Piłkarz ujawnił szokujące praktyki polskiego klubu. "Powiedziano mi, bym siedział cicho"

- Powiedziano mi, bym siedział cicho, bo inaczej nie dostanę pieniędzy - wyznał w rozmowie z TVP Sport Kentaro Arai. Japończyk przyjechał do Polski grać w piłkę i wytrzymał niespełna półtora roku. Twierdzi, że został oszukany przez KKS Kalisz, który nie płacił mu pensji. Długo nie miał z czego żyć i utrzymywał się dzięki pomocy kibiców. Teraz ujawnił, jak potraktował go klub.
Kentaro Arai
https://www.youtube.com/watch?v=DdZ-q9tLYR8

Kariera Kentaro Araia w Polsce może wyglądać dość zaskakująco. Japończyk pojawił się w naszym kraju w listopadzie 2022 r., kiedy to związał się z III-ligowym GKS-em Wikielec. Po zakończeniu sezonu przeniósł się szczebel wyżej, do KKS-u Kalisz, gdzie spędził nieco ponad pół roku, a dosłownie tuż przed zamknięciem zimowego okienka odszedł do Stomilu Olsztyn. Tam wytrzymał niecały miesiąc i pod koniec marca wrócił do Japonii. Co takiego się stało? Piłkarz opowiedział o wszystkim w rozmowie dla TVP Sport.

Zobacz wideo Bartłomiej Bołądź po wygranej w Lublinie: Nastawiamy się na drugie bardzo ciężkie spotkanie

Japończyk nie miał z czego żyć. "Nie dostawałem wypłaty". Kazali mu odejść.

Okazuje się, że Arai nie planował transferu do Stomilu, ale pięć dni przed końcem okienka kazano mu poszukać nowego klubu. - Musieliśmy trochę uszczuplić budżet płacowy, a na pozycji, na której występuje Kentaro, chcemy postawić na młodszych zawodników, bo istotne są dla nas również pieniądze z Pro Junior System - tłumaczył Paweł Ozga, trener KKS-u we wcześniejszej rozmowie z TVP Sport.

Problemy finansowe klubu z Kalisza dały się we znaki piłkarzowi znacznie bardziej. - Przez trzy miesiące nie dostawałem wypłaty. Nie miałem pieniędzy na życie. Gdyby nie pomoc kibiców, to nie przetrwałbym. Dziękuję im z całego serca - zdradził Japończyk. Okazuje się, że fani organizowali dla niego specjalne zrzutki, żeby mógł się utrzymać.

Skandal w KKS-ie Kalisz. Piłkarz ujawnia. "Powiedziano mi, bym siedział cicho"

25-latek ujawnił także, że klub składał piłkarzom bardzo niekorzystne propozycje, by rozwiązać problem zaległych wypłat. Jak przyznał, chodziło o otrzymanie jednej miesięcznej pensji i dogranie sezonu za darmo, na co nikt się nie godził. - Gdy dobijali się do mnie dziennikarze i pytali o problemy w klubie, to powiedziano mi, bym siedział cicho, bo inaczej nie dostanę pieniędzy i nie będę grał. Byłem przerażony. Nie rozumiałem tego - dodał.

Na domiar złego, gdy Arai upominał się o swoje, traktowany był w sposób wyjątkowo perfidny. - Gdy pytałem, co z pieniędzmi, za każdym razem słyszałem od prezesa Roberta Trzęsały, że będą na koncie za tydzień. I tak w kółko. Nawet gdy odszedłem, to do niego zadzwoniłem. I co powiedział? Że pieniądze będą za tydzień. Jak się okazało, to jego już nie było, a na dodatek zablokował mój numer - opowiedział.

Krótka przygoda Araia z kolejnym klubem - Stomilem - zakończyła się rozwiązaniem kontraktu za porozumieniem stron. Sprawa z KKS-em nie do końca jest jeszcze rozwiązana. Z odpowiedzi biura prasowego na pytania TVP Sport wynika, że kaliszanom pozostała do zapłacenia jeszcze jedna rata zaległych pieniędzy dla Japończyka. Z kolei z resztą piłkarzy udało się dojść do porozumienia na innych warunkach.

Więcej o: