Tureccy kibice mogli mieć do Fernando Santosa podobne zarzuty, co polscy - o nudny i przewidywalny styl gry - ale przynajmniej na początku jego pracy w Besiktasie przynosiło to skutki. Jedyną poważną wpadką była wysoka (0:4) porażka z Pendiksporem w trzecim meczu Portugalczyka w roli szkoleniowca.
Poważne kłopoty Fernando Santosa zaczęły się na początku marca. Jego Besiktas przegrał wtedy trzy mecze z rzędu - z Galatasaray, Gaziantepem i Antalyasporem - a wielkiej poprawy nie było też widać w kwietniu, gdy zespół dał radę jedynie zremisować w starciach z Basaksehirem i Samsunsporem. Ten ostatni mecz przypieczętował los szkoleniowca, choć jeszcze niedawno klub publicznie zapewniał, że wypełni on trwającą do 2025 roku umowę.
Tę serię meczów bez zwycięstwa udało się Besiktasowi przerwać już w pierwszym spotkaniu bez Fernando Santosa. Serder Topraktepe poprowadził zespół do wygranej 2:0 w piątkowym starciu z Ankaragucu. Jednym z bohaterów tego spotkania był Ernest Muci - były piłkarz Legii, który odszedł na początku lutego za 10 milionów euro. Albańczyk wyprowadził Besiktas na prowadzenie golem w 18. minucie.
Muci zdecydował się na oddanie strzału od razu po otrzymaniu podania od Gedsona Fernandesa i zdobył naprawdę ładną bramkę zza pola karnego. Bramkarz nawet nie zareagował.
Tym samym Albańczyk strzelił trzeciego gola w barwach nowego klubu i zapewnił swojej drużynie utrzymanie czwartego miejsca w tabeli po 33. kolejce. Besiktas w obecnym sezonie może liczyć najwyżej na brązowe medale, bo do trzeciego Trabzonsporu (52 pkt) traci obecnie jeden punkt. Nie ma jednak szans na zdobycie mistrzostwa. Tytuł trafi do Galatasaray (87 pkt) lub Fenerbahce (85 pkt). Do końca sezonu w lidze tureckiej zostało sześć kolejek.