Gigantyczna sensacja w polskiej lidze. Kapitalny gol i stał się cud

Dawid Szymczak
Górnik Łęczna rozgrywa najsłabszy sezon od dekady, ale porażka ze Stomilankami Olsztyn (0:1), najsłabszym zespołem w lidze, i tak była trudna do wyobrażenia. To wyraźny symptom kryzysu, w który wpadły trzykrotne mistrzynie Polski. - Sensacja - komentuje jednym słowem wynik niedzielnego meczu Aneta Galek, ekspertka kobiecej piłki.

Była 51. minuta, gdy komentujący to spotkanie Bartłomiej Lewtak, nieco znudzonym tonem, stwierdził: „Nie jest to porywający mecz, nie będę państwa czarował. Na razie oglądamy piłkarskie szachy". W tym samym momencie Gabriela Kędzia ustawiała piłkę około 35 metrów od bramki. Sandra Urbańczyk poprawiała ustawienie trzyosobowego muru. Ale najpewniej ona też nie spodziewała się strzału z tak dużej odległości. Kędzia użyła całej swojej siły. Nie szukała rotacji. Uderzyła prostym podbiciem i zaskoczyła bramkarkę Górnika Łęczna, która wprawdzie delikatnie odbiła piłkę, ale nie zdołała skierować jej poza bramkę. "Kto by pomyślał, że z tak daleka huknie jak z armaty?!" - dziwił się komentator relacjonujący to spotkanie dla klubu z Łęcznej.

Zobacz wideo Feio mówi o konfliktach z sędziami. "To są konkrety"

Można zadać kolejne pytania. Kto spodziewałby się, że Stomilanki zdołają utrzymać prowadzenie do końca meczu? Kto by się spodziewał, że Stomilanki akurat z Górnikiem Łęczna, który od lat utrzymuje się w ligowej czołówce, odniosą drugie zwycięstwo w tym sezonie? Kto by przypuszczał, że ich pierwszy ligowy gol od 12 listopada będzie tak spektakularny? Kto by uwierzył, że zespół, który do zera przegrał cztery ostatnie ligowe mecze - 0:3 ze Śląskiem Wrocław, 0:3 z GKS Katowice, 0:7 z Czarnymi Sosnowiec i 0:4 z SMS Łódź - przełamie się akurat w Łęcznej? Kto by przewidział, że Stomilanki akurat na terenie trzykrotnych mistrzyń Polski odniosą pierwsze zwycięstwo od 5 października? To sensacja, jakich mało.

"Jestem w szoku"

Niewiele było podobnych niespodzianek w tym sezonie Ekstraligi. Górnik to trzykrotny mistrz Polski, a Stomilanki są beniaminkiem, który najprawdopodobniej spadnie z Ekstraligi już po pierwszym sezonie. Po 16 kolejkach ma na koncie raptem siedem punktów (zremisował w pierwszej kolejce ze Śląskiem Wrocław, wygrał z przedostatnim w tabeli Medykiem Konin i w ostatni weekend pokonał Górnik). Strata do bezpiecznego miejsca także wynosi siedem punktów, a do rozegrania pozostało raptem sześć meczów. Trudno wyjaśnić sensację, do której doszło w Łęcznej, ale warto na nią spojrzeć w szerszym kontekście. 

- Górnik rozgrywa najsłabszy sezon, odkąd gra w Ekstralidze. Siedem porażek w sezonie? Ostatni raz przytrafiło się to w 2016 r. Ale wtedy Górnik przegrał siedem meczów z 27. Teraz ma siedem porażek już po 16. kolejce - wylicza Aneta Galek, ekspertka kobiecej piłki. 

- Górnik od sezonu 2011/12 nie schodzi z podium, a teraz jest na siódmym miejscu. W zespole jest sporo kontuzji, w niedzielę zawieszone były Oliwia Rapacka, która jest kapitanką i Jagoda Cyraniak, grająca w podstawowym składzie. Brakowało też Julity Głąb i Aleksandry Posiewki. Na ławce rezerwowych siedziały głównie młode piłkarki, niezbyt doświadczone na poziomie Ekstraligi, ale trudno tym tłumaczyć porażkę. Na boisku były zawodniczki ograne. Jestem w szoku, bo nie pamiętam tak bezsilnego Górnika. Ma problem ze skutecznością, ale też z budową akcji. I trzeba przyznać, że w niedzielnym meczu to po stronie Stomilanek było widać większą chęć i zadziorność. Przypomniał mi się też mecz sprzed roku, który Górnik rozegrał w Koninie z Medykiem. Wtedy skończyło się bezbramkowym remisem, ale pojawił się w tamtym meczu moment, w którym nikt z Górnika nie miał siły biegać. Nawet Oliwia Rapacka, która słynie z dobrego przygotowania fizycznego, jest bardzo szybka, miała wówczas problemy z wyprzedzeniem rywalki. Teraz wygląda to podobnie - analizuje Galek.

Stomilanki Olsztyn mają problemy nie tylko na boisku. PZPN prowadzi postępowanie

Na początku marca w serii głośnych tekstów opisaliśmy kulisy funkcjonowania Stomilanek Olsztyn. Było tam niemal wszystko: niewypłacanie pensji, niejasne kary, konflikty z zawodniczkami i skandal obyczajowy. PZPN zaraz po publikacji odwołał Dariusza Maleszewskiego, prezesa i trenera Stomilanek, z Komisji ds. Piłkarstwa Kobiecego PZPN. Sprawą zajęła się komisja dyscyplinarna PZPN, która prowadzi postępowanie wyjaśniające i wciąż prosi o kontakt wszystkie pokrzywdzone piłkarki Stomilanek. 

Stomilanki pierwszy raz w historii grają na najwyższym poziomie. - Nie radzą sobie dobrze w elicie. Beniaminkowie zazwyczaj mają problemy, ale choćby Rekord Bielsko-Biała, który awansował razem ze Stomilankami na razie jest nad strefą spadkową i prawdopodobnie zdoła się utrzymać. Orlen Gdańsk w pierwszym sezonie też się utrzymał, wcześniej GKS Katowice także. To się zdarza. Stomilanki zawsze były zespołem bardzo niewygodnym. Nikomu nie grało się z nimi przyjemnie. Po piłkarkach było widać zawziętość. W niedzielnym meczu dużą różnicę zrobiła Jayda Brown, która ostatnie pół sezonu spędziła w Górniku Łęczna. Rzadko jednak pojawiała się na boisku i chyba wszyscy w Łęcznej zdziwili się, że potrafi grać na takim poziomie - uśmiecha się Galek.

Górnik Łęczna rozczarowuje. Spadnie z podium pierwszy raz od 2012 roku?

Górnik to zupełnie inna bajka. W ostatnich latach regularnie utrzymywał się w ligowej czołówce. W 2018, 2019 i 2020 roku zostawał mistrzem Polski. W ostatnich dwóch sezonach kończył jako wicelider, a od 2012 roku nie schodził z ligowego podium. W tym czasie dwukrotnie zdobywał też Puchar Polski. Ten sezon jest jednak wyraźnie słabszy. Po 16. kolejkach Górnik jest na siódmym miejscu w tabeli. Siedem razy wygrał, siedem razy przegrał i dwa razy zremisował.

- Wyniki są i zaskakujące, i rozczarowujące. Trudno powiedzieć, czy w ostatnich latach to Górnik się osłabił, czy reszta zespołów zrobiła takie postępy. Pewnie prawda leży pośrodku. Z Górnika co roku odchodzi multum piłkarek, w tym te najważniejsze. Przed tym sezonem odeszło siedem zawodniczek z pierwszego składu - część za granicę, a z częścią klub się nie dogadał. Z trzech zawodniczek, które w zeszłym sezonie strzelały najwięcej goli, została tylko Klaudia Fabova. Klaudia Lefeld gra w Szwajcarii, a Klaudia Miłek w Czarnych Sosnowiec - mówi Galek. 

- I dotychczas było tak, że mimo odejść ważnych piłkarek, Górnikowi udawało się pozostać na podium. Teraz najwyraźniej, że przyszedł moment, w którym te straty były za duże. Dzisiaj łatwiej polskim piłkarkom wyjechać za granicę, więc polskie kluby muszą bardziej się postarać, by namówić je do pozostania w Ekstralidze. Nie zapominajmy też, że po meczu z SMS Łódź zmienił się trener. Roberta Makarewicza zastąpił Patryk Błaziak. Każdy zespół potrzebuje czasu, by dostosować się do nowych pomysłów i wymagań. Czasami więcej, czasami mniej. W przypadku Górnika, jak widać, potrzeba go więcej. Ale trzeba też docenić rywali. GKS Katowice wygląda bardzo dobrze, Pogoń Szczecin też rozgrywa świetny sezon, mimo zadyszki w ostatnich meczach - zauważa Galek.

Kto zatem może zostać mistrzem Polski? GKS Katowice ma trzy punkty przewagi nad drugą Pogonią Szczecin. - Chciałabym, żeby emocje trzymały do końca, ale GKS ma dogodny terminarz, więc może okazać się, że już nie straci punktów. Jest w dobrej formie. Drużyna ma też dużą wiarę w siebie, co w newralgicznej części sezonu może mieć spore znacznie. Pogoń jest natomiast sensacją tego sezonu, bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Latem, widząc transfery, można było się spodziewać, że powalczy o coś więcej niż dotychczas, ale raczej nikt nie przypuszczał, że tak długo będzie liderem. Teraz pojawił się pierwszy kryzys, ale myślę, że Pogoń szybko wyjdzie na prostą i będzie dotrzymywała kroku GKS-owi - przewiduje Galek.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.