O tym, że wywiad z Alvesem w końcu się pojawi, było wiadomo już wcześniej. Według informacji, które podano w programie "Fiesta", Brazylijczyk zgodził się na dużą rozmowę z jednym z brazylijskich magazynów. To właśnie on miał wpłacić milion euro kaucji, dzięki której Alves mógł opuścić areszt.
Na tę rozmowę - w której udział ma wziąć też jego żona Joana Sanz - trzeba będzie jeszcze poczekać. Na razie Alves spotkał się z dziennikarzem hiszpańskiej gazety "El Periodico" przy okazji wizyty w sądzie, którą musi odbywać raz w tygodniu w ramach warunków, zgodnie z którymi wypuszczono go na wolność. - Muszę to robić. Każdego piątku idę do sądu i tyle. Nie mam wiele do roboty - wyjaśnił w trakcie rozmowy.
Dziennikarz zauważył, że piłkarz mimo wszystko nie jest bankrutem - złożył zamówienie na łączną kwotę 223 euro. Swoją obecną sytuację Alves porównał do... meczu piłkarskiego. - Mam do zagrania spotkanie w sądzie - powiedział. Nie wie jednak, jak długo potrwają formalności związane z apelacją. Wypowiedział się też na temat swojego pobytu w więzieniu.
- Gdzie nie pójdę, tam przetrwam. Zawsze się dostosuję, bo dla mnie to nie miejsce decyduje o tym, kim jest człowiek, a człowiek o tym, jakie jest miejsce - powiedział.
Co teraz czeka Alvesa? Jeżeli przegra apelację, to wróci do więzienia, bo w pierwszej instancji został skazany na 4,5 roku za gwałt, którego miał się dopuścić pod koniec 2022 roku. W oczekiwaniu na ostateczny werdykt pozostają mu wypady do restauracji, imprezy i regularne pojawianie się w budynku barcelońskiego sądu.