Zbigniew Boniek i Cezary Kucharski zdecydowanie nie pałają do siebie sympatią. - Do tego kotła z problemami Lewandowskiego zaczyna wrzucać wszystkich: Stanowskiego, Basałaja, Bońka. On ocenia wszystkich - tak były prezes PZPN skomentował jeden z wywiadów Kucharskiego. Obaj nie szczędzą sobie złośliwości również w mediach społecznościowych, o czym przekonaliśmy się po raz kolejny.
"Usiadłem w samolocie, a tam niespodzianka… Roman Kołtoń obok mnie siedzi. Nie wiem, jak wytrzymam trzygodzinny lot, jak będzie ciągle o Zibim" - napisał Kucharski na Twitterze. A potem dodał: "Jeszcze nie wystartowaliśmy, a już o Zibim było. To musi być miłość". W ten sposób ironicznie nawiązał do bliskiej znajomości Kołtonia z Bońkiem, objawiającej się choćby tym, że pierwszy z nich często zaprasza drugiego do swojego programu "Prawda Futbolu".
Na odpowiedź byłego prezesa PZPN nie trzeba było długo czekać. "Lepsze to niż o firmach w rajach podatkowych" - odpowiedział. To oczywiście nawiązanie do głośnego sporu pomiędzy Kucharskim a Robert Lewandowskim, w którym 52-latek oskarżał piłkarza i jego żonę o oszustwa podatkowe. Z czasem to jemu prokuratura zarzuciła próbę wymuszenia 20 mln euro w zamian za milczenie o rzekomych oszustwach podatkowych Lewandowskich. Postępowanie sądowe trwa.
Wpis Bońka spotkał się z jednoznacznymi reakcjami internautów. "Nokaut", "Forma mutant", "Przemoc wyrządzona prawdą", "W nocy dobry piłkarz (nawiązanie do pseudonimu "Bello di notte", jaki Włosi nadali Bońkowi - red.), za dnia bohater Twittera" - pisali.
Niedawno Kacper Sosnowski ze Sport.pl opisał, że sprawa Lewandowskiego i Kucharskiego stanęła w miejscu. To dlatego, że pojawił się problem z potwierdzeniem autentyczności nagranych rozmów, stanowiących kluczowy dowód w sprawie. "Po tym, jak z ekspertyzy fonoskopijnej wycofał się Instytut Sehna w Krakowie, sprawę miało wziąć Polskie Towarzystwo Kryminalistyczne. Najpierw poinformowało sąd, że analiza zajmie im rok, potem, że jednak nie podejmie się badań" - czytamy.
Kucharski może się natomiast cieszyć z wyroku, jaki zapadł w innej sprawie. Chodziło o jego spór z Cracovią dotyczący prowizji (w wysokości 10 procent) od transferu Bartosza Kapustki do Leicester City. Sąd zdecydował, że krakowianie będą musieli wypłacić prowizję nie z sumy 2,5 mln euro (tyle wyniosła pierwsza rata od Anglików), tylko 5 mln euro. Do tego dojdą odsetki.