Tylko jemu kibice Legii podziękowali za mecz. A co robi zarząd? Coś niewytłumaczalnego

Magik, czarodziej, cudotwórca, specjalista od wielkich meczów i zagrań, których nie spodziewa się absolutnie nikt. Jest jak wino - im starszy, tym lepszy. Jego ostatnie wypowiedzi można traktować jako głośne apele o to, by władze Legii Warszawa dały mu nowy kontrakt, a te jednak nie robią żadnego ruchu. Patrząc na to, co Josue wyczyniał w meczu z Jagiellonią Białystok (1:1), to Legia nie może sobie pozwolić na jego utratę i odejście po sezonie. To byłby jeden z najcięższych grzechów popełnionych przez Dariusza Mioduskiego i Jacka Zielińskiego.

Po meczu Legii Warszawa z Jagiellonią Białystok jedno jest pewne - "Wojskowi" mają najgorszy okres już definitywnie za sobą. Rozpędzili się, wrócili na dobre tory. Zwycięstwo z liderem PKO Ekstraklasy mogłoby być czymś w rodzaju dopalacza na ostatnie mecze sezonu. Ale jest remis, który utrzymuje nadzieje na europejskie puchary. Spory wkład w grę Legii znów miał Josue, a jego znakomita gra z "Jagą" powinna być powodem do zwrotu akcji ws. rozmów kontraktowych.

Zobacz wideo Michał Probierz odpowiada na głośny tekst Sport.pl. Mocna polemika. "Dobrze, że się prześlizgnęliśmy"

Josue znów był czarodziejem

Josue potrafi czynić swoją lewą nogą prawdziwe cuda i arcydzieła, jak artysta z krwi i kości. Widzisz go z piłką przy nodze, to już wiesz, że Legia stworzy tą akcją zagrożenie. Asysta przy bramce Marca Guala była zagraniem najwyższej klasy. Była jak krytyczne uderzenie w grach komputerowych, kiedy zabierasz przeciwnikowi znacznie więcej punktów życia niż zazwyczaj. Sam Hiszpan później mówił, że lewa noga Josue jest jedną z najlepszych, jaką widział w swoim sportowym życiu.

W kolejnych fragmentach pierwszej połowy to Portugalczyk nadawał tempo i intensywność gry, W drugiej części spotkania, kiedy Legia skupiła się na defensywie, Josue chciał uruchamiać każdą kolejną kontrę. Inna sprawa, że koledzy tutaj zawodzili.

Josue kolejny raz udowodnił, że ma zdolności i umiejętności, by być liderem na boisku i w szatni. Znów ciągnął za uszy praktycznie cały zespół, by nie odpuszczał, pokazał przed kibicami charakter i duszę wojownika. By piłkarze byli tymi "Warriors" z przedmeczowej odprawy.

Statystyki Josue z meczu z Jagiellonią są naprawdę dobre. Skuteczność podań na poziomie aż 93 proc., do tego miał aż cztery kluczowe zagrania i dwie stworzone okazje. Wygrał większość pojedynków, zanotował zaledwie kilka strat, co dla zawodników grających na jego pozycji nie jest standardem.

Josue jest piłkarzem, do którego praktycznie nie da się mieć większych pretensji za grę na przestrzeni całego sezonu. Nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Regularny, cały czas w dobrej lub bardzo dobrej dyspozycji. Bez niego nie byłoby całkiem udanej kampanii Legii w europejskich pucharach. Bez niego stołeczni nie byliby w walce o czołowe miejsca w lidze.

Wszyscy uwielbiają Josue, tylko nie zarząd

Portugalczyk ma posłuch i autorytet w szatni, uznanie ze strony trenera, jest do tego uwielbiany przez kibiców. Kosta Runjaić otwarcie mówił, że nowy kontrakt absolutnie należy się Josue i gdyby to zależało od Niemca, gwiazdor Legii dostały gotową umowę do podpisania już dawno temu. Dla fanów jest idolem i magnesem, m.in. dla niego przychodzą na mecze, by podziwiać jego finezję i boiskowy spryt. Dziennikarze i eksperci także podziwiają Josue za szeroki pakiet posiadanych umiejętności piłkarskich, zachwycają się każdym jego występem. Portugalczyk jest dziś na poziomie nieosiągalnym praktycznie dla całej ekstraklasy.

Można być bardzo mocno zdziwionym, jeśli ciągle słyszy się o milczeniu ze strony władz Legii ws. nowego kontraktu Josue. Patrząc na jego formę, jakość, pozycję w zespole i wśród kibiców, nie można pozwolić sobie na taką opieszałość i zamiatanie tematu pod dywan. Sytuacja kontraktowa frustruje samego Josue i jego rodzinę.

- Moje życzenia zna moja rodzina. W tym roku moje marzenia się nie spełnią, bo to nie ode mnie zależy. Żeby zostać w jednym miejscu, musisz czuć szacunek od wszystkich ludzi. Czasami mam wrażenie, że niektórzy nie doceniają tego, co robię. Nie wiem, co mnie czeka. Jeśli odejdę z Legii, będę dumny z tego, co tu osiągnąłem - wypalił Portugalczyk kilka dni temu po wygranej Legii z Górnikiem Zabrze (3:1). I nie ma co mu się dziwić. Do końca sezonu pozostało zaledwie siedem kolejek, a Josue nie wie, co będzie robić po zakończeniu rozgrywek.

Portugalczyk w każdym kolejnym meczu daje pretekst do tego, by z nim rozmawiać o wspólnej przyszłości. Zawsze jest najlepszym lub jednym z najlepszych na boisku. Wykręca liczby, ma kapitalne statystyki, zespół i trener mu ufają. Do tego kibice skandują jego imię na całe gardło. Portugalczyk był jedynym, któremu podziękowali za grę. Ale najwidoczniej to nie są wystarczające powody dla władz Legii, co wydaje się wręcz abstrakcyjne.

Jeśli Legia chce myśleć o rozwoju swojego projektu, to ma moralne prawo, a wręcz obowiązek, by utrzymać Josue w składzie z takim samym statusem jak teraz. Pod względem sportowym nie stać jej na rezygnację z takiego piłkarza, który jest ikoną dzisiejszej drużyny i chce odcisnąć swoje piętno jeszcze bardziej. Drugiego takiego rozgrywającego nie znajdą ot tak po prostu, na pstryknięcie palca.

Jacek Zieliński opowiadał w grudniu, że "istnieje ryzyko przy podpisywaniu kontraktu ze starszym zawodnikiem". Ale w przypadku 33-latka trudno mówić o ryzyku, skoro jest najlepszym piłkarzem zespołu i nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić.

Josue nie jest problemem

Od dawna wiadomo, że Portugalczyk to gracz charaktery, z ambicjami, zadziorny, uwielbiający błyszczeć. Ma w sobie pierwiastek egoisty i narcyza, ale psychologia mówi, że istnieje coś takiego jak zdrowy egoizm, bo każdy z nas ma pełne prawo troszczyć się o swoje potrzeby, pragnienia i cele. Ale każdy z nas momentami też bywa narcystyczny, szczególnie kiedy przeżywamy nieustające pasmo sukcesów, które utrzymuje nas w przekonaniu o swojej wyjątkowości.

Josue ma trudny charakter, z tego zdają sobie sprawę wszyscy. Chce mieć ogromny wpływ na losy drużyny. Zależy mu tym, by działo się wokół niego bardzo dużo, ale chętnie pomaga innym i ich wspiera. To idealnie pokazała seria reportaży Łukasza Olkowicza na łamach "Przeglądu Sportowego", kiedy zajrzał za kulisy funkcjonowania Legii.

- Jak na coś się uprze, a ktoś ma inne zdanie, nie bierze tego pod uwagę. Rację ma on. Nie przegadasz go nigdy w życiu. Za to prywatnie idziesz z nim na obiad i jest rewelacyjnym gościem. Tylko na boisku jakiś diabeł w niego wstępuje - opowiadał Mateusz Wieteska.

- W szatni jest pozytywną osobą, zabawną i raczej nie ma z nim większych problemów. Za to ta boiskowa twarz jest fatalna dla rywali. Myślę, że w Ekstraklasie nikt go nie lubi, a niektórzy wręcz nienawidzą - komentował Bartosz Slisz. To tylko wybrane wypowiedzi, ale dość mocno oddają obraz Josue jako człowieka i piłkarza.

Legia potrzebuje piłkarzy z takim temperamentem jak Josue. Zresztą nie tylko stołeczni, ale cała polska piłka klubowa. Kibice uwielbiają postaci niejednoznaczne, krnąbrne, które potrafią okazać całą gamę emocji - od miłości i oddania dla klubu i innych, aż po czystą, sportową złość. Chcą czcić królów piłkarskiej dżungli. A tak silna pozycja u fanów wydaje się być argumentem nie do przebicia w dyskusjach kontraktowych.

Legia miała wzloty i upadki, przeżyła dołek formy zimą, ale przez cały ten czas Josue błyszczał. Portugalczyk nie jest źródłem wszelkich problemów Legii. One leżą zupełnie gdzie indziej, być może są zakorzenione głębiej w klubie. Rozwiązanie ich może odblokować potencjał legionistów, bo go niewątpliwie mają. Josue, jeśli pozostanie, może być kluczem do tego. To lider zespołu, któremu trzeba zapewnić balans. Powinien mieć trochę przestrzeni na bycie sobą, ale też nie może być większy od szatni i klubu. Jeśli Kosta Runjaić, Dariusz Mioduski i Jacek Zieliński odnajdą równowagę dla Portugalczyka, to cała machina ruszy na pełnych obrotach i będzie nie do zatrzymania.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.