"Mieliśmy najsłabsze ogniwo, tykającą bombę, która mogła wybuchnąć w każdej chwili i ranić całą polską kadrę. Gra Bednarka była bardzo, ale to bardzo "elektryczna". Bez wsparcia Przemysława Frankowskiego i środkowych pomocników nie poradziłby sobie z Brennanem Johnsonem. Każda interwencja, każdy pojedynek z udziałem Bednarka przyspieszał bicie serca i powodował podwyższenie poziomu hormonu stresu. Wybicia i wślizgi były niepewne, dawał się objeżdżać, jednocześnie był najczęściej grającym obrońcą do bramkarza. Praktycznie nie posyłał piłek do przodu. Przeciwko Walii swoją grą przyprawiał o palpitacje serca" - komentował po meczu z Walią Marcin Jaz, dziennikarz Sport.pl, analizując grę defensywy.
90 minut z Estonią, 78 minut z Walią - tyle zagrał Jan Bednarek w marcowych meczach reprezentacji Polski. Panowała opinia, że był najsłabszym graczem bloku defensywnego. Od dłuższego czasu jego renoma wśród kibiców nie jest zbyt dobra. Powszechnie uznaje się go za najmniej pewny punkt obrony kadry narodowej od lat.
"Elektryk wysokich napięć, ale nie można mu zarzucić jakiegoś większego błędu. Niczego nie zawalił, był dokładny z piłką, ale momentami balansował jak artysta w cyrku na nitce do szycia nad 20-metrową przepaścią. Bardzo dużo ryzykował" - ocenił Jakub Seweryn po meczu z Walią.
Zdaniem Wojciecha Szczęsnego jakakolwiek krytyka w stronę Bednarka za te dwa mecze jest niesłuszna i nieobiektywna, bo jest oparta tak naprawdę o wszelkie opinie nt. gracza Southampton, które padły w ostatnich latach.
- Uważam, że reputacja jest dzisiaj wyjątkowo ważna w piłce nożnej od zewnątrz. Jak ktoś w jakiś sposób dorobił się reputacji tego, któremu nie idzie, to nawet jak wcale tak nie jest, to potem dopatrują się niektórych rzeczy. Wczoraj zresztą o tym rozmawialiśmy. Uważam, że w dwóch meczach Janek w ogóle nie zagrał źle, nie popełnił jakichś błędów. A potem widziałem, że wszyscy dobrze, tylko znowu ten Bednarek - powiedział bramkarz Juventusu w rozmowie z Łukaszem Wiśniowskim na kanale Foot Truck.
Według golkipera reprezentacji Polski inni popełnili gorsze błędy, także on sam. Przekonuje też, że zmiana Bednarka została faktycznie poprzedzona kontuzją i nie ma nic wspólnego z oceną jego gry, Jest zdania, że to dobrze, że sam Bednarek zgłosił potrzebę zmiany.
- Znalazłem ze czterech-pięciu, którzy popełnili dużo większe błędy, ze mną włącznie. A spada na Janka, bo Janek. Nie ma innego powodu. Zszedł z jakąś tam drobną kontuzją w meczu z Walią. Uważam, że to jest całkiem odpowiedzialne zachowanie, kiedy czujesz, że nie dojeżdżasz. Zgłosił i poszedł do zmiany. A nagle czytam, że on zszedł, bo słabo grał. No nie! Zszedł, bo jest doświadczonym zawodnikiem i wiedział, że w tym momencie fizycznie nie jest w stanie pomóc zespołowi i lepiej będzie, jak wejdzie ktoś za niego. Jakby zszedł ktokolwiek inny, to nikt by nie zapomniał, że miał uraz. A że to był Janek, to wszyscy zapominają - ocenił.
Sporo uwagi poświęcono sytuacji z 59. minuty, kiedy Bednarek zostawił piłkę Szczęsnemu, a nagle zza pleców obrońcy wybiegł Harry Wilson. Obwiniano wówczas stopera Southampton o nieodpowiedzialne zachowanie i brak orientacji. Szczęsny bierze jednak winę na siebie, bo to był jego pomysł, by zostawić mu piłkę.
- Ja uważam, że Janek powinien robić to, co robi. Lubię z Jankiem grać. Raz odpaliliśmy w tym meczu, ale to z mojej winy. Krzyknąłem mu, żeby zostawił piłkę, on zostawił, ja wyszedłem, piłkę wykopałem. Okej, było jak na zamieszanie, ale sytuacja została wyjaśniona. Pomińmy, że był faul nawet, mniejsza z tym. I nagle ktoś mówi o elektrycznym Bednarku. Bo nagle posłuchał własnego bramkarza? On byłby elektryczny, gdybym ja wychodził, a on by wykopał ją na aut. To jest takie gadanie dla gadania - podsumował.
Reprezentacja Polski zagra w fazie grupowej Euro 2024 z Holandią (16 czerwca w Hamburgu), Austrią (21 czerwca w Berlinie) i Francją (25 czerwca w Dortmundzie).