Turcy wieszczą wielki transfer Szymańskiego. "30 milionów"

Sebastian Szymański zanotował ostatnio pierwszy kryzys formy w barwach Fenerbahce. Dość długo nie wpisywał się na listę strzelców, a dopiero na początku kwietnia po paru tygodniach przerwy zaliczył asystę. Gdy tylko pojawił się dołek, pojawiły się pierwsze słowa krytyki w jego kierunku. Jeden z tureckich dziennikarzy uważa jednak, że i tak "zdecydowanie przekroczył oczekiwania". Dodatkowo wyjawił, za ile Szymański zostanie sprzedany.

Sebastian Szymański przeniósł się w lecie za niespełna 10 mln euro z Dynamo Moskwa do Fenerbahce i błyskawicznie stał się gwiazdą całej ligi. Jego liczby i statystyki sprawiły, że zaczęło się robić o nim głośno, a największe kluby Europy podjęły próbę jego sprowadzenia. Wszystko wskazuje na to, że blisko dopięcia transferu jest SSC Napoli, które widzi w nim następcę Piotra Zielińskiego

Zobacz wideo Bartłomiej Bołądź po wygranej w Lublinie: Nastawiamy się na drugie bardzo ciężkie spotkanie

Jak się okazało, fantastyczna forma Polaka rozbudziła apetyty tureckich dziennikarzy. Gdy tylko ostatnio pojawił się pierwszy kryzys formy, to bardzo szybko mu go wytknęli. - Od tygodni ten chłopak nie strzelił ani jednego gola - zaznaczył Serdar Ali Celikler. Zasugerował również, że nasz zawodnik trafia do siatki tylko przeciwko słabym zespołom.

Co za słowa o Szymańskim. Turecki dziennikarz nie ma wątpliwości

Krytycznych głosów w kierunku Polaka jest jednak niewiele. Dużo więcej spływa na niego pochwał, a taką właśnie posłał dziennikarz Arda Erol. - Myślę, że nie tylko ja, nawet Ismail Kartal (przyp. red. trener Fenerbahçe) nie spodziewaliśmy się tego (kryzysu - red.) - przekazał dla WP Sportowe Fakty.

- Nie strzelił gola w ostatnich 12-13 meczach, ale nadal ma 12 goli i 15 asyst. Zdecydowanie przekroczył oczekiwania, szczególnie jeśli chodzi o występ w pierwszej połowie sezonu. Oprócz zdobywania bramek na pierwszy plan wysunął się także jego wkład w obronę. Jego waleczna gra i ambicja bardzo podobają się fanom - dodał.

Erol podkreślił, że Szymański jest bardzo produktywnym zawodnikiem w ataku, gdyż strzela gole, asystuje, ale potrafi również grać w wysokim pressingu. Bardzo dobrze "bije" też stałe fragmenty gry. Mimo to ma pewne braki.

- Musi poprawić siłę fizyczną, co przy metodach treningowych stosowanych w naszym kraju nie będzie łatwe. To może być największy problem zawodników ligi tureckiej. Na przykład Arda Guler, Sacha Boey i Yunus Emre Konak (w styczniu Sivasspor do Brentford) odnieśli kontuzje wkrótce po transferach - oznajmił.

Szymański nie trafi do dużego klubu. Może zostać jednak sprzedany za 25-30 mln euro

Zdradził też nieoczywisty powód, dlaczego Polak został tak dobrze przyjęty w Fenerbahce. Choć ostatnio ma gorszy okres, to wciąż jest jednym z ulubionych zawodników kibiców. - Interesował się nim także największy rywal - Galatasaray, ale podpisał kontrakt z rywalem zza miedzy. To sprawiło, że fani od pierwszej chwili poczuli do niego sympatię. Potem zaczął grać i w krótkim czasie podbił serca kibiców zarówno swoimi występami, jak i bramkami - wyjaśnił.

Nie ma żadnych wątpliwości, że zbliżające się Euro 2024 może być szansą dla 24-latka na głośny transfer.  Aby tak się stało, musi jednak zaprezentować się na miarę oczekiwań. Niedawno stracił miejsce w składzie Michała Probierza, ale nie wszystko jeszcze stracone. 

- Jeśli pozostanie w przyszłym sezonie, zagra w Lidze Mistrzów. Kluby pokroju Manchesteru City, Realu Madryt, czy Bayernu Monachium to nierealny scenariusz na transfer, ale myślę, że może grać dla takich drużyn jak Tottenham, Napoli czy Leverkusen. Fenerbahce prawdopodobnie sprzeda Ferdiego Kadioglu, więc może nie będzie chciało stracić dwóch ważnych zawodników. Jeśli będzie jednak oferta za 25-30 mln euro, to Szymański być może zostanie sprzedany - podsumował.

Po 31. kolejkach Super Lig Fenerbahce zajmuje drugie miejsce w tabeli z dorobkiem 82 pkt. Do liderującego Galatasaray traci dwa punkty, a do końca rozgrywek pozostało siedem spotkań.

Czy Sebastian Szymański odejdzie w lecie z Fenerbahce?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.