Takiego startu ligi norweskiej nikt się nie spodziewał. Już po pierwszej kolejce mamy kandydata do trafienia sezonu i najbardziej nieprzemyślanej wypowiedzi sezonu. W meczu Rosenborga z ekipą Sandfjord napastnik Ole Saeter najpierw popisał się absolutnie bajecznym uderzeniem z dystansu, aby po wszystkim wyjść przed kamerę i wypalić tekst, o którym głośno zrobiło się na całym świecie.
Piłkarze obu ekip wyszli na boisko dopiero po raz pierwszy w tym roku, liga norweska rozgrywana jest bowiem systemem wiosna-jesień. W poniedziałkowym starciu Rosenborga z Sandfjord po pierwszej połowie był bezbramkowy remis, ale po zmianie stron Saeter pokazał futbolową magię. Przyjął piłkę w okolicach środka pola, pięknym zwodem minął jednego rywala. Po chwili efektownie zwiódł następnego, po czym z ponad trzydziestu metrów huknął w samo okienko.
Gol pomógł Rosenborgowi wygrać 2:0 i z miejsca stał się hitem internetu. Jeszcze większym hitem stała się jednak wypowiedź strzelca, który po meczu stanął przed kamerami norweskiej stacji TV2. - Byłem w szatni. Wyobraziłem sobie wtedy uderzenie woleja po łuku, które przelatuje przez całe boisko i wpada do bramki. Potem wychodzę i to się staje. Finezja. To było pyszne - opisywał.
Po chwili dodał słowa, które wywołały olbrzymie poruszenie. - Niewiele z tego pamiętam, więc usiądę w domu z komórką w lewej ręce, w prawej z k*****. Wtedy będę się dobrze bawić. Będzie już wtedy późno - wypalił. Prowadzący wywiad od razu zaczął go strofować, że mogą go oglądać dzieci.
Sytuację obrócono w żart, a do niestosownej wypowiedzi odniósł się kapitan Rosenborga Ole Selnaes. - Wprowadzimy zasadę, że Saeter musi wejść do szatni co najmniej dwadzieścia minut po meczu, zanim zostanie wysłany do strefy prasowej. Jeśli nie, jest tykającą bombą. Musi ochłodzić głowę - przyznał cytowany przez TV2. - W mediach nie różni się niczym od siebie w prawdziwym życiu. Jest jedyny w swoim rodzaju. Dobrze, że niektórzy są tacy jak on, ale dobrze też, że nie wszyscy są tacy. W szatni było męcząco - podsumował.