Gdy Legia Warszawa w 2016 r. przebrnęła przez eliminacje Ligi Mistrzów, jej trenerem był Besnik Hasi. Mimo to jego pobyt w Polsce okazał się dużym rozczarowaniem. Z 18 meczów pod jego wodzą stołeczny zespół wygrał tylko pięć, poza tym sześć zremisował i siedem przegrał. We wrześniu, po zaledwie trzech miesiącach pracy, Albańczyk został zwolniony.
W kolejnych latach Hasi pracował w Olympiakosie (2017, 11 meczów), Al-Raed (2018-2021, 96 meczów) oraz Al-Ahli (2021-2022, 25 meczów). Dopiero w listopadzie zeszłego roku wrócił do kraju, w którym wiodło mu się najlepiej, czyli Belgii (przed przyjściem do Legii prowadził Anderlecht, z którym zdobył mistrzostwo). Zatrudniło go KV Mechelen, czterokrotny mistrz kraju i triumfator Pucharu Zdobywców Pucharów z sezonu 1987/88. Okazało się to wyjątkowo trafną decyzją.
Hasi poprowadził drużynę w 16 spotkaniach i osiągnął nadzwyczaj dobre wyniki. Odniósł dziewięć wygranych i trzykrotnie remisował, co przełożyło się na 30 punktów. W tym okresie był to czwarty wynik w całej lidze, lepsze były wyłącznie: Royale Union Saint-Gilloise (36 pkt), Anderlecht (35 pkt) oraz Club Brugge (31 pkt).
Dzięki albańskiemu szkoleniowcowi Mechelen dźwignęło się po fatalnym starcie sezonu (było nawet trzecie od końca) i zakończyło rundę zasadniczą na ósmym miejscu. To pozwala zespołowi marzyć nawet o awansie do Ligi Konferencji (choć ze względu na zawiły system rozgrywek droga do tego jest dosyć daleka).
Niezależnie od tego, na którym miejscu zakończy sezon Mechelen, Hasiego niedługo może już tam nie być. Zdaniem dziennikarza Sachy Tavolieriego 53-latkiem bardzo poważnie interesuje się jeszcze mocniejsze KAA Gent, czyli zespół od kilku lat występujący w europejskich pucharach.
Na razie były trener Legii Warszawa koncentruje się na jak najlepszym zakończeniu sezonu w Mechelen. Jego drużyna kolejny mecz rozegra 30 marca, tego dnia zmierzy się z OHL Leuven.