- To jest poligon doświadczalny, który selekcjonuje sędziów, czy nadają się do tego zawodu, czy też nie. Na B-Klasie bywa dziko i ciężko. Niejednokrotnie sędzia przyjeżdża sam i musi sobie poradzić zarówno z kwestiami organizacyjnymi, jak i sportowymi. To jest bardzo duże wyzwanie - powiedziała w połowie marca Karolina Bojar-Stefańska o sędziowaniu w niższych ligach w rozmowie z "Super Expressem".
Bojar-Stefańska w miniony weekend została oddelegowana do sędziowania spotkania mazowieckiej A klasy między drużynami Naprzód Brwinów - Partyzant Leszno i prawdopodobnie nie spodziewała się tego, co ją czeka. Spotkanie zakończyło się wygraną gości 3:2 i pokazanych w nim zostało aż sześć czerwonych kartek, z czego pięć z nich już po zakończeniu meczu! Do tego czterech innych zawodników zostało ukaranych żółtymi kartkami.
Kulisy tego meczu zostały opisane na portalu kanalsportowy.pl. "Co najmniej dwie osoby straciły ząb, jedna ma nos złamany. Mniejsze obrażenia i rany innych uczestników meczu Naprzód Brwinów – Partyzant Leszno trudno zliczyć" - czytamy w tekście o meczu, który zakończył się bijatyką między obiema drużynami.
- Takiej bitwy z udziałem piłkarzy to chyba jeszcze Polska nie widziała - powiedział portalowi były piłkarz, a obecnie działacz piłkarski. - Chcieliśmy to przeanalizować dokładnie, ale ktoś usunął z internetu nagranie tego meczu. Pewnie dlatego, żeby nie zostało wykorzystane jako materiał dowodowy. Czerwonych kartek powinno być kilkanaście albo i dwadzieścia, a nie tylko sześć.
Aktualnie trwa dochodzenie ws. ustalenia winnych całego zdarzenia. - Rozmawiałem ze swoimi zawodnikami. Powiedzieli mi, że jeden z rywali odepchnął naszego gracza, zaczęli się odpychać, podbiegł jeden gracz z Partyzanta i uderzył naszego, jak to się mówi, z partyzanta - tłumaczył trener Naprzodu Brwinów Piotr Zagrajek. Z kolei prezes klubu nie chciał odpowiedzieć na pytania portalu dotyczące m.in. tego, czemu nagranie z meczu zostało usunięte, a umieszczony został tylko skrót meczu.
- Wiadomo, były święta, ale „takich jaj" nikt się nie spodziewał. Temat jest szeroko komentowany w środowisku piłkarskim. Określenie „drastyczne wydarzenia" pada dosyć często - powiedział anonimowo portalowi jeden z działaczy. Stwierdzono, że jeśli nagranie z meczu się nie odnajdzie, to może być trudno ustalić, kto ponosi winę za całe zamieszanie.