostarczyć stenogramy z trwających w sumie ponad dwie godziny rozmów. Dlaczego sąd ponad rok po ruszeniu procesu poprosił o kolejną opinię w sprawie nagrań? 

Problemy z ekspertyzami

Uznał, że materiały i ekspertyzy przedstawione do tej pory mają pewne uchybienia. To mogła być też reakcja na wnioski i zastrzeżenia obrońców. Prokuratura w akcie oskarżenia podpierała się dwoma opiniami dotyczącymi kluczowych nagrań, które były analizowane z pendrive'a i płyty DVD, na które przeniesiono rozmowy. Pierwszą opinię wystawili specjaliści od fonoskopii z Laboratorium Kryminalistycznego w Poznaniu. "Nie ustalono śladów, które mogłyby świadczyć o tym, że nagrania powstały w wyniku stosowania technik montażu" - czytaliśmy w raporcie, ale ekspertka, która je przeprowadziła, napisała również, że nie może wykonać analizy wahań częstotliwości prądu sieci elektroenergetycznej. Ta analiza stanowi najbardziej wiarygodne badanie autentyczności zapisów cyfrowych. Ekspertka nie podjęła się zatem sformułowania "ostatecznego wniosku, że nagrania te są ciągłe, czyli autentyczne". Pendrive'y przesłano zatem do Biura Ekspertyz Sądowych w Lublinie, które miało zbadać m.in. wspomniany przydźwięk sieci energetycznej i uzupełnić poprzednią opinię. Tamtejsi eksperci poinformowali, że w nagraniach go nie wykryto. Dodali, że rolą osoby analizującej plik "nie jest dowodzenie autentyczności nagrania, tylko ujawnienie śladów wskazujących na jego nieautentyczność". Jeśli takich śladów nie ma, to nagranie powinno być rozpatrywane jako autentyczne.  

Gdy sprawa Lewandowski - Kucharski z powyższymi opiniami trafiła do sądu, ten zgodził się z wnioskiem obrony, by nagrania i same pliki cyfrowe poddać kolejnym ekspertyzom (informatycznej i fonoskopijnej). Wskazał, by tym razem uczynić to na urządzeniach źródłowych, czyli telefonach piłkarza. Sąd sam zlecił badania wybranym przez siebie placówkom. Kompletu ekspertyz nie udało mu się jednak uzyskać ani w krakowskim Instytucie Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna (tu uzyskano tylko opinię informatyczną), ani w Polskim Towarzystwie Kryminalistycznym PTK w Warszawie. Te placówki tłumaczyły się albo zwolnieniami z pracy swych ekspertów, ich chorobami lub po prostu "brakami kadrowymi". Opinia informatyczna wydana w drugim instytucie została przez sąd uznana za "niepełną" i poproszono o jej uzupełnienie. PTK ze sprawy się jednak wycofało. Sąd przekierował zatem analizowanie dowodów na prokuraturę. Ta zleciła badania (fonoskopię) do Biura Ekspertyz Sądowych w Lublinie, które już przy tej sprawie pracowało, choć tylko przy wątku szukania przydźwięku sieciowego. 

Odmienne zdanie stron o autentyczności nagrań

Reprezentujący Roberta Lewandowskiego prof. Tomasz Siemiątkowski komentujący dla nas sprawę kolejnych badań ostatnio przekazał nam, iż do tej pory "żadna z ekspertyz zleconych przez prokuraturę i sąd nie podważa autentyczności nagrań. Nie mamy wątpliwości, że kolejna ekspertyza fonoskopijna będzie tego dodatkowym potwierdzeniem". Dodał też, że "z uwagi na treść nagrań w interesie oskarżonego jest kwestionowanie materiału dowodowego". 

Strona Cezarego Kucharskiego rzeczywiście ten materiał kwestionuje. Ekspertyza opracowana dla Kucharskiego przez inż. Arkadiusza Lecha, specjalistę od analizy nagrań dźwiękowych i informatyki sądowej podkreśla, że kluczowe dla sprawy nagrania rozmów z Hotelu Kempiński i Restauracji Baczewski, które obecnie znajdują się na telefonach Huawei P30 i P40 (pracujących na systemie Android 10), nie mogły na nich powstać, gdyż były nagrywane telefonem Huawei P20 z Androidem 9 i potem poprzenoszone (również we fragmentach na nowsze modele). Przez to - według tej ekspertyzy - nagrania nie mogą być uznane za autentyczne, a telefon P20 został z kolei przywrócony do ustawień fabrycznych (zresetowany) i nie ma możliwości odczytać i dotrzeć do tego, co zawierał. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.