Scena, która wyraża więcej niż tysiąc słów. Konsternacja. Feio zaskoczył Żyletę

Goncalo Feio jest trenerem Legii Warszawa mniej niż dwa tygodnie, ale trzeba przyznać, że w tym czasie najlepiej prezentuje się z całego zespołu. To Portugalczyk najbardziej pokazuje charakter. Kibice powinni docenić zachowanie Feio po meczu ze Śląskiem Wrocław (0:0), kiedy podszedł pod samą Żyletę jako pierwszy. - Bycie liderem znaczy pokazać twarz, kiedy się przegrywa. Ja nie przyszedłem tutaj się chować, ja przyszedłem tutaj wygrywać - powiedział na pomeczowej konferencji prasowej.

Samo spotkanie Legii Warszawa ze Śląskiem Wrocław nie należało do tych atrakcyjnych i trzymających w ogromnym napięciu. Wynikało to w dużej mierze z tego, że drużyna ze stolicy Dolnego Śląska skupiła się na defensywie i grała tak, żeby tylko nie przegrać. Legia naciskała, dominowała, ale nie mogła znaleźć drogi do bramki.

Najciekawsze rzeczy działy się po gwizdku za sprawą Goncalo Feio, który stanął oko w oko z Żyletą, by podziękować jej za doping, ale spotkał się z bardzo chłodną reakcją najzagorzalszych fanów Legii.

Zobacz wideo Szok w Legii Warszawa! "Goncalo Feio musi zdać sobie sprawę"

Nie było pozytywnego odbioru Feio

Niewątpliwie Goncalo Feio żył tym meczem. Nie mógł usiedzieć na miejscu. Ciągle spacerował przy linii bocznej, gestykulował, pokazywał piłkarzom, gdzie mogliby zagrać lub się przesunąć, przejść, wyjść na pozycję, itd. Był w pełni zaangażowany w to, jak grają legioniści. Ale też nie było przesadnej ekspresji i egzaltacji z jego strony. Jego mowa ciała sugerowała, że jest pewny siebie, wierzy w zespół i przygotowany plan, który wymagał czasami delikatnych korekt. Chciał pomóc piłkarzom przez 90 minut.

Po zakończonym spotkaniu z ust Portugalczyka padły następujące słowa w programie "Liga+ Extra": - W pełni rozumiem rozczarowanie kibiców, natomiast dzisiaj Legia kontrolowała mecz, stworzyła wystarczająco dużo sytuacji, by ten mecz wygrać. Spełniła plan.

Ta wypowiedź nie spotkała się z pozytywnym odbiorem. W mediach społecznościowych dziennikarze i eksperci pisali wprost, że jeśli Legia nie wygrała, to plan nie mógł zostać zrealizowany, albo nawet nie zadziałał. Po takim występie byli negatywnie nastawieni do Feio, sugerując, że nie jest trenerem, który jest w stanie podnieść Legię z kolan. Nagle teksty w stylu "merytorycznie - top" poszły do kosza na śmieci, w zapomnienie.

Po dłuższym zastanowieniu wydaje się, że to była zła interpretacja. Feio chce takimi wypowiedziami budować zespół i udowodnić, że na treningach drużyna rozumie jego wizję futbolu i chce ją realizować w kolejnych meczach.

W podobnym tonie mówił na konferencji prasowej. - Spotkanie było pod naszą pełną kontrolą. Był to mecz, w którym mieliśmy sytuacje, w których mieliśmy szanse na bramki, i gdybyśmy je wykorzystali, bylibyśmy w zupełnie innych humorach. W piłce najważniejszy jest wynik i wszyscy jesteśmy rozczarowani. Śląsk nie był w stanie nam nic zrobić. Przez większość meczu byliśmy drużyną, którą każdy kibic chce zobaczyć. Od zeszłego tygodnia poprawiliśmy pressing, obronę. Neutralizowaliśmy przeciwnika, robiliśmy wszystko.

Scena, która wyraża więcej niż tysiąc słów

Najlepszy moment spotkania ze Śląskiem zdarzył się po końcowym gwizdku. Piłkarze padli na murawę i nie dowierzali, że nie udało się zgarnąć trzech punktów, co utrudnia walkę o europejskie puchary, o mistrzostwie Polski nie wspominając. Feio podszedł do rozczarowanych zawodników i motywował ich, że jeszcze nie wszystko stracone, bo zostało pięć meczów do końca.

Przez dłuższą chwilę trener rozmawiał z Markiem Gualem, po czym namówił zespół, by podziękował Żylecie za głośny doping. Zawodnicy podeszli pod trybunę, choć byli zrezygnowali, chcieliby jak najszybciej zapomnieć o straconej szansie. Na czele grupy był właśnie Feio. To, że przyszedł do kibiców jako pierwszy, nie było przypadkowe czy spontaniczne.

Po zachowaniu Portugalczyka widać, że ma on odwagę cywilną, potrafi przyznać się do błędów i wziąć odpowiedzialność za niepowodzenia. To szczególnie istotne w momencie, kiedy zespół gubi punkty, znów nie ma oczekiwanych wyników, a frustracja kibiców narasta. Zresztą sami kibice wydawali się być zaskoczeni postawą Feio w tym momencie.

To nie było dla trenera przyjemne spotkanie twarzą w twarz z Żyletą. Razem z piłkarzami słyszał głośne gwizdy, okrzyki "Legia grać, k***a mać" lub "Co wy robicie, wy naszą Legię hańbicie".

Świadomość cierpienia

Nie od razu Rzym zbudowano i widać, że Feio podchodzi do pracy w Legii właśnie z taką świadomością. Czeka go wiele pracy, nawet takiej u podstaw. Musi odmienić zespół, który jest wypalony współpracą z Kostą Runjaiciem i potrzebuje świeżego spojrzenia na piłkę. Zanim wróci na właściwą drogę, może minąć trochę czasu. Swoje w tym czasie trzeba będzie przecierpieć.

- Na tym polega bycie liderem. Proszę uwierzyć, jak będziemy wygrywać tytuły, a nie tylko mecze, to ja będę stać z tyłu. Bycie liderem znaczy pokazać twarz, kiedy się przegrywa. Ja będę to robił. Ja wiem, jak ta drużyna pracuje, co poświęca, żeby wygrać mecz. Wiem, jaka była ich reakcja na intensywność, na to co chcę robić. Nie tylko w trakcie meczu, bo ta drużyna chcę wygrywać zawsze. Ja nie przyszedłem tutaj się chować, ja przyszedłem tutaj wygrywać – jak nie wygrywam, jestem niezadowolony, dlatego rozumiem kibiców. Oni mają trenera, z którym mogą rozmawiać, którego mogą krytykować. Mogą wymagać ode mnie, od drużyny, a w trudnych momentach mogą porozmawiać - mówił Feio w odpowiedzi na pytanie Sport.pl o sytuację z kibicami.

Portugalczyk chce nie tylko zmienić taktykę Legii, co musi robić krok po kroku. Chce też wpłynąć na nastawienie, mentalność.

- Rozwój drużyny to nie tylko taktyka, a kwestia mentalności, tożsamości. Wiem, że wynik jest najważniejszy w piłce, ale jesteś bliżej zwycięstwa, jeśli twój poziom występu jest na określonym poziomie, w różnych obszarach. Praca, nieustępliwość, poświęcenie to pierwsze wartości, które każdy kibic chciałby zobaczyć w swojej drużynie. Tego nie można odmówić zespołowi. Ta drużyna bardzo chce, mocno pracuje w treningach i meczach, by wygrywać. To podstawy, które muszą z nami zostać, na zawsze. Piłka nożna to sport zespołowy – futbol w wydaniu Legii musi taki być - stwierdził w dalszej części odpowiedzi.

Feio już wie, co musi w Legii poprawić, jeśli chodzi o kwestie czysto piłkarskie. - Czy chciałbym, żebyśmy mieli na tyle dynamiki, żeby częściej wchodzić w pole karne? Tak. Ale to się osiąga pracą. Czy uważam, że nasze dośrodkowania w pole karne mogły kończyć się bramką? Tak. Czy chciałbym robić to częściej? Tak. Ale to się robi treningiem. Co do przyspieszenia - bardzo łatwo wejść w chaos, a takie mecze w ten sposób się przegrywa. Z punktu widzenia pozycji, gracz w ataku też musi myśleć, co się wydarzy, jak się straci piłkę - ocenił.

Specyfika pracy w Legii polega na tym, że tutaj trudno o czas na budowę drużyny. Feio musiałby być w takiej sytuacji jak Runjaić, kiedy przychodził do klubu latem 2022 r., kiedy "Wojskowi" nie grają w europejskich pucharach, mogą skupić się na lidze i rozwijać się z każdą kolejną kolejką bez większego parcia na szybki sukces.

Feio ma ten problem, że w Legii jest parcie na uratowanie podium (lub czołowej czwórki, jeśli Pogoń Szczecin wygra Puchar Polski i będzie w TOP 3 ligi) już w tym sezonie. Wszedł do zespołu w trudnym momencie i jeśli chce, by jego misja zakończyła się powodzeniem, musi być liderem z krwi i kości, elastyczny, umieć zarządzać kryzysową sytuacją i mieć jeszcze większy wpływ na piłkarzy. Ale potrzebuje też zaufania. Takimi zachowaniami jak po starcu ze Śląśkiem pokazuje, że mu zależy na zaufaniu nie tylko w szatni, ale też ze strony kibiców. Feio dąży do tego, by cały klub i wszystkie osoby z nim związanie w niego wierzyły i stały za nim murem. Wtedy łatwiej o stworzenie maszyny do wygrywania, którą ma być właśnie Legia Portugalczyka.

Czy Goncalo Feio wygra jakiekolwiek rozgrywki z Legią Warszawa?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.